Pośredniczka łask cz. 2
Każde dobro od Niej pochodzi
Jeśli tak się rzeczy mają, to zamiast dziwić się wiernym, którzy często uciekają się do Maryi, należałoby raczej dziwić się i ubolewać nad tymi, którzy tego nie robią.
Zamysł Boga jest jasny. Każda łaska wraz z Chrystusem przychodzi od Maryi, każda – od najmniejszej do największej. W Jej Sercu mieści się cała nadprzyrodzona ekonomia. „Duch Święty zstąpi na ciebie” (Łk 1,35). Nie ma takiego wylania łaski, które nie zależałoby od Niej. Bóg chciał, aby jak niewiasta Ewa sprowadziła grzech na rodzaj ludzki (por. Syr 25,24), tak inna niewiasta, Maryja, przyniosła ludzkości łaskę.
W tym świetle zrozumiałą staje się mądrość świętych, uciekających się do Maryi we wszystkim, co robili, zawierzających Jej każde zadanie, każde przedsięwzięcie, każdą sprawę! Uciekanie się do Matki Łaski Bożej zapewnia obecność łaski we wszystkim.
Każdego dnia, kiedy św. Ojciec Pio szedł spowiadać, w drodze do konfesjonału zatrzymywał się na kilkuminutową modlitwę przed obrazem Niepokalanej. Było oczywiste, że powierza Maryi spowiedzi, które miał wysłuchać, wypraszając obfitość łask. Owoce jego kapłańskiej posługi były najdobitniejszą odpowiedzią na tę modlitwę.
Należy więc dobrze zrozumieć, jak bardzo cenny jest pobożny zwyczaj odmawiania Zdrowaś Maryjo przed przystąpieniem do jakiegokolwiek – zwykłego czy nadzwyczajnego – zajęcia. Pozdrowienie anielskie przed nauką, przed rozpoczęciem pracy, przed wygłoszeniem kazania, przed egzaminem, podróżą, operacją, przed posiłkiem, przed udaniem się na spoczynek itd. – jest gwarancją łaski, która uwzniośla i uświęca wszystko, co robimy.
Ta pobożna praktyka niestety jest dzisiaj źle widziana, co bywało zresztą i wcześniej. Jednak stojąca za nią racja teologiczna nie może być w najmniejszym stopniu podważona przez wymówki tych, którzy chcieliby zastąpić Zdrowaś Maryjo inną modlitwą. Skoro łaska dobrego wykonania jakiejś czynności przychodzi przez Najświętszą Pannę, to czyż nie jest stosowne prosić o to bezpośrednio Maryję? Temu właśnie służy Pozdrowienie anielskie, jak i każda inna modlitwa do Matki Bożej.
Bł. Guntard Ferrini miał życiowe postanowienie, że przed każdą rozmową poleci się Matce Bożej, odmawiając Zdrowaś Maryjo i że to samo będzie robił przed każdym posiłkiem. Św. Gabriel od Matki Bożej Bolesnej, ilekroć wchodził do swojej celi lub wychodził z niej, odmawiał na kolanach Ave Maria prosząc Matkę Bożą o błogosławieństwo i zawierzając jej to, co miał do zrobienia. Wielu świętych czyniło podobnie przed podjęciem jakiegokolwiek działania.
Nade wszystko w chwilach niebezpieczeństwa powinniśmy uciekać się do Najświętszej Panny. Św. Piotr Julian Eymard postanowił odmawiać Pozdrowienie anielskie w każdej pokusie. Pomoc naszej niebieskiej Matki ma decydujące znaczenie, jeżeli tylko do Niej się zwracamy. Św. Alfons mówił, że jeśli ktoś ma wątpliwości, czy dopuścił się grzechu – ale w niebezpieczeństwie wzywał Maryję, to może uważać się za ocalonego od upadku.
Powierzajmy się Matce Bożej Łaskawej w każdej godzinie i w każdej chwili. Nie dopuśćmy do tego, by miała się skarżyć – jak to opisuje św. Katarzyna Labouré – że ma ręce pełne łask do rozdania, my jednak nie chcemy ich lub nie prosimy o nie.
Wystarczy przypomnieć Lourdes (nie wspominając o innych maryjnych sanktuariach), żeby przekonać się, że Maryja naprawdę jest Matką Wszystkich Łask, niebiańską Skarbniczką, królewską Szafarką wszelkich dóbr duchowych i doczesnych. Toteż trzeba nam uciekać się z wiarą i ufnością do Tej, która kocha nas całym Sercem. Mówi nam to także Kościół, stosując do Pośrednictwa Maryi natchniony werset: „Przybliżmy się więc z ufnością do tronu łaski, abyśmy otrzymali miłosierdzie i znaleźli łaskę dla uzyskania pomocy w stosownej chwili.” (Hbr 4,16).
To dlatego św. Małgorzata Maria Alacoque nie chciała nigdy o nic prosić Pana Jezusa inaczej, jak tylko przez Matkę Bożą Pośredniczkę. Św. Kajetan zapewniał natomiast, że „możemy prosić Pana o jakąkolwiek łaskę – ale nie możemy otrzymać jej inaczej, jak za wstawiennictwem Maryi”.
Wychowawczyni formująca świętych
Najpiękniejszymi i najcenniejszymi łaskami, jakie Madonna z upodobaniem daje swoim dzieciom, są oczywiście łaski uświęcenia.
Św. Albert Wielki napisał: „Błogosławiona Dziewica przyciąga grzeszników, oświeca skruszonych, prowadzi niewinnych”. Jej największym zamiłowaniem, Jej miłosną pasją, a wręcz sensem Jej istnienia jest jednak wychowywanie do świętości, przemienianie człowieka w Jezusa Chrystusa. Tylko Ona może upodobnić nas do swojego Syna. Św. Bernardyn ze Sieny napisał: „Dusza doskonała staje się taką tylko dzięki Maryi”. Nie może być inaczej. Tak jak mama jest obecna przy dziecku od narodzin do osiągnięcia przez nie dojrzałości i stabilizacji, tak Matka Boża jest wychowawczynią każdego świętego, którym opiekuje się od urodzenia aż do osiągnięcia „człowieka doskonałego, do miary wielkości według pełni Chrystusa” (Ef 4,13). To matka czuwa troskliwie nad dziećmi w każdej fazie ich rozwoju. Uświęcenie jest dziełem łaski. Maryja, będąc Matką Łaski Bożej, jest Pośredniczką wszelkich łask, Oblubienicą Ducha Uświęciciela. Uświęcenie stanowi zatem dzieło Jej niepokalanych rąk, trzymających Jezusa. Jest dziełem Jej Serca przepełnionego Duchem Świętym. Matka Boża jest niebiańską rośliną, na której rozkwitła śnieżnobiała róża, czyli Pan Jezus wraz ze wszystkimi świętymi Nieba. „Można powiedzieć – stwierdza św. Maksymilian – że wszyscy święci są dziełem Najświętszej Dziewicy, a szczególne nabożeństwo do Niej jest ich cechą wspólną”.
Królowa mistyki, św. Teresa od Jezusa, na podstawie własnego doświadczenia cudownie opisała drogę doskonalenia się duszy, aż po najwyższe szczyty świętości. Zapewnia nas o obecności Matki Bożej we wszystkich okresach życia duchowego. Mistrzyni z Karmelu zaświadcza, że początkiem jej uświęcenia było poświęcenie się Maryi. Najświętsza Panna towarzyszyła jej także we wszystkich fazach oczyszczenia, w miarę jak dusza stopniowo wstępowała do Twierdzy wewnętrznej, aż osiągnęła samo jej centrum, gdzie przebywa Bóg. Obecność Matki Bożej stanowi warunek konieczny sprostania walkom, jakie przyjdzie nam stoczyć – szczególnie o uzyskanie pokory niezbędnej do przejścia przez ciasną bramę świętej modlitwy. To Maryja towarzyszy swoimi łaskami modlitwie odpocznienia, prowadzi do zjednoczenia ekstatycznego, pomaga osiągnąć zjednoczenie przekształcające, urzeczywistniając doskonałe utożsamienie się z Jezusem.
Wiemy zresztą, że takie najwyższe przejawy życia mistycznego, jak stygmaty, duchowe zaślubiny i miłosne spalanie się w Trójcy Świętej (jak w przypadku św. Katarzyny ze Sieny, św. Weroniki Giuliani, św. Gemmy Galgani), przychodzą dzięki pośrednictwu Maryi i w Jej matczynej obecności. Dlaczego? Ponieważ wszelka doskonałość duszy zawiera się w Maryi, która według św. Andrzeja z Krety jest „najświętszą skarbnicą wszelkiej świętości”, a według św. Bonawentury – „siedzibą Trójcy Świętej i schronieniem świętości”.
Uwalnia z czyśćca
Maryja jest Pośredniczką także wobec dusz czyśćcowych. Objawiła św. Brygidzie, że Jej Pośrednictwo sięga czyśćca, a łaska uwolnienia duszy od ponoszonych w nim