Naśladować Najświętszą Pannę

Ubóstwo i modlitwa 

To samo, co powiedzieliśmy o wierze, należałoby powtórzyć w odniesieniu do wszystkich cnót Najświętszej Panny. Nie sposób jednak wymienić je wszystkie. Najważniejsze zresztą jest przekonanie, że święci znaleźli w Matce Bożej najczystsze odzwierciedlenie wszystkich cnót, na którym także my możemy się wzorować. 

Święty Franciszek z Asyżu, gorąco zakochany oblubieniec Pani Biedy, nie mógł nawet pomyśleć o ubóstwie Najświętszej Panienki bez głębokiego wzruszenia. Pewnego razu zdarzyło się, że jeden z braci przy stole wspomniał o nędzy, jaką Ona cierpiała w stajence betlejemskiej. Poruszony św. Franciszek natychmiast zerwał się z miejsca, chwycił swoją miskę, poszedł do kąta i usiadł na ziemi płacząc rzewnie nad ubóstwem Matki Bożej. Tak samo było ze świętą Klarą z Asyżu, która swoim duchowym córkom w ubożuchnym klasztorze stawiała za wzór „ubóstwo i pokorę naszego Pana Jezusa Chrystusa i Jego Najświętszej Matki”. 

Pisząc o ubóstwie, wspomnijmy św. Maksymiliana M. Kolbego, który zawsze wymieniał ubóstwo i Niepokalaną razem, uważając je za nierozłączne i mówiąc, że na tych dwóch kolumnach opierają się zainicjowane przez niego przedsięwzięcia. Skromność jego życia, odmawianie sobie nawet rzeczy niezbędnych (jak buty, kołdra, pożywienie) zasługują na najwyższy podziw. Św. Maksymilian pragnął wszystkich tych wyrzeczeń, żeby wychwalać nimi swoją Królową. 

Jeśli chodzi o życie modlitwy, możemy wspomnieć św. Teresę od Jezusa i wszystkie klasztory karmelitańskie, w których święta reformatorka pragnęła jak najwierniej odtworzyć modlitewne życie Maryi w Nazarecie – życie prawdziwie i niezwykle „ukryte z Chrystusem w Bogu” (Kol 3,3). 

Natomiast św. Małgorzata Maria Alacoque starała się naśladować Matkę Bożą szczególnie w najważniejszych momentach Mszy świętej. Podczas Ofiarowania postanawiała naśladować posłuszeństwo Matki Bożej w tajemnicy Ofiarowania Jezusa w Świątyni. Podczas Konsekracji jednoczyła się z Nią w Jej ofierze u stóp Krzyża na Kalwarii. Podczas Komunii – starała się naśladować miłość Maryi w chwili Wcielenia Słowa w Jej dziewiczym łonie. My również możemy tak robić. 

Myśl o nieustannej modlitwie Matki Bożej nasuwał widok Ojca Pio w San Giovanni Rotondo, kiedy modlił się godzinami, w chórze zakonników, w swojej celi, w ogrodzie, na korytarzach, dniem i nocą, odmawiając Różaniec setkami. Jeżeli jeden człowiek zdolny jest modlić się tak wiele, to do czego zdolna była Boża Rodzicielka? 

Pokora i dziewicza czystość 

Niemal niemożliwe jest wyobrazić sobie świętego, który nie inspirowałby się Najświętszą Panną w zdobywaniu tych dwóch cudownych cnót. 

O naśladowaniu pokory i czystości Maryi mówi się najwięcej. Być może dlatego, że są to dwie cnoty tak ściśle połączone ze sobą i tak charakterystyczne dla Niepokalanej, że jest czymś oczywistym, iż są skopiowane od Niej, najdoskonalszego, powszechnie obowiązującego modelu. 

Bez wątpienia wielcy czciciele Matki Bożej dążyli w szczególności do tych dwóch charakteryzujących Ją cnót – dzięki czemu stali się prawdziwymi przykładami głębokiej pokory i promiennej czystości. 

Św. Katarzyna Labouré, która miała szczęście doznać niebiańskiej wizji, podczas której Niepokalana Dziewica powierzała jej cudowny medalik, całe swoje długie życie przeżyła pokornie i w ukryciu – tak, iż nikt nie wiedział nawet, że miała objawienia. 

Pomyślmy też o pokorze św. Bernadetty, która postanowiła: „Będę uznawała za szczęście życie w zapomnieniu”, a innym razem: „łaska, o którą mam prosić przede wszystkim: życie ukryte, za przykładem Jezusa i Maryi”. 

Ona, ulubienica Niepokalanej, niewinna, powszechnie znana wizjonerka… A jednak nie było niebezpieczeństwa, że kiedykolwiek będzie się chwalić swoimi objawieniami. Co więcej – choćby to jedno drobne wydarzenie obrazuje jej głęboką skromność. Pewnego dnia świętej pokazano pocztówkę z Lourdes. Obejrzawszy ją, Bernadetta zadała dość dziwne pytanie: 

– Co się robi z miotłą? 

– Jak to co? Zamiata się nią. 

– A potem? 

– Odstawia się na miejsce, do kąta. 

– Otóż to jest właśnie moja historia: Najświętsza Dziewica posłużyła się mną, a potem odstawiła mnie na miejsce, do kącika, i tam pozostanę”. 

Naśladowanie panieńskiej czystości Maryi promiennie jaśnieje we wszystkich dziewicach konsekrowanych, które przez to stają się tak podobne do Błogosławionej Dziewicy! 

Święty Gerard Majella szczególną czcią darzył siostry zakonne właśnie dlatego, że – jak mówił – „wyobrażają Matkę Bożą”. Ta cześć nie może dziwić, jeśli pomyśli się o Klarze, Katarzynie, Małgorzacie, Bernadetcie, Teresce… i o wszystkich zakonnicach w niezliczonym zastępie świętych dziewic. 

Nawet swoim wyglądem przypominają Najświętszą Pannę. Ich czyste oblicza, długie habity i szerokie welony, ukrywające je przed stworzeniami – wszystko to sprawia, że wydają się być istotami nie z tej ziemi, aniołami. 

I rzeczywiście – dziewictwo jest anielskie. Jest to przywilej, którym Pan Jezus obdarza tylko nielicznych (por. Mt 19,11) a który pozwala już na tej ziemi żyć jak w niebie (por. Mt 22,30). 

Cała wartość dziewictwa wywodzi się od Królowej Dziewic. To Jej niepokalanemu panieństwu wszystkie dziewice zawdzięczają drogocenność swego skarbu. Jest tak odkąd Bóg tak bardzo umiłował dziewictwo, że wybrał Pannę Maryję, aby wcielić się w Jej przeczystym łonie, w nim żyć i z niego się narodzić. Dziewictwo, anielskość, macierzyństwo: wszystkie trzy jaśnieją w Maryi olśniewającym blaskiem, odbijając się się w każdej dziewicy wybranej i umiłowanej przez Boga. 

Toteż dziewice stanowią prawdziwą gwardię przyboczną Maryi – powołane do tego, aby iść za Nią i tworzyć Jej panieńską świtę, jak mówi Duch Święty ustami proroka: „Za nią dziewice, jej druhny” (Ps 45,15). Przepiękne stronice na ten temat zapisał wielki św. Ambroży! Wraz z Najświętszą Panną dziewice otrzymają szczęśliwy los – „są dziewicami, (…) Barankowi towarzyszą, dokądkolwiek idzie” (Ap 14,4). Oblubienice zawsze będą podążać za niebiańskim Oblubieńcem w nierozerwalnym węźle dziewiczej miłości, która już tu na ziemi daje przedsmak wieczności radosnej, żarliwej, niewinnej. 

Naśladować Najświętszą Pannę 

We wszystkich cnotach 

Św. Ludwik Grignion de Montfort napisał, że prawdziwe nabożeństwo do Najświętszej Maryi Panny prowadzi duszę do unikania grzechu i do naśladowania cnót Najświętszej Dziewicy, zwłaszcza „Jej głębokiej pokory, żywej wiary, ślepego posłuszeństwa, nieustannej modlitwy, wszechstronnego umartwienia, Boskiej czystości, żarliwej miłości, heroicznej cierpliwości, anielskiej dobroci i Bożej mądrości”. 

W adhortacji O należytym kształtowaniu i rozwijaniu kultu Najświętszej Maryi Panny papież Paweł VI wymienia niemal te same cnoty Matki Najświętszej, które poleca naśladować. 

Matka Boża jest „wzorem dla całego Kościoła”, mówi św. Augustyn. Jest wzorem wszystkich cnót, nie zaś tylko niektórych, albo jednych bardziej, a innych mniej. 

Ona daje nam doskonałość wszelkich cnót – doskonałość niezrównaną, lecz pociągającą; najwyższą, lecz dającą się naśladować. „We mnie wszystka nadzieja żywota i cnoty”, mówi Maryja słowami proroka (Syr 24,18). Nie musimy przerażać się wzniosłością Jej doskonałości. Także Pan Jezus, nasz Bóg, mówił przecież: „Uczcie się ode Mnie” (Mt 11,29) i nakazał nam dążenie do tego, aby stawać się „doskonałymi jak Ojciec niebieski” (Mt 5,48). 

Razem z Synem także Maryja może powiedzieć do nas, że dała nam „przykład, abyście i wy tak czynili, jak Ja” (J 13,15). A Jej przykład jest nam jeszcze bliższy, bardziej na naszą ludzką miarę, łagodny dzięki łasce, łatwiejszy dzięki szczególnej macierzyńskiej czułości. Dlatego Jej cnoty są jednocześnie wzniosłe i łagodne. Nie onieśmielają. Przeciwnie, przyciągają prostotą, z jaką praktykowała je Ona w skrajnie pokornym i zwyczajnym życiu. 

Wzorujmy się zatem na Niej, kształtujmy na Jej podobieństwo. Ona jest doskonałym przykładem uświęconej osoby ludzkiej. Naśladując Ją, możemy stać się uczestnikami Jej niebiańskiej doskonałości – a to zależy tylko od nas. 

Naprzód więc! Wcielajmy w życie piękną zachętę, jaką wielki biskup Bossuet kierował do słuchających jego kazań wiernych: „Ofiarujcie Królowej Nieba Jej święty portret. Każdy z was jest malarzem i rzeźbiarzem swojego życia – kształtujcie je według życia Najświętszej Panny i stawajcie się wiernymi kopiami tak doskonałego oryginału”. 

Jej żywa wiara 

Wiara Matki Bożej lśni wspaniałym blaskiem na nieboskłonie Jej cnót. Wysłuchawszy i zrozumiawszy zwiastowanie Archanioła, z wiarą wypowiedziała swoje Fiat w odniesieniu do spraw po ludzku niepojętych: przyjęcia Wcielenia Słowa – Syna Bożego; zostania Matką Boga; dziewiczego poczęcia i zrodzenia Słowa Bożego, które za sprawą Ducha Świętego stanie się człowiekiem w Jej niepokalanym łonie. Z wiarą zgodziła się zostać Matką, Współodkupicielką i Pośredniczką rodzaju ludzkiego (por. Łk 1,26-38). 

Najświętsza Panna bez zastrzeżeń uwierzyła w cały ogrom tej rzeczywistości nadprzyrodzonej, zgodnie z pełnym zachwytu okrzykiem św. Elżbiety: „Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła!” (Łk 1,45). Uwierzyła ślepo i stała się pełna Boga. Słowo napełniło Jej dziewicze łono, a Ona sama mogła wielbić Boga ukrytego pod Jej sercem. 

Wielbiła Go później, spoczywającego na matczynych ramionach w stajence betlejemskiej. Wielbiła przez całe życie ukryte w Nazarecie. Wielbiła Go, stojąc u stóp krzyża. Wielbiła pod postaciami chleba i wina. 

Jakąż głębią musiała być Jej wiara! Nie sposób ją zmierzyć. Żadne stworzenie, żaden święty nie zdoła nigdy złożyć równego świadectwa nadludzkiej, wypróbowanej straszliwym cierpieniem wiary. 

Prawdziwi czciciele Maryi powinni także z niezłomnym męstwem wieść życie wiary, naśladując Bożą Matkę i nie cofając się w obliczu prób i cierpienia. 

Przykład dla nas 

Wspomnijmy raz jeszcze jeden z zadziwiających przykładów – polskiego męczennika, św. Maksymiliana M. Kolbe, szaleńca Niepokalanej. Kiedy został aresztowany, zamknięto go na Pawiaku – cieszącym się złą sławą warszawskim więzieniu. Pewnego dnia kontrolował więźniów wyjątkowo okrutny niemiecki oficer. Wchodząc do celi, w której znajdowało się trzech aresztantów, spostrzegł zakonny habit ojca Kolbego i wpadł w furię. Natychmiast przypadł do świętego Maksymiliana, chwycił za krzyżyk wiszącej u pasa koronki i szarpiąc, wołał z nienawiścią: 

– „I ty w to wierzysz?” – „Wierzę, bardzo wierzę”- odpowiedział Święty ze spokojem. Uderzenie pięści trafiło go w twarz. I znowu, jeszcze dwa razy, padło to samo pytanie, i za każdym razem ta sama odpowiedź, i kolejne bestialskie ciosy. Wzburzeni i przerażeni współwięźniowie patrzyli na to okrucieństwo ze zgrozą, nie mogąc nic zrobić. Kiedy oficer wyszedł z celi, św. Maksymilian próbował ich uspokoić: „To nic ważnego, to wszystko dla Mateńki Niepokalanej”. 

Naśladować Najświętszą Pannę 

Naśladowanie jest owocem miłości i polega na zgodności działania kochających się osób. Kto kocha, ten naśladuje. W naturze miłości leży łączenie, tworzenie jedności. 

Miłość doskonała, pełna, jednoczy wszystko – także postępowanie tych, którzy się miłują – nie może bowiem znieść żadnej różnicy uniemożliwiającej stanie się jednym. Toteż nie może być miłości bez naśladowania – w przeciwnym razie w sposobie postępowania zabrakłoby jedności woli. 

Naśladowanie jest zatem rozwojem miłości, w istocie ukazującym jej płodność. Skoro jest ono owocem miłości, to powiedzieć można, że gdzie jest naśladowanie, tam jest i miłość – a gdzie go nie ma, tam nie ma także miłości. Bezmiar naśladowania oznacza miłość bez miary. 

Św. Pius X potwierdza to słowami: „Jeżeli ktoś pragnie (a któż nie powinien tego pragnąć!), aby jego nabożeństwo do Najświętszej Maryi Panny było pełne i pod każdym względem doskonałe – musi koniecznie, ze wszystkich sił, naśladować Jej przykład”. 

Naśladowanie Maryi jest świętością 

W gruncie rzeczy wystarczy zastanowić się przez chwilę, aby zrozumieć, że to właśnie naśladowanie Maryi jasno i wyraźnie odróżnia nabożeństwo do Niej praktykowane przez świętego od nabożeństwa kogoś, kto świętym nie jest. 

Święty kocha Matkę Bożą, doskonale naśladując Jej cnoty – i to właśnie czyni go świętym. My natomiast kochamy Najświętszą Pannę, naśladując Ją jednak bardzo niedoskonale – albo wręcz zadowalając się jedynie pobożnymi życzeniami. Przez to wciąż jesteśmy przeciętni i ryzykujemy, że nasza pobożność „na pół gwizdka” polegać będzie na „czczym i jałowym uczuciu”, nie wznosząc się ponad „próżną łatwowierność”, według określenia Soboru Watykańskiego II. 

Bezprzedmiotowe byłoby narzekanie na pobożność maryjną lub krytykowanie jej za rzekomą bezowocność, za to, że pozostajemy ciągle tacy sami. Sługa Boży Pius XII upominał nas: „Nie zapominajcie, że aby nabożeństwo do Matki Bożej było prawdziwe i trwałe, a zatem przynoszące cenne owoce i obfite łaski, musi być ono ożywiane naśladowaniem życia Tej, którą pragniemy czcić”. 

Także Paweł VI podkreślał wielokrotnie, że prawdziwe nabożeństwo maryjne wymaga naśladowania cnót Najświętszej Dziewicy: „Tymi cnotami Matki przyozdobią się Jej dzieci, które dotrzymają mocnego postanowienia odtwarzania Jej wzoru w swoim życiu”. 

Kościół zawsze nauczał w ten sposób, zmierzając do sedna i pragnąc konkretów: czynów oraz cnót. Nabożeństwo do Matki Bożej powinno prowadzić każdą duszę do tego, by stawała się obrazem Maryi: najmilszej Bogu, bo najpodobniejszej do Pana Jezusa. 

Jeśli więc chcemy zweryfikować nasze nabożeństwo do Najświętszej Panny, wystarczy, abyśmy zbadali, na ile Ją naśladujemy. 

Jeżeli dostrzeżemy w sobie szczere i usilne staranie o to, by naśladować Jej cnoty, to nasza pobożność maryjna jest „pod każdym względem” prawdziwa, jak zapewnia św. Pius X – i jak orzekł już wielki św. Augustyn: „Prawdziwa pobożność polega na naśladowaniu cnót tego, kogo kochamy”. 

Przyjmijmy więc naśladowanie za nasz cel. W ten sposób na pewno będziemy zmierzać do konkretów. Nabożeństwo do Najświętszej Panny jest jak grządka, na której wyrastają zachwycająco piękne kwiaty – kwiaty cnót maryjnych. W jakim stanie jest nasza grządka? Czy nie brak na niej kwiatów? 

Zbadajmy siebie samych szczerze, niczego nie udając i niczego nie lekceważąc. Porównujmy się ze świętymi. Zmierzmy swoją małość bogactwem ich miłości. Upokórzmy się i uczmy się od nich, jak naśladować Tę, „która świeci w całej wspólnocie wybranych jako wzór cnót” (Lumen Gentium, 65). 

Jak postąpiłaby Matka Boża 

Równie prostym, co zasadniczym sposobem naśladowania cnót Najświętszej Panny jest zadawanie sobie w każdej sytuacji pytania, jak w takich okolicznościach zachowałaby się Maryja. Owoce tego pytania nie każą długo na siebie czekać. 

Umiłowana przez Maryję św. Katarzyna Labouré przyjęła taką życiową zasadę: „Wezmę sobie Maryję za wzór przystępując do każdej czynności i będę zastanawiać się, jak Ona zrobiłaby to, co ja mam zrobić”. Również św. Tereska, w porywie miłości do Najświętszej Panny, wytyczyła sobie jako program całego życia „postępowanie śladami Maryi”. Uważała się za Jej córeczkę i pisała, że „zazwyczaj dzieci są podobne do swojej mamy”. 

Św. Antoni M. Claret, wielki dziewiętnastowieczny apostoł Różańca Świętego i nabożeństwa do Serca Maryi, z ogromnym przejęciem, głęboko jednoczył się z Matką Bożą, zawsze i wszystko uzależniając od Niej. Kiedy został biskupem Kuby, zapisał takie życiowe postanowienie: „Tak będę sprawował rządy, jak mnie zainspiruje Matka Boża… Matka Najświętsza jest bowiem moją Matką, moją Nauczycielką, moją Kierowniczką…” 

Inny wielki sługa Boży, o. Jean-Baptiste Chautard, stosował tę samą prościutką metodę: w każdej sprawie pytał najpierw: „Jak na moim miejscu postąpiłaby Matka Boża?” Podjął się też życia „pod okiem 

Maryi”, zawsze szukając oczyma Jej spojrzenia, aby wyczytać z niego, co powinien zrobić i jak to zrobić, by sprawić Jej jak największą przyjemność. 

Pamiętajmy, że nie ma pewniejszej nad naśladowanie próby czci i miłości. Uczeń ceni i kocha swego mistrza w takim stopniu, w jakim stara się stać takim, jak on. 

Toteż św. Teresa z Avili powtarzała swoim siostrom, że najlepszym sposobem oddawania czci Matce Bożej jest naśladowanie Jej cnót. Święci Stanisław Kostka, Alojzy Gonzaga, Weronika Giuliani, Gabriel od Matki Bożej Bolesnej sławili Madonnę, z miłością studiując Jej cnoty, aby każdego dnia odtwarzać je w swoim życiu. Nie zadowalali się pobożnymi życzeniami, słodkim wzdychaniem ani gorącymi łzami (które nam wydają się nie wiadomo czym…) – ale pragnęli cnót, rzeźbiących w duszy prawdziwe podobieństwo piękna Niepokalanej. 

Św. Łucję Filippini nazywano „wierną kopią Maryi”, przede wszystkim dzięki jej miłości, pokorze, czystości i cierpliwości. „Wiernymi kopiami” Matki Bożej były też święte Katarzyna, Róża, Bernadetta, Tereska, Gemma i tyle innych świętych, w których jaśniało piękno dziewictwa Maryi; piękno miłości, wiary, nadziei, pokory, męstwa i poświęcenia Maryi. 

W mieście Neapolu mieszkał sługa Boży Placyd Baccher. Był to święty kapłan tak zakochany w Matce Bożej, że wierni nazywali go „ksiądz cały jak Maryja”. Przepiękne! Właśnie tacy powinni być wszyscy czciciele Maryi. Tak też było ze wszystkimi świętymi, ponieważ im bardziej ktoś się uświęca, tym bardziej upodabnia się do Tej, która „najbardziej podobna jest do Chrystusa”, jak pisał w Boskiej Komedii Dante. 

Kochać Najświętszą Maryję Pannę

Miłość i uczynki ważne 

Tym bardziej, w obliczu szczególnie ważnych zadań, czciciele Najświętszej Panny nie mogą zaniedbać zjednoczenia z Nią, tak, aby działać z Nią i w Niej. 

Ojciec Pio zalecał uczestnictwo we Mszy świętej w łączności z Błogosławioną Dziewicą u stóp Krzyża. On sam starał się jak najczęściej odprawiać Mszę świętą o Niepokalanym Poczęciu, tak że kiedyś poprosił o kalendarz liturgiczny, tylko żeby wiedzieć, w którym dniu można odprawiać wotywną Mszę o Niepokalanej. Podobnie robili św. Wawrzyniec z Brindisi i bł. Stefan Bellesini. Świętym, który w niezwykły sposób przemieniał się w Maryję podczas odprawiania Mszy świętej, był św. Kajetan. Mówiono o nim, że wydaje się, iż to Najświętsza Panna we własnej osobie sprawuje Mszę. 

Św. Luiza de Marillac u początków nowego zgromadzenia zakonnego, zebrawszy w swoim domu kilka wiejskich dziewcząt, wskazała im figurkę Matki Bożej i poleciła, aby się Jej powierzyły. Podobnie zrobiła św. Aniela Merici. 

Św. Alfons Liguori, kiedy porzucił świat, aby oddać się Bogu, udał się najpierw do Najświętszej Panny Maryi, aby u Jej stóp złożyć swój miecz i całkowicie się Jej ofiarować. 

Św. Franciszka Ksawera Cabrini dziewiętnaście razy przemierzyła ocean, dwukrotnie opłynęła wybrzeża Pacyfiku i trzykrotnie, wśród gwałtownych sztormów, Atlantyk. Za każdym razem zaczynała i kończyła podróż z różańcem w ręku. 

Kiedy wybrano papieżem św. Piusa X, swój pontyfikat powierzył Bożej Rodzicielce, poświęcając Jej także swoją pierwszą encyklikę. 

Św. Bartolomea Capitanio spisała swoje postanowienia dotyczące uświęcenia się, a następnie powierzyła kartkę Najświętszej Panience, prosząc: „Droga Mamo, Tobie powierzam ten papier, Ty spraw, abym to wszystko wypełniła”. 

Miasto dla Niej 

Byli tacy, którzy projektowali sanktuarium albo bazylikę ku czci Maryi, jak św. Jan Bosko w Turynie (kościół Matki Bożej Wspomożycielki) i bł. Jakub Alberione w Rzymie (kościół Królowej Apostołów). Był także święty, który założył dla Maryi całe miasto. Św. Maksymilian Maria Kolbe zaprojektował w Polsce prawdziwe Miasto Matki Bożej – Niepokalanów, zaczynając od postawienia figury Niepokalanej na polu, które nie należało do niego. Właściciel nie przystał jednak na oddanie ziemi i poprosił świętego o zabranie figury. Ten odpowiedział z prostotą, że powinna pozostać „bo teraz ta ziemia jest w Jej opiece”. Odpowiedź ta uderzyła właściciela; zastanowiwszy się, przekazał całe pole świętemu Maksymilianowi. Miłość i dziewictwo 

Oto pewien subtelny szczegół. Na ogół termin radosnego wydarzenia swojego poświęcenia się niebieskiemu Oblubieńcowi dziewice lubiły ustalać na jakiś dzień szczególnie miły Matce Bożej. Do tego stopnia dziewiczość utożsamiana jest z Najświętszą Panną Maryją! Czyż nie jest Ona prawdziwą Dziewicą, Dziewicą Przeczystą, zawsze Dziewicą w pełni znaczenia tego słowa? Najniewinniejsza i najpiękniejsza, wonna i niepokalana, duchowo i cieleśnie dziewicza – Maryja jest niczym słońce olśniewającej czystości. Promyk tej olśniewającej czystości jaśnieje w każdej dziewicy, przez co ona sama staje się dziewiczym obrazem Najświętszej Panny. To dlatego tak wiele z nich nieomal instynktownie pragnie oddać się Jezusowi wraz z Maryją i przez Maryję, wybierając dni szczególnie Jej miłe, by czuć się jeszcze bardziej zjednoczonymi z Nią. 

Św. Teresa od Jezusa co roku odnawiała razem ze swymi córkami śluby zakonne w dniu Narodzenia Najświętszej Panny Maryi (8 września) i Jej Ofiarowania w Świątyni (21 listopada). 

Św. Małgorzata Maria Alacoque pragnęła wstąpić do zgromadzenia w sobotę, dzień poświęcony Maryi. 

Wiele szczególnie uroczystych momentów w życiu zakonnym św. Tereski od Dzieciątka Jezus przypadło w dni maryjne. Do Karmelu wstąpiła w święto Zwiastowania. Oblubienicą Chrystusa została w dzień Narodzenia Maryi. Wiatyk przyjęła we wspomnienie Matki Bożej Szkaplerznej. 

Św. Gemma Galgani miała szczęście złożyć ślub czystości 8 grudnia, w uroczystość Niepokalanego Poczęcia, a do nieba pójść w Wielką Sobotę 1903 roku. Zarówno jej beatyfikacja, jak i kanonizacja, odbyły się w maju, miesiącu Maryi. 

Obłóczyny św. Marii Bertilli Boscardin odbyły się w święto Oczyszczenia Najświętszej Maryi Panny, a profesja wieczysta – w uroczystość Niepokalanego Poczęcia. 

Te spotkania dziewictwa konsekrowanego ze świętami maryjnymi są jednym tylko odcieniem miłości. Prawdziwe oddanie się Matce Bożej czyni tę miłość coraz delikatniejszą, mieniącą się najłagodniejszymi odcieniami. Dziewicza delikatność Najświętszej Panienki, odbijając się w niewinnych sercach oblubienic Chrystusowych, niebiańsko łagodzi i wysubtelnia ich poruszenia, aby wszystkie stały się, wedle słów św. Tereski, „odwzajemnionymi kwiatami miłości”. 

 

Drobne przykłady dla nas 

Przede wszystkim z całego serca chciejmy czcić Maryję przez pobożne i częste odmawianie Zdrowaś Maryjo. Św. Tomasz z Akwinu miał taką cześć dla Pozdrowienia anielskiego, że któregoś roku poświęcił tej modlitwie wszystkie kazania wielkopostne. Tak samo uczynił św. Wawrzyniec z Brindisi. 

Nie może być modlitwy piękniejszej od tej dla uszanowania niebieskiej Matki. Św. Łucja Filippini mówiła, że Najświętsza Panna chętnie wysłuchuje Ave Maria, bo to właśnie tymi słowami została pozdrowiona, jako Matka Boża przez Archanioła Gabriela oraz św. Elżbietę. Wspomnijmy także dwoje uroczych dziewcząt, św. Katarzynę ze Sieny i św. Teresę od Dzieciątka Jezus oraz dwóch wspaniałych chłopców, św. Alojzego Gonzagę i św. Gerarda Majellę, którzy odmawiali Zdrowaś Maryjo nawet kiedy wchodzili po schodach, przyklękając przy tym na każdym stopniu. Św. Alfons Liguori, św. Leonard z Porto Maurizio, św. Wincenty Pallotti, św. Gabriel od Matki Bożej Bolesnej, św. Proboszcz z Ars i wielu innych świętych modliło się tą modlitwą za każdym razem, gdy bił zegar. A który święty nie odmawiał Zdrowaś Maryjo przed pracą, posiłkiem, odpoczynkiem lub zabawą? 

Pozdrowienie Anielskie mogłoby pojawiać się na naszych ustach bardzo łatwo, towarzysząc nam wszędzie, będąc jak gdyby stałym spojrzeniem duszy na Maryję i Maryi na duszę. Św. Bernardyn zapewnia nas bowiem: „Wiedz, że kiedy pozdrawiasz Błogosławioną Dziewicę słowami Zdrowaś Maryjo, natychmiast i Ona pozdrawia ciebie”. 

Jako przykład domowego nabożeństwa do Najświętszej Panny, przypomnijmy rodzinę św. Maksymiliana M. Kolbe. Pomimo ciasnoty ubogiego mieszkania, nie zabrakło w nim kącika, w którym stanął ołtarzyk z obrazem Matki Bożej. To przy nim cała rodzina zbierała się codziennie na modlitwę. I to właśnie w tym kąciku mały św. Maksymilian spędzał długie chwile modląc się, a miłość do Niepokalanej zapuszczała korzenie w głębi jego serca, aby pewnego dnia wydać cudowne owoce. 

Gdyby w każdym chrześcijańskim domu przywrócono tę świętą tradycję małego ołtarzyka poświęconego Matce Bożej, modlące się przy nich rodziny na nowo rozkwitłyby pod uśmiechniętym spojrzeniem Maryi. 

Wspomniawszy o pozdrawianiu Maryi w przydrożnych kapliczkach, przytoczmy przykład młodego św. Bernardyna ze Sieny, który co wieczór udawał się na spotkanie z Królową swego serca, do kapliczki Matki Bożej położonej za murami miasta. Jego dobra ciotka, nie mogąc zrozumieć, z kim pobożny młodzieniec mógłby mieć schadzki poza miastem, któregoś razu śledziła go z ukrycia. Jakże wzruszyła się, widząc młodzieńca, w pełnym miłości uszanowaniu upadającego na kolana przed obrazem Najświętszej Panny! 

Nie mniej budujący musiał być widok poważnego chłopca, który idąc do szkoły ulicami Pietrelciny, z książkami pod pachą, ilekroć mijał kapliczkę Niebieskiej Matki, zatrzymywał się przed nią na chwilę modlitwy. Pewnego dnia ten chłopiec miał stać się świętym Ojcem Pio, gorąco zakochanym w Błogosławionej Dziewicy. Również w Foggi, już jako młody kapłan, codziennie nawiedzał Matkę Bożą Siedmiu Zasłon, cudowny obraz, który wprawił kiedyś w mod- litewną ekstazę św. Alfonsa. 

Podobnie robił św. Leopold z Castelnuovo, który celem swojego codziennego spaceru po Padwie uczynił obraz Najświętszej Panny w kościele parafialnym Świętego Krzyża. Natomiast św. Pius X uświęcał swoją popołudniową przechadzkę pobożną wizytą u Niepokalanej w grocie z Lourdes, zbudowanej w Ogrodach Watykańskich. Niech te przykłady nie idą na marne! 

Kwiaty dla Maryi 

Ofiarowywanie kwiatów Maryi było zawsze jednym z najwdzięczniejszych wyrazów czci, które leżało na sercu wielu świętym. 

Święty Kryspin, jako dziecko pracował w warsztacie i co sobotę za otrzymaną srebrną monetę kupował piękny bukiet świeżych kwiatów. Zdziwiony sprzedawca chcąc dowiedzieć się, dlaczego chłopiec w każdą sobotę dokonuje ich zakupu, pewnego razu śledził go. Odkrył, że chłopiec szedł do kościoła i w kaplicy Najświętszej Panny, z wyrazem niezwykłej miłości, dekorował nimi ołtarz. 

Św. Gabriel od Matki Bożej Bolesnej także bardzo lubił zanosić Maryi kwiaty. Nie było dnia, nawet w zimie, żeby nie znalazł kwiatka dla Matki Bożej. Sam uprawiał je na grządce i wiele razy słyszano, jak pielęgnując rośliny, szeptał z miłością: „Maryjo moja… Maryjo moja…” 

Obok św. Kryspina, św. Gabriela od Matki Bożej Bolesnej, św. Paskala Baylon, św. Bernadetty, św. Dominika Savio, św. Marii Goretti i wielu innych świętych możemy wymienić również św. Tereskę. Już jako pięcioletnia dziewczynka kochała ozdabianie kwiatami domowego ołtarzyka Matki Bożej. Św. Leopold z Castelnuovo dbał o to, aby codziennie stawiać świeże kwiaty przed wizerunkiem Bogurodzicy w pokoiku, w którym spowiadał! Inny uroczy przykład – anielska wieśniaczka, mała św. Joanna d’Arc, codziennie zbierała bukiecik świeżych kwiatów i zanosiła go przed obraz Najświętszej Panienki. Nawet w zimie przeszukiwała wszystkie kępy na polu, żeby znaleźć jakiś kwiatek. Zdarzało się jednak, że to się nie udawało ze względu na silny mróz, ścinający wszystko. Wtedy niezniechęcona dziewczynka z niewinną prostotą zbierała resztki białej wełny swoich owiec, robiła z niej wiązankę i ofiarowywała swojej Madonnie. Tak to jest, kiedy się kocha! 

Chociaż jeden gest szacunku 

Podkreślamy potrzebę oddawania czci Najświętszej Pannie bodaj najdrobniejszymi aktami nabożeństwa do Niej. Zaznaczamy to nie bez powodu, bowiem miłosierdzie Maryi jest tak wielkie, że nawet odrobina okazanej Jej czci może wystarczyć, by uratowała duszę od piekła. Przytoczmy kilka przykładów. 

Pewnego razu do św. Jana Marii Vianneya przyszła kobieta rozpaczająca z powodu samobójstwa męża-niedowiarka, który wyskoczył z okna. Święty Proboszcz, ledwie ją zobaczył, zanim zdążyła o cokolwiek go zagadnąć, zwrócił się do niej: „Proszę pani, pani mąż jest zbawiony, jest zbawiony… Tuż przed śmiertelnym upadkiem Matka Boża dała mu czas na akt skruchy… Pamięta pani, że w maju zdobił kwiatami obraz Maryi i zgodził się modlić do Niej, chociaż był daleko od wiary?... Dzięki czci okazanej Najświętszej Pannie otrzymał zbawienie, a teraz jest w czyśćcu i potrzebuje modlitwy…” 

Skromna intencja oddania czci Maryi może wyjednać zbawienie wieczne. Czy zdajemy sobie z tego sprawę? 

Do Józefa Cafasso, świętego kapelana skazanych na szubienicę, trafił kiedyś skazaniec, który uparcie odmawiał przyjęcia sakramentów. Nic nie można było zrobić. Strażnicy przyszli po niego, by zaprowadzić go na miejsce stracenia. 

Po drodze przechodzili obok kapliczki Matki Bożej i skazaniec spoglądając na obraz, zgodnie ze swoim pobożnym przyzwyczajeniem, pokłonił się Dziewicy. Gdy św. Józef Cafasso spostrzegł ten gest szacunku wobec Najświętszej Panny, wzruszony wykrzyknął z przekonaniem: „Jest ocalony, jest zbawiony! Matka Boża go ocali!” I rzeczywiście, kiedy zbliżył się ponownie do skazańca, zdążył go wyspowiadać tuż przed wykonaniem wyroku. 

To samo przytrafiło się pewnemu młodemu neapolitańczykowi, który miał zwyczaj pozdrawiania każdego wizerunku Matki Bożej słowami: Zdrowaś Maryjo. Jakkolwiek był niewolnikiem swoich słabości, Najświętsza Panna wyjednała mu łaskę spotkania przed śmiercią św. Franciszka de Gironimo, który pojednał go z Bogiem. Słusznie powiedział św. Jan Berchmans: „Żeby zasłużyć na opiekę Maryi, wystarczy najmniejsza rzecz, o ile czyni się ją ze stałością”. 

My też wybierzmy 

My też wybierzmy jeden lub kilka szczególnych sposobów oddawania czci Matce Bożej. Wybierzmy coś, co możemy robić i postarajmy się dochować w tym wierności. Wspaniałomyślność i wierność powinny iść ze sobą w parze. Nieładnie byłoby zobowiązać się do robienia wielu rzeczy, a potem czasami lub stale je zaniedbywać. Postanówmy zatem tyle, ile ze wspaniałomyślnością możemy wykonać. 

Dobrze jest wybrać jedno z drobnych nabożeństw, jakie praktykowali święci, a jest z czego wybierać! Obok przykładów już wspomnianych, na kolejnych stronach przytoczymy jeszcze kilka innych. 

Błogosławiona Anna Maria Taigi, matka siedmiorga dzieci, ustanowiła w swojej rodzinie codzienne powitanie domowników: „Niech będą pozdrowieni Jezus i Maryja!” 

Św. Wincenty Pallotti pozdrawiał Matkę Bożą za każdym razem, kiedy wchodził lub wychodził z pokoju. Św. Alfons Liguori nie mógł wyjść z domu ani wejść do niego bez zatrzymania się na chwilę, by pozdrowić Madonnę. 

Św. Małgorzata Maria Alacoque codziennie siedem razy klękała i odmawiała siedem Ave Maria dla uczczenia siedmiu boleści Najświętszej Panny. Św. Gabriel od Matki Bożej Bolesnej modlił się z rękoma rozpostartymi jak ramiona krzyża. 

Św. Jan Chrzciciel de Rossi zawsze nosił na piersi wizerunek Maryi. A św. Jan Maria Vianney już jako chłopiec zasypiał przyciskając do serca figurkę Bogurodzicy. 

Bł. Guntard Ferrini z niezłomną wiernością każdego dnia odwiedzał ołtarz Matki Bożej. 

Św. Katarzyna Labouré wiele razy w ciągu dnia wchodziła do kaplicy, aby pozdrowić Jezusa i Maryję. 

Bł. Edward Poppe każdy list opatrywał nagłówkiem: Ave Maria! Św. Tomasz z Akwinu zaczynał używanie nowego pióra od napisania słowa: Maryja! 

Św. Piotr M. Chanel pisał imię Maryi na książkach i zeszytach. Udało mu się też przekonać szkolnych kolegów aby robili to samo. 

Św. Józef Moscati, wybitny lekarz neapolitański, nosił zawsze w kamizelce różaniec. Ilekroć miał udzielić odpowiedzi na pytanie albo podjąć ważną czynność, brał go do ręki i całował. Poza tym nigdy nie zaniedbywał codziennej wizyty u Matki Bożej Dobrej Rady, w kaplicy sąsiadującej z jego domem. 

Św. Paweł od Krzyża z szacunkiem zdejmował nakrycie głowy, gdy ktoś wypowiadał imię Maryi. 

Kończyć dzień z Maryją 

Świętym zwyczajem w chrześcijańskich rodzinach było, i wciąż jest, wieczorne przychodzenie dzieci do mamy, żeby pocałować ją na dobranoc, i żeby ona je ucałowała na zakończenie dnia. 

W życiorysach wielu świętych czytamy, że wieczorem, przed spaniem, lubili szczególnym gestem wyrazić przywiązanie do swojej niebieskiej Mamy. 

Na przykład św. Maksymilian M. Kolbe co wieczór kładł pod figurką Niepokalanej zegarek i okulary, powierzając Jej cały czas i przestrzeń. 

Św. Bernadetta zalecała: „Kiedy wieczorem idziecie spać, weźcie różaniec i zasypiajcie odmawiając go. Będziecie jak dzieci, które zasypiają powtarzając: Mamo! Mamo!” 

Św. Gemma Galgani nie zasypiała nigdy bez poproszenia Matki Bożej o błogosławieństwo. Podobnie bł. Aniela z Foligno i św. Stanisław Kostka wieczorem i rano z miłością całowali Najświętszą Pannę, prosząc Ją o błogosławieństwo. Pewnego razu bł. Aniela z Foligno usłyszała odpowiedź Maryi: „Błogosławię ci Ja i mój Syn”. 

 

Można opowiadać o wielu innych aktach nabożeństwa, praktykowanych przez świętych, ale najważniejsze jest, abyśmy także i my do końca życia, każdego dnia, sumiennie troszczyli się, by nie zabrakło naszego osobistego aktu czci wobec Niebieskiej Matki i Królowej. 

Każde dobro od Niej pochodzi 

Jeśli tak się rzeczy mają, to zamiast dziwić się wiernym, którzy często uciekają się do Maryi, należałoby raczej dziwić się i ubolewać nad tymi, którzy tego nie robią. 

Zamysł Boga jest jasny. Każda łaska wraz z Chrystusem przychodzi od Maryi, każda – od najmniejszej do największej. W Jej Sercu mieści się cała nadprzyrodzona ekonomia. „Duch Święty zstąpi na ciebie” (Łk 1,35). Nie ma takiego wylania łaski, które nie zależałoby od Niej. Bóg chciał, aby jak niewiasta Ewa sprowadziła grzech na rodzaj ludzki (por. Syr 25,24), tak inna niewiasta, Maryja, przyniosła ludzkości łaskę. 

W tym świetle zrozumiałą staje się mądrość świętych, uciekających się do Maryi we wszystkim, co robili, zawierzających Jej każde zadanie, każde przedsięwzięcie, każdą sprawę! Uciekanie się do Matki Łaski Bożej zapewnia obecność łaski we wszystkim. 

Każdego dnia, kiedy św. Ojciec Pio szedł spowiadać, w drodze do konfesjonału zatrzymywał się na kilkuminutową modlitwę przed obrazem Niepokalanej. Było oczywiste, że powierza Maryi spowiedzi, które miał wysłuchać, wypraszając obfitość łask. Owoce jego kapłańskiej posługi były najdobitniejszą odpowiedzią na tę modlitwę. 

Należy więc dobrze zrozumieć, jak bardzo cenny jest pobożny zwyczaj odmawiania Zdrowaś Maryjo przed przystąpieniem do jakiegokolwiek – zwykłego czy nadzwyczajnego – zajęcia. Pozdrowienie anielskie przed nauką, przed rozpoczęciem pracy, przed wygłoszeniem kazania, przed egzaminem, podróżą, operacją, przed posiłkiem, przed udaniem się na spoczynek itd. – jest gwarancją łaski, która uwzniośla i uświęca wszystko, co robimy. 

Ta pobożna praktyka niestety jest dzisiaj źle widziana, co bywało zresztą i wcześniej. Jednak stojąca za nią racja teologiczna nie może być w najmniejszym stopniu podważona przez wymówki tych, którzy chcieliby zastąpić Zdrowaś Maryjo inną modlitwą. Skoro łaska dobrego wykonania jakiejś czynności przychodzi przez Najświętszą Pannę, to czyż nie jest stosowne prosić o to bezpośrednio Maryję? Temu właśnie służy Pozdrowienie anielskie, jak i każda inna modlitwa do Matki Bożej. 

Bł. Guntard Ferrini miał życiowe postanowienie, że przed każdą rozmową poleci się Matce Bożej, odmawiając Zdrowaś Maryjo i że to samo będzie robił przed każdym posiłkiem. Św. Gabriel od Matki Bożej Bolesnej, ilekroć wchodził do swojej celi lub wychodził z niej, odmawiał na kolanach Ave Maria prosząc Matkę Bożą o błogosławieństwo i zawierzając jej to, co miał do zrobienia. Wielu świętych czyniło podobnie przed podjęciem jakiegokolwiek działania. 

Nade wszystko w chwilach niebezpieczeństwa powinniśmy uciekać się do Najświętszej Panny. Św. Piotr Julian Eymard postanowił odmawiać Pozdrowienie anielskie w każdej pokusie. Pomoc naszej niebieskiej Matki ma decydujące znaczenie, jeżeli tylko do Niej się zwracamy. Św. Alfons mówił, że jeśli ktoś ma wątpliwości, czy dopuścił się grzechu – ale w niebezpieczeństwie wzywał Maryję, to może uważać się za ocalonego od upadku. 

Powierzajmy się Matce Bożej Łaskawej w każdej godzinie i w każdej chwili. Nie dopuśćmy do tego, by miała się skarżyć – jak to opisuje św. Katarzyna Labouré – że ma ręce pełne łask do rozdania, my jednak nie chcemy ich lub nie prosimy o nie. 

Wystarczy przypomnieć Lourdes (nie wspominając o innych maryjnych sanktuariach), żeby przekonać się, że Maryja naprawdę jest Matką Wszystkich Łask, niebiańską Skarbniczką, królewską Szafarką wszelkich dóbr duchowych i doczesnych. Toteż trzeba nam uciekać się z wiarą i ufnością do Tej, która kocha nas całym Sercem. Mówi nam to także Kościół, stosując do Pośrednictwa Maryi natchniony werset: „Przybliżmy się więc z ufnością do tronu łaski, abyśmy otrzymali miłosierdzie i znaleźli łaskę dla uzyskania pomocy w stosownej chwili.” (Hbr 4,16). 

To dlatego św. Małgorzata Maria Alacoque nie chciała nigdy o nic prosić Pana Jezusa inaczej, jak tylko przez Matkę Bożą Pośredniczkę. Św. Kajetan zapewniał natomiast, że „możemy prosić Pana o jakąkolwiek łaskę – ale nie możemy otrzymać jej inaczej, jak za wstawiennictwem Maryi”. 

Wychowawczyni formująca świętych 

Najpiękniejszymi i najcenniejszymi łaskami, jakie Madonna z upodobaniem daje swoim dzieciom, są oczywiście łaski uświęcenia. 

Św. Albert Wielki napisał: „Błogosławiona Dziewica przyciąga grzeszników, oświeca skruszonych, prowadzi niewinnych”. Jej największym zamiłowaniem, Jej miłosną pasją, a wręcz sensem Jej istnienia jest jednak wychowywanie do świętości, przemienianie człowieka w Jezusa Chrystusa. Tylko Ona może upodobnić nas do swojego Syna. Św. Bernardyn ze Sieny napisał: „Dusza doskonała staje się taką tylko dzięki Maryi”. Nie może być inaczej. Tak jak mama jest obecna przy dziecku od narodzin do osiągnięcia przez nie dojrzałości i stabilizacji, tak Matka Boża jest wychowawczynią każdego świętego, którym opiekuje się od urodzenia aż do osiągnięcia „człowieka doskonałego, do miary wielkości według pełni Chrystusa” (Ef 4,13). To matka czuwa troskliwie nad dziećmi w każdej fazie ich rozwoju. Uświęcenie jest dziełem łaski. Maryja, będąc Matką Łaski Bożej, jest Pośredniczką wszelkich łask, Oblubienicą Ducha Uświęciciela. Uświęcenie stanowi zatem dzieło Jej niepokalanych rąk, trzymających Jezusa. Jest dziełem Jej Serca przepełnionego Duchem Świętym. Matka Boża jest niebiańską rośliną, na której rozkwitła śnieżnobiała róża, czyli Pan Jezus wraz ze wszystkimi świętymi Nieba. „Można powiedzieć – stwierdza św. Maksymilian – że wszyscy święci są dziełem Najświętszej Dziewicy, a szczególne nabożeństwo do Niej jest ich cechą wspólną”. 

Królowa mistyki, św. Teresa od Jezusa, na podstawie własnego doświadczenia cudownie opisała drogę doskonalenia się duszy, aż po najwyższe szczyty świętości. Zapewnia nas o obecności Matki Bożej we wszystkich okresach życia duchowego. Mistrzyni z Karmelu zaświadcza, że początkiem jej uświęcenia było poświęcenie się Maryi. Najświętsza Panna towarzyszyła jej także we wszystkich fazach oczyszczenia, w miarę jak dusza stopniowo wstępowała do Twierdzy wewnętrznej, aż osiągnęła samo jej centrum, gdzie przebywa Bóg. Obecność Matki Bożej stanowi warunek konieczny sprostania walkom, jakie przyjdzie nam stoczyć – szczególnie o uzyskanie pokory niezbędnej do przejścia przez ciasną bramę świętej modlitwy. To Maryja towarzyszy swoimi łaskami modlitwie odpocznienia, prowadzi do zjednoczenia ekstatycznego, pomaga osiągnąć zjednoczenie przekształcające, urzeczywistniając doskonałe utożsamienie się z Jezusem. 

Wiemy zresztą, że takie najwyższe przejawy życia mistycznego, jak stygmaty, duchowe zaślubiny i miłosne spalanie się w Trójcy Świętej (jak w przypadku św. Katarzyny ze Sieny, św. Weroniki Giuliani, św. Gemmy Galgani), przychodzą dzięki pośrednictwu Maryi i w Jej matczynej obecności. Dlaczego? Ponieważ wszelka doskonałość duszy zawiera się w Maryi, która według św. Andrzeja z Krety jest „najświętszą skarbnicą wszelkiej świętości”, a według św. Bonawentury – „siedzibą Trójcy Świętej i schronieniem świętości”. 

Uwalnia z czyśćca 

Maryja jest Pośredniczką także wobec dusz czyśćcowych. Objawiła św. Brygidzie, że Jej Pośrednictwo sięga czyśćca, a łaska uwolnienia duszy od ponoszonych w nim kar wypływa z Serca Matki i z rąk Pośredniczki. 

Naukę tę potwierdzają święci i doktorzy Kościoła, jak św. Piotr Damiani, św. Bonawentura, św. Bernardyn ze Sieny, św. Franciszek Salezy, św. Alfons Liguori. 

Św. Bernardyn nazywa Najświętszą Maryję Pannę Pełnomocną w czyśćcu, czyli Tą, która posiada władzę uwalniania kogo chce. Dlatego skierowana do Niej modlitwa za dusze czyśćcowe jest ich ogromną nadzieją, naprawdę przyspieszając ich uwolnienie. 

Pewnego dnia, odmawiając Różaniec, św. Teresa od Jezusa doznała wizji czyśćca. Święta ujrzała, jak za każdym Pozdrowieniem Anielskim oczyszczające się dusze dostawały odrobinę świeżej wody, która pomagała im przetrwać ogień męki. Różaniec jest szczególnie skutecznym wsparciem dla dusz czyśćcowych. Sama Matka Boża złożyła tę pocieszającą obietnicę bł. Alanowi: „Tym, którzy będą oddani modlitwie różańcowej, udzielę łask i błogosławieństw podczas pobytu na świecie, a po śmierci przygotuję dla nich wielkie pocieszenie. Codziennie uwolnię z czyśćca wielką liczbę tych dusz i zaprowadzę je do niebieskiej ojczyzny”. Słusznie zachęcał św. Alfons: „Jeśli chcemy pomóc duszom w czyśćcu, odmawiajmy za nie różaniec, który przynosi im wielką ulgę”. W żywocie św. Pompiliusza Pirrottiego znajdujemy wzmiankę, że święty modlił się na różańcu razem z duszami czyśćcowymi, które odpowiadały mu na głos, okazując, jak wielkiej doświadczały pociechy. 

Także my stosujmy tę modlitwę, aby ulżyć duszom w czyśćcu cierpiącym i otrzymać dla nich utęsknione uwolnienie. Św. Ojciec Pio, wręczając kiedyś różaniec pewnej osobie, powiedział: „Ofiaruję ci skarb – umiej go używać, opróżniajmy czyściec”. Jakże drogocenny jest ten skarb – a jak tanio można go nabyć! 

Szczególnie w święta maryjne oraz w soboty Matka Boża hojnie udziela duszom w czyśćcu łaski uwolnienia. Św. Piotr Damiani, św. Ildefons i św. Franciszka Rzymianka zapewniają, że w dniu Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny niezliczone dusze czyśćcowe uroczyście wstępują do nieba, aby znaleźć się w chórze sławiącym Królową Niebios. 

 

Możemy ufać, że w czyśćcu Matka Boża darzy przywilejami także swoich czcicieli. Bł. Alanowi powiedziała: „Ja jestem Matką dusz czyśćcowych i moje modlitwy nieustannie przynoszą ulgę w cierpieniu mym czcicielom”. Czy możemy wyobrazić sobie, jakim pocieszeniem są dla tych dusz odwiedziny słodkiej Matki w miejscu kary? Tam, dokąd Ona przybywa, przynosi ze sobą obfitość łask – a dusze czyśćcowe oczekują od Niej matczynego Pośrednictwa, które uwolni je od cierpienia i zaprowadzi do nieba. 

Kochać Najświętszą Pannę

Właśnie tak było ze świętymi 

Św. Tereska mówiła, że chce „przeżyć cały dzień swojego życia ukryta wraz z Jezusem pod płaszczem Maryi”. I rzeczywiście, już jako mała dziewczynka musiała naprawdę żyć Najświętszą Panną, skoro zwiedziwszy Paryż, zapamiętała z tego wspaniałego miasta jedno tylko miejsce – kościół Matki Bożej Zwycięskiej. Przepełniony miłością do Matki Najświętszej św. Ludwik Maria Grignion de Montfort, powiedział o sobie, że jest „przeznaczony do mieszkania w Maryi” i doszedł do takiego stopnia zjednoczenia z Nią, że mógł cieszyć się stałym poczuciem Jej obecności. Pod koniec życia, podkreślając nierozłączność swojego przywiązania do Najświętszej Panny, poprosił, żeby jego serce zostało pochowane u stóp Jej ołtarza. 

Św. Gemma Galgani, osierocona przez matkę w wieku siedmiu lat, powierzyła się Matce Bożej: „Odtąd moją mamą będzie Matka Boża”. Czuła miłość matczyna i dziecięca pomiędzy Matką i córką była naprawdę niezwykła. Matka Boża odczuwalnie głaskała, całowała, brała na ręce, przytulała do serca tę ukochaną córkę, krwawą ofiarę dla zbawienia dusz. 

Św. Antoni M. Claret żył tak głęboko zatopiony w Najświętszej Pannie, że pewnego razu na początku listu zamiast „Madryt…” napisał „Maryja, 24 marca 1866”. 

Św. Maksymilian M. Kolbe zostawił nam własny, niezrównany przykład miłosnego zjednoczenia z Niepokalaną Dziewicą, jego ukochaną Mamusią. To zjednoczenie stało się tak żarliwe, że święty nie potrafił oderwać myśli od swej wielkiej Królowej. Niepokalana stała się jego idée fixe, on żył, cierpiał i umarł dla tej dobrowolnej i najukochańszej idée fixe: Niepokalanej. 

Święty Ojciec Pio z Pietrelciny stał się sławny z powodu mnóstwa różańców, które odmawiał dniem i nocą (pamiętajmy, nawet stu dziennie!), nieustannie jednocząc się z najsłodszą Matką. Doznawał zresztą od wczesnego dzieciństwa Jej widzialnej obecności, co przyjmował z taką naturalnością, że przez długi czas był przekonany, że wszyscy doświadczają tego samego. Spostrzegł to jego kierownik duchowy, którego Ojciec Pio zapytał pewnego razu: „A ksiądz nie widzi Matki Bożej?” – kiedy zaś kapłan zaprzeczył, święty powiedział: „Ksiądz tak mówi przez skromność!”. Nie chodziło jednak o skromność. Tylko Ojciec Pio cieszył się widzialną obecnością Maryi, znakiem głębokiego zjednoczenia z Nią. 

W przypadku wszystkich świętych można natomiast mówić o stałej atmosferze miłości, ożywiającej ich zjednoczenie z Matką Bożą. Szczególne poczucie Jej obecności było nadzwyczajnym darem łaski, który przypadł w udziale niektórym z nich, np. św. Janowi Damasceńskiemu, św. Matyldzie, św. Brygidzie, św. Janowi Eudes, św. Małgorzacie Marii Alacoque, św. Karolowi de Sezze, św. Weronice Giuliani, św. Alfonsowi Liguori, św. Janowi M. Vianney... 

Nas bardziej interesuje jednak znajomość konkretnych uczynków miłości, za pomocą których święci stale łączyli się z niebieską Mamą. Wszyscy byli w tym niezrównanymi mistrzami, naprawdę podobnymi do Jezusa, który najpierw czynił, a dopiero potem nauczał (por. Dz 1,1). 

 

Św. Tereska oddała się jako „ofiara miłości miłosiernej” przez ręce Maryi. Zanim napisała Dzieje duszy, uklękła przed Matką i gorąco prosiła o pomoc, żeby Najświętsza Panienka sprawdzała i aprobowała każdą napisaną przez nią linijkę. 

Również św. Katarzyna ze Sieny pragnęła rozpocząć swój Dialog w dzień maryjny, sobotę. 

Sługa Boży Vico Necchi w dniu, w którym się ożenił, zamiast w podróż poślubną udał się z pielgrzymką do Lourdes, aby zawierzyć Bożej Rodzicielce swoją nowo założoną rodzinę. Powierzając coś Matce najsłodszej, możemy na tym jedynie zyskać. Miłość i uczynki miłości 

Najobfitszym źródłem uczynków miłości, które jednoczyły świętych z Matką Bożą, była zawsze modlitwa maryjna. 

Najpiękniejsze modlitwy, wezwania, pacierze, akty strzeliste, różańce i koronki do Najświętszej Panny codziennie upiększały ich dusze od chwili przebudzenia rano do ostatniego błogosławieństwa przed wieczornym spoczynkiem. 

Zwłaszcza Godzinki, umiłowana przez tylu świętych modlitwa do Najświętszej Maryi Panny, a w jeszcze większym stopniu Różaniec święty, wypełniały maryjną modlitwą życie prawdziwych czcicieli Matki Bożej i utrzymywały ich w stałym zjednoczeniu z Matką. 

Tym właśnie jest modlitwa maryjna: spotkaniem, rozmową, zjednoczeniem z Maryją. 

Oprócz modlitwy, prawdziwi czciciele Bożej Rodzicielki stale troszczą się o unikanie tego, co nie podoba się słodkiej Mamie: grzechu. Wielkiego i małego – każdego grzechu. Byłoby oczywistym absurdem chcieć kogoś kochać albo uważać, że się kocha jakąś osobę, jednocześnie obrażając ją. 

Co więcej, prawdziwy czciciel Maryi powinien wprowadzić Ją we wszystkie swoje sprawy, uzależniać wszystkie swoje decyzje od Niej, zawierzać się Jej w każdym, nawet najdrobniejszym, wykonywanym zadaniu. Święty Ludwik, mając przygotować refektarz, mawiał z wiarą i prostotą: „Chodźmy nakryć do stołu Jezusa i Maryi”. Święty zapraszał więc Matkę Bożą nawet do tak prostej posługi. Jest jednak rzeczą pewną, że najlepsza Matka interesuje się wszystkim, co robią Jej dzieci; że nic nie jest obojętne Jej matczynemu sercu, które bez zastrzeżeń pragnie przemieniać każdy nasz uczynek. 

Stąd święci rozpoczynali dzień od ofiarowania go Najświętszej Pannie. Święty Proboszcz z Ars, Jan Maria Vianney, powtarzał, że każdego ranka powinniśmy naśladować małe dziecko, które zaraz po przebudzeniu, jeszcze w łóżeczku, szuka wzrokiem mamy! 

Także, w ciągu dnia, święci nie zaniedbywali częstego wzywania Matki Bożej. Tego wymagała od nich miłość. Bł. Guntard Ferrini postanawiał na przykład: „codziennie po nawiedzeniu Pana Jezusa nawiedzę Maryję, o czym będę sobie przypominał często w ciągu dnia. Będę kochał świętą czystość, polecając się często Maryi. Przed każdą rozmową polecę się Jej jednym Zdrowaś Maryjo; tak samo będę robił przed posiłkami. Codziennie odmówię Różaniec, w południe Anioł Pański, co godzinę, w miarę możliwości, Zdrowaś Maryjo i Komunię duchową”. 

Coś wspaniałego! A przecież bł. Guntard był osobą świecką, nauczycielem akademickim. Kto by nie mógł naśladować go? Czemu więc nie spróbujemy i my? 

Gdybyśmy kochali…  

Kochać Najświętszą Pannę 

Krótko przed śmiercią Ojca Pio, grupka jego duchowych dzieci prosiła świętego o pouczenie i ostatnie słowo. Ojciec odrzekł: „Kochajcie Matkę Bożą i sprawiajcie, żeby inni Ją kochali. Zawsze odmawiajcie Różaniec”. Ta myśl była jak gdyby duchowym testamentem Świętego, Maryjnym testamentem godnym tego, który żył płomienną miłością do Przepięknej Dziewicy. 

Odpowiedź św. Ojca Pio przywodzi na myśl zdarzenie z życia św. Piotra M. Chanel, który w dzieciństwie skaleczywszy się w rękę, porwany miłosnym natchnieniem chwycił pióro, umoczył je we krwi i napisał: „Kochać Maryję i sprawiać, żeby inni Ją kochali”. 

Miłość świętych do Matki Bożej! Któż zdoła ją wyrazić? Któż ją zdoła zmierzyć? 

Serce pobożności 

Przede wszystkim trzeba od razu powiedzieć, że miłość jest z całą pewnością sercem nabożeństwa do Najświętszej Maryi Panny. Jeżeli jest prawdą, że prawdziwe nabożeństwo nie istnieje bez oddawania czci, to o ileż bardziej nie może ono istnieć bez miłości. W przeciwnym razie byłoby ono absurdalne. Już samo łacińskie słowo devotio, oznaczające nabożeństwo, znaczy tyle co ofiarowanie. Oddanie siebie samego możliwe jest wyłącznie w akcie miłości. 

Najbardziej naturalną relacją pomiędzy matką a dzieckiem jest relacja miłości, z której pochodzą wszystkie inne uczucia: czułość, troskliwość, poświęcenie, wdzięczność. Jak więc moglibyśmy nazywać się dziećmi Maryi, nie żywiąc dla Niej zarazem dziecięcej miłości? Zatem doprowadzenie do tego, by nasze serce biło w rytmie doskonale zgodnym z biciem Jej serca, powinno być największym i najbardziej radosnym zadaniem naszej pobożności maryjnej. „Synu, daj mi swe serce” (Prz 23,26), mówi Cudowna Matka. A św. Józef z Kupertynu wyznawał półżartem: „Kapryśna jest moja Mama! Kiedy zanoszę Jej kwiaty – mówi, że ich nie chce. Kiedy Ją pytam: Mamo, czego w takim razie chcesz?, odpowiada: Serca; tylko serce mi się podoba”. 

Mamy zatem nie tylko czcić i naśladować Najświętszą Pannę, ale i oddać Jej swoje serce, będące jak gdyby ognistym powozem wiozącym cześć i naśladowanie. 

Pomyślmy, że skoro Bóg sam nas umiłował pierwszy (por. 1J 4,10), to również Najświętsza Panna umiłowała nas pierwsza, kiedy wypowiadając słowo Fiat („Niech mi się stanie”), dała nam swe macierzyństwo, wraz z całym swoim cierpieniem i wszystkimi skarbami łask powierzonymi Jej jako Pośredniczce i Szafarce. Co więcej, Maryja nie przestaje dawać nam siebie, raz po raz odnawiając w sposób widzialny swoje ogromne miłosierdzie i matczyną troskę o nas – niewdzięczne i bezradne dzieci. La Salette, Lourdes, Fatima, Syrakuzy to miejsca, w których miłość Matki Bożej stała się odczuwalna, dotykając naszych serc z nową siłą. 

A my – jak odpowiedzieliśmy i jak dziś odpowiadamy na tę miłość? Owszem, wszyscy mówimy, że jesteśmy czcicielami Matki Najświętszej. Ile jednak miłości mieści w sobie nasze nabożeństwo maryjne? 

Miłość i poznanie 

Miłość wymaga przede wszystkim poznania kochanej osoby. Dlatego powinniśmy pogłębiać naszą wiedzę o Najświętszej Maryi Pannie, w przeciwnym razie będziemy zdolni wyłącznie do miłości sentymentalnej i ślepej. 

Im lepiej znamy Maryję, tym bardziej wzrasta nasza miłość do Niej. Im bardziej chcemy Maryję kochać, tym silniej musimy odczuwać potrzebę przeniknięcia Jej tajemnicy, poznania Jej wspaniałości, odkrywania Jej niebiańskiego uroku. 

Magisterium Kościoła zawsze troszczyło się o to, by nauczać o Matce Bożej, aby oświecić miłość Jej czcicieli. Także wielka adhortacja papieża Pawła VI O należytym kształtowaniu i rozwijaniu kultu Najświętszej Maryi Panny przychodzi nam z pomocą i rozjaśnia poznanie Najświętszej Panny w liturgii oraz pobożności wiernych. 

Święty Maksymilian M. Kolbe mawiał, że Maryję poznaje się przede wszystkim na kolanach, to znaczy pokorną modlitwą. Dlatego święci modlili się niestrudzenie o dar mądrości Ducha Świętego. 

Wielu doktorów Kościoła oddawało się studiowaniu i nauczaniu o Matce Bożej, pozostawiając nam nieśmiertelne dzieła Jej poświęcone. Wymieńmy św. Jana Damasceńskiego, św. Bernarda, św. Bonawenturę, św. Bernardyna ze Sieny, św. Antonina, św. Tomasza z Villanova, św. Wawrzyńca z Brindisi, św. Antoniego M. Clareta i wielu innych. Nade wszystko dwa dzieła maryjne: Traktat o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny św. Ludwika M. Grignion de Montfort oraz Wysławiania Maryi św. Alfonsa Liguori, ukształtowały całe pokolenia świadomych i silnych czcicieli Matki Bożej. Natomiast wszyscy święci chodzili do szkoły wielkich nauczycieli Kościoła, którzy rozpalali w nich i przenikali światłem miłość do Matki Bożej. 

Św. Gemma Galgani czytała wszystkie, jakie tylko mogła zdobyć, książki o Najświętszej Pannie, po czym podsuwała je innym, zachęcając do ich poznania. Ta sama święta uczęszczała również na nabożeństwa maryjne w miesiącach poświęconych Matce Bożej oraz na nowenny ku Jej czci, słuchając z uwagą okolicznościowych kazań i pouczeń. Podobnie św. Dominik Savio starał się czytać wiele o Maryi, pogłębiając wiadomości i rozważając wydarzenia z Nią związane, a później opowiadając o nich kolegom. 

A my? Czy naprawdę tak wiele kosztowałoby nas piętnaście minut na lekturę lub medytację poświęconą Najświętszej Pannie? Byłby to kwadrans spędzony z naszą niebieską Mamą... Czyżby trzeba było nas o to prosić? 

Oto, co napisał św. Gabriel od Matki Bożej Bolesnej: „Nie zamieniłbym kwadransa z naszą Pocieszycielką, Orędowniczką i Nadzieją, Najświętszą Panną Maryją, na rok, czy ile tylko chcecie światowych rozrywek i widowisk”. 

Miłość i jedność 

Jeszcze większą potrzebą miłości jest spotkanie, bliskość, zjednoczenie z kochaną osobą. Miłość ze swej natury łączy. Bóg jest jeden, ponieważ jest miłością. Matka i dziecko, mąż i żona, rodzeństwo, przyjaciele… Dopóki się miłują, dopóty odczuwają jedność. Miłość ich jednoczy. Kiedy miłość stygnie, słabnie więź. Wszystko to jest proporcjonalne: ile miłości, tyle jedności. Nie ma prawdziwej miłości bez prawdziwej jedności. 

Pan Jezus kocha nas bez miary. To dlatego chce stać się jedno z nami i pragnie, abyśmy my stali się jedno z Nim. „Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim” (J 6,56). Jedno w drugim. Oto miłosne złączenie. 

Kochać Matkę Bożą, podejmując wysiłek życia w nieustannym zjednoczeniu z Nią, powinno być spontaniczną potrzebą każdego Jej prawdziwego czciciela. Tak samo małe dziecko w naturalny sposób potrzebuje stałej bliskości mamy i cierpi, gdy jest od niej oddzielone, nie mogąc nic zrobić bez niej. 

 

Czcić Najświętszą Pannę 

Cześć wobec Najświętszej Panny nie może być zwykłym szacunkiem. Musi być prawdziwą czcią synowską, potężną i wielką. Maryja jest Matką Jezusa i naszą Matką, wzniosłą w swej godności, najwyższą w swej świętości, najbogatszą, „przed wszystkimi anielskimi duchami i wszystkimi świętymi, największą wszelkich łask niebieskich obfitością” (encyklika Ineffabilis Deus bł. Piusa IX). 

Matka Boża jest pełna łaski, jak określił Ją anioł w chwili Zwiastowania (Łk 1,28). Św. Andrzej z Krety napisał: „O Dziewico, nie masz sobie równych, Najświętsza ze świętych, najświętszy Skarbie wszelkiej świętości”. A św. Piotr Damiani wyznawał: „Cokolwiek jest wielkiego, mniejsze jest od Maryi – jedynie Stwórca przewyższa to Stworzenie”. 

Jak można nie czcić tak wspaniałego Stworzenia, które wyszło z rąk Boga, by zachwycać niebo i ziemię? Potrzeba czci Sam Bóg uczy nas czci dla Matki Bożej, wysyłając do Niej anioła z pytaniem o zgodę na Wcielenie. 

Uczy nas jej Archanioł Gabriel, stając przed Maryją i pozdrawiając Ją słowami łaski i chwały. Uczy nas również podeszła w latach Elżbieta, która wychodząc naprzeciw swej kuzynce, woła: „Skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie? (...) Błogosławiona jesteś...!” (Łk 1,43). Uczy nas św. Józef, towarzysząc Maryi w milczeniu pełnym miłości i szacunku. Uczy nas tej czci Kościół, zawsze rozjaśniający rok liturgiczny maryjnymi świętami. Uczy nas wiara i pobożność ludu chrześcijańskiego, wznoszącego przez stulecia sanktuaria, kościoły, kaplice poświęcone Tej, która zapowiedziała w Bożym natchnieniu: „Wszystkie pokolenia będą Mnie zwać błogosławioną” (Łk 1,48). 

Uczą nas wreszcie wszyscy święci, którzy żyjąc na tej ziemi, z bezgraniczną miłością czcili Maryję. Któż zdoła zliczyć wszystkie akty czci niebiańskiej Matki na przestrzeni dwóch tysiącleci wiary i miłości! Wszystko to pokazuje, że nie tylko powinniśmy, ale wręcz potrzebujemy czcić Matkę Bożą. Cześć dla Niej jest potrzebą każdego chrześcijanina. Wiadomo też, że Urząd Nauczycielski Kościoła zawsze odczuwał tę powszechną potrzebę, czemu dał wyraz ukwiecając rok liturgiczny świętami i uroczystościami maryjnymi, harmonijnie współbrzmiącymi z tajemnicami Chrystusa. 

W ten sposób cały Kościół coraz częściej wzywany jest i prowadzony do tego, aby poprzez kult liturgiczny składać Matce Bożej najwyższy hołd czci i chwały. Adhortacja apostolska Pawła VI O należytym kształtowaniu i rozwijaniu kultu Najświętszej Maryi Panny, z radością podkreśla zaszczytne miejsce Najświętszej Maryi Panny w liturgii i potwierdza, że obowiązkiem chrześcijanina jest czcić Niebieską Królową przede wszystkim poprzez liturgię, a także pobożne praktyki maryjne. 

Jak robili to święci 

Pokażmy kilka przykładów czci świętych dla Matki Bożej. 

Św. Bernard czcił Ją z płomienną gorliwością. Niezrównanym piórem głosił Jej chwałę, czym zasłużył na miano Piewcy Maryi. Podczas maryjnych świąt jego zapał był tak wielki, że przez cały dzień rozmyślał o Najświętszej Pannie, zapominając o wszystkim innym – nawet o sprawach ważnych, jak na przykład, pilna odpowiedź na list papieża. 

Św. Franciszek z Asyżu zwracał się do Błogosławionej Dziewicy tak częstymi i żarliwymi aktami nabożeństwa, że nie podobna je zliczyć. Każdego dnia odmawiał Oficjum o Najświętszej Maryi Pannie. Do Jej świąt przygotowywał się specjalnymi modlitwami i praktykami pokutnymi. Sam również ułożył kilka hymnów oraz modlitw przepojonych seraficką czułością i gorliwością do Niej. 

Św. Ludwik Maria Grignion de Montfort, ów święty cały Maryi, stał się wielkim nauczycielem pobożności maryjnej dzięki Traktatowi o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Panny Maryi. Własnym życiem dał wspaniały przykład oddania Matce Bożej. Od dzieciństwa każdego dnia potrafił spędzać długie godziny na modlitwie u stóp Najświętszej Panny Królowej Pokoju. Później, jako dorosły, krążył niestrudzenie po całej Francji z różańcem w ręku, głosząc nabożeństwo do Maryi. 

Z kolei św. Alfons Liguori wystawił prawdziwy pomnik ku czci Królowej Nieba, pisząc książkę Wysławianie Maryi, należącą do wiekuistej spuścizny Kościoła. Głęboką i serdeczną cześć dla Błogosławionej Dziewicy widać także w napisanych przez niego pobożnych pieśniach maryjnych oraz Nawiedzeniach Najświętszej Maryi Panny, towarzyszących Nawiedzeniom Najświętszego Sakramentu i będących jak gdyby wonnymi klombami maryjnych kwiatków. Sam tylko Pan Bóg mógłby zliczyć akty czci dla swej Boskiej Maryi, jakie ten święty ofiarowywał Jej każdego dnia w ciągu swego długiego życia. 

Święty Proboszcz z Ars, który swoje święcenia kapłańskie zawdzięczał czułej miłości do Matki Bożej, wytrwale odmawiał Różaniec święty. Całe swoje życie przepełnił miłością i czcią względem Maryi. Jedną z pierwszych rzeczy, którą zrobił jako proboszcz, było zawierzenie parafii Matce Bożej i poświęcenie Jej pierwszej kaplicy, jaką udało mu się wybudować. W ubożuchnej izdebce miał oprócz krucyfiksu tylko obrazek Niepokalanej, przed którym często zastawano go pogrążonego w ekstatycznej modlitwie. 

To zaledwie kilka przykładów czci dla Matki Bożej ze strony świętych. Moglibyśmy podobnych przykładów przytoczyć tyle, ilu jest świętych. Jest bowiem niemożliwe, żeby jakiś święty nie odczuwał potrzeby czczenia Maryi. Jakże miła i słodka jest ta synowska potrzeba! 

Czcić Ją wszelkimi sposobami 

Akty czci wobec Matki Bożej mogą być różne, od największych i uroczystych do najprostszych i powszednich. 

Z pewnością nie każdy może wznieść dla Niepokalanej dwa miasteczka całkowicie Jej poświęcone, jak to zrobił św. Maksymilian M. Kolbe w Polsce i w Japonii. Budować wspaniałe kościoły pod Jej wezwaniem, jak to czynili m. in. św. Jan Bosko w Turynie i bł. Bartolo Longo w Pompei – to imponujące dzieła miłości, których tylko nieliczni mogą dokonać. 

Również poświęcenie Maryi klasztoru żeńskiego i dbanie o niego jak o gołębnik Maryi, w którym Ona jest Przeoryszą wspólnoty dziewic konsekrowanych, jak to zrobiła św. Teresa od Jezusa, nie zdarza się często i jest nadzwyczajnym wyrazem czci dla Matki Bożej, niedostępnym każdemu. 

To samo trzeba powiedzieć o zakładaniu zgromadzeń i stowarzyszeń maryjnych, o tworzeniu rozmaitych dzieł poświęconych Najświętszej Pannie (książek, obrazów, rzeźb, utworów muzycznych...), a także o fundowaniu kaplic i ołtarzy ku Jej czci. Dokonali tego wszystkiego np. św. Bonawentura, św. Kajetan i św. Alfons, a w bliższych nam czasach – św. Alojzy Orione, bł. Alberione i św. Ojciec Pio. Również św. Juliana Falconieri, zwana „serafiną Eucharystii”, nie tylko czyniła tak za życia, ale i pozostawiła swoim siostrom zakonnym zobowiązanie, „aby w każdym kościele naszego zgromadzenia była kaplica lub ołtarz poświęcony Naszej Pani”. 

O ile jednak nie każdy może ofiarować Najświętszej Pannie tak wielkie akty i dzieła, o tyle wszyscy możemy okazywać Jej cześć środkami dostępnymi także maluczkim. Do takich powszechnie dostępnych środków należy codzienna modlitwa do Matki Bożej, kult Jej wizerunków, pielgrzymowanie do maryjnych sanktuariów, nawiedzanie kaplic i ołtarzy poświęconych Najświętszej Pannie, pozdrawianie Jej w przydrożnych kapliczkach, zwracanie się do Niej w częstych aktach strzelistych, ozdabianie kwiatami Jej obrazów i figur, urządzenie w domu małego ołtarzyka maryjnego lub powieszenie obrazu przedstawiającego Niepokalaną, noszenie w kieszeni różańca, medalika na szyi, obrazka Matki Bożej w portfelu albo podręczniku, stawianie go na biurku w czasie pracy... Któż nie może robić takich rzeczy? 

 

Najświętsza Panna jest Niepokalaną 

Innym fundamentem nabożeństwa do Najświętszej Maryi Panny jest Jej Niepokalane Poczęcie. Matka Boża została stworzona przez Boga, jako arcydzieło nowej, odkupionej ludzkości. Stworzona w łasce, jako wzór dla całego Kościoła, który „rozważając Jej tajemniczą świętość” i widząc w Niej to, czym sam ma się stać, zwraca się do Niej jak do Tej, „która świeci całej wspólnocie wybranych jako wzór cnót” do wiernego naśladowania (Lumen Gentium, 64-65). 

Boskie cuda, zawierające się w Niepokalanym Poczęciu, czynią z Maryi Dziewicy najwyższe stworzenie, niezrównanie piękne, przewyższające wszystkie chóry anielskie, a mniejsze jedynie od samego Boga. 

Posiadający nadprzyrodzony dar lewitacji św. Józef z Kupertynu, wielokrotnie unosił się w powietrze przed obrazem Matki Bożej, nie potrafiąc powstrzymać pełnego zachwytu okrzyku: „O, przepiękna Maryjo! Przepiękna Maryjo!” Pewnego razu, kiedy wraz ze współbraćmi stał w kaplicy Niepokalanej w asyskiej bazylice i kontemplował obraz Najświętszej Panny, z zachwytem malującym się na twarzy i w uniesieniu zwrócił się do Gwardiana: „Ojcze Gwardianie! Mów ze mną: Piękna Maryjo! Piękna Maryjo!” Ojciec powtórzył te słowa z prostotą, choć bez zapału ojca Józefa, który ośmielony jeszcze bardziej, zawołał: „Ojcze Gwardianie, głośniej! Piękna Maryjo!” Piękna Maryjo! Gwardian próbował głośniej powtarzać te słowa, ale zaraz zaniepokoił się widząc rozpalone oblicze świętego, który w nagłym porywie objął go i uniósł się wraz z nim w powietrze, ku obrazowi pięknej Maryi. 

Również pokornemu świętemu Hubaldowi zdarzyło się, że kiedy śpiewał litanię do Matki Bożej pracując w polu, uniósł się w ekstazie na pobliskie drzewo, wołając: „O jakże piękna jesteś, Matko moja! Jak jesteś piękna!” 

Bł. Fra Angelico na łożu śmierci, porwany nagle w ekstazie w ostatnich chwilach życia, ze zmienioną twarzą powiedział: „Madonna jest o wiele piękniejsza, niż Ją malowałem!” 

Jeśli o królowej Esterze natchniony pisarz powiedział, że była niewiarygodnej piękności (por. Est 2,15), to jak piękna musiała być Niepokalana? 

„Rajski Ogród” 

Podziw i cześć dla Niepokalanie Poczętej nigdy nie będą wystarczające. Św. German nazwał Ją „Rajskim Ogrodem”, a karmelitańska mistyczka, św. Maria Magdalena de Pazzi, wymownie opisała Matkę Bożą jako „Nasycenie Trójcy Świętej,” dodając, że gdyby w jakiś absurdalny sposób w niebie nie było Boga, to sama Maryja wystarczyłaby jako niebo dla wszystkich aniołów i świętych. 

Nie ma w tym przesady. Nieraz zdarza się nam, że nie jesteśmy w stanie opisać nadzwyczajnej piękności czy wielkości jakichś ziemskich rzeczy. Cóż dopiero, gdy chodzi o Matkę Bożą! Św. Bernadetta twierdziła, że „ujrzawszy Maryję, nie pragnie się już świata”. 

Słyszano raz, jak św. O. Pio, w ekstatycznej rozmowie, którą opisuje jego kierownik duchowy, zawołał głośno: „O, Mamo, przepiękna, kochana Mamusiu! Więc miałaś tak piękne oczy!... Jezus miał rację!... Jesteś taka piękna!... Gdyby nie wiara, ludzie nazywaliby Cię boginią… Twoje oczy lśnią jaśniej niż słońce… Jesteś piękna, Maryjo! Chlubo moja! Kocham Cię…” 

Przeżycie ekstazy prowadzi, więc do stwierdzenia: „Gdyby nie wiara, ludzie nazywaliby Cię boginią”. Zaiste, w Niepokalanym Poczęciu odnajdujemy przecież prawdziwy i zadziwiający obraz boskości, ponieważ Niepokalane Poczęcie oznacza pełnię Łaski, pełnię Życia, pełnię Miłości. Łaska, Życie, Miłość są niejako uosobione w Najświętszej Pannie: oto Maryja Niepokalana – Córka Przedwiecznego Ojca, Matka Przedwiecznego Syna, Oblubienica Przedwiecznego Ducha. Całą Trójcę Przenajświętszą łączą z Błogosławioną Dziewicą niesłychane więzi. 

Jak powiedział św. Piotr Damiani, Maryja jest „cała przebóstwiona”. Słusznie mawiał więc św. Maksymilian, że prawda o Niepokalanym Poczęciu jest „pełna najbardziej pocieszających tajemnic” 

Stworzenie ludzkie i niebiańskie 

Zauważmy ponadto, że Niepokalane Poczęcie dało nam najdoskonalszy przykład osoby ludzkiej. Tylko Niepokalana jest stworzeniem całkowicie ludzkim i zarazem całkowicie niebiańskim. Ona – najniewinniejsza, najpiękniejsza, najczystsza, najsłodsza. Panna najdelikatniejsza; dziewicza Córka, dziewicza Oblubienica, dziewicza Matka. Zawsze Dziewica, wszechmocna i miłosierna; Stolica Mądrości, niebieska Królowa Miłości. 

Niepokalane Poczęcie było źródłem wszystkich cudów Maryi. Dlatego św. Paweł od Krzyża i św. Maksymilian M. Kolbe w każdej Mszy świętej dziękowali Trójcy Przenajświętszej za stworzenie Niepokalanej, tak wielkiej i wspaniałej, podobnej do nieba usianego gwiazdami niespotykanej jasności. Ona mieści w sobie to wszystko, czegokolwiek mogła dla stworzenia zapragnąć myśl Boga i ludzi. Św. Bernard napisał: „O Maryjo! Ty jesteś jedyna na świecie – nie było przed Tobą nikogo, do kogo można by Cię przyrównać i choćby świat trwał wiecznie, nigdy równej Tobie nie będzie.” Pewnego razu św. Bernadetcie pokazano album z naj65 

słynniejszymi wizerunkami Madonny. Kartkując książkę, święta powiedziała z oburzeniem: „Jak można nie mieć wstydu, żeby malować takie maszkary?” 

W papieskiej bulli zawierającej dogmatyczną definicję Niepokalanego Poczęcia papież bł. Pius IX napisał, że Niepokalane Poczęcie „przewyższa wszelką chwałę Nieba i ziemi… jest doskonałym cudem Boga, szczytem wszystkich cudów”. Sobór Watykański II stwierdza natomiast, że Matka Boża „góruje wielce nad wszystkimi innymi stworzeniami zarówno ziemskimi, jak niebieskimi” (Lumen Gentium, 53). Może teraz lepiej pojmiemy, dlaczego św. Maksymilian mógł powtarzać tak często akt strzelisty: „Niepokalana moja i moje wszystko, moje wszystko, moje wszystko!”. 

„Przepiękna jesteś, Maryjo” 

Skoro Maryja Niepokalana jest niezrównanej doskonałości wzorem człowieka, każdy, kto naprawdę pragnie być człowiekiem wedle woli Bożej, powinien patrzeć na ten najwyższy wzór i upodabniać się do niego. Na próżno szukałby wzoru gdzie indziej, ponieważ ani na ziemi, ani w niebie nie ma żadnej innej osoby tak doskonałej jak Niepokalana. Nawet wszyscy święci razem nie dorównują Najświętszej Pannie. Jeżeli więc ktoś przygląda się innym zamiast Niej, to tym samym rezygnuje z najdoskonalszego przykładu, który powinien mu przyświecać. Tym natomiast, którzy spoglądają na Niepokalaną, nabożeństwo maryjne nie tylko daje zapał do wychwalania Jej, ale także pozwala uczyć się od Niej, jak najlepiej rozwijać osobowość dzieci Bożych. Jest to osobowość wzniosła i silna, wzrastająca w nieugiętej walce z grzechem, szatanem, światem i ciałem; w zwycięstwach łaski (wąż miażdżony stopami Niepokalanej); w pełni miłości Boga i bliźnich; w czystości duszy i ciała; w pokorze, która sprawia, że umniejszamy się, aby pozwolić królować Bogu. 

Taka właśnie była Niepokalana. To w Niej widzimy odbite najwyższe, Boskie piękno pod ludzką postacią. To piękno, które cały Kościół opiewa, zwracając się do Maryi: „Cała piękna jesteś, Maryjo, i nie ma w tobie zmazy grzechu pierworodnego” (Tota pulchra es, Maria). Ileż razy wzrusza nas ta pieśń maryjna! Czymże będzie więc samo spotkanie Niepokalanej twarzą w twarz? Gdy zapytano św. Bernadettę, czy Madonna, która jej się objawiła, jest piękna, święta odpowiedziała: „Jest tak piękna, że kto raz Ją zobaczy, chciałby umrzeć, żeby znów móc Ją oglądać”. 

Pewien starożytny pisarz ze Wschodu, Jerzy z Nikomedii, mógł zawołać do Matki Bożej: „O Przepiękna, Piękności nad wszystkie piękności!” 

W szczególności dla kobiet Niepokalana jest cudownym wzorem jako „znakomity przykład kobiecej postawy i nieskazitelny wzór życia ewangelicznego” (Paweł VI). W Maryi każda kobieta może odnaleźć siebie samą, uwzniośloną i przemienioną przez łaskę zgodnie z zamysłem Boga. Dobrze rozumieli to święci, którzy w każdej napotkanej kobiecie zawsze starali się widzieć Matkę Bożą. Wiemy o tym np. z wypowiedzi bł. Henryka Suzo, św. Gerarda Majelli, św. Gabriela od Matki Bożej Bolesnej. 

 

Dziewica, oblubienica, matka, córka, gospodyni, kobieta prosta, odpowiedzialnie dokonująca wyborów, podejmująca decyzje, wypełniająca swoje jakże ważne obowiązki, pokorna – lecz silna, cierpiąca – lecz odważna, powściągliwa – lecz wspaniałomyślna aż do poświęcenia. Każda kobieta i w każdej życiowej sytuacji może odnaleźć w Niepokalanej swoją własną kobiecość, uwzniośloną aż do doskonałości, umacniającą innych i radującą serce Boga blaskiem Całej pięknej. 

Podkategorie

Czy możemy pomóc duszom czyśćcowym dostać się do nieba?

Oto nauczanie Kościoła w tej kwestii: Możemy pomagać, a także uwalniać zmarłych od cierpień czyśćcowych, „ofiarując za nich modlitwy za zmarłych, w szczególności Ofiarę Eucharystyczną, lecz także jałmużnę, odpusty i dzieła pokutne” [Kompendium KKK 211].

Dzięki obcowaniu świętych, członkowie Kościoła triumfującego w niebie, Kościoła cierpiącego w czyśćcu oraz Kościoła walczącego na ziemi mogą pomagać sobie wzajemnie w miłości Chrystusa, Głowy Ciała Mistycznego.

Jakkolwiek znajdują się oni w różnych warunkach i stanach życia, członkowie potrójnego Kościoła stanowią istotnie jedno Ciało Mistyczne, którego Głową jest Pan Jezus, obecny i działający zawsze w miłości tych, którzy pomagają innym. Oto zachwycająca solidarność łaski łącząca trzy części Kościoła, poprzez wzajemną pomoc, w jedności miłości z Głową Kościoła, Jezusem Chrystusem.

Copyright © 2026 Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Niepokalanej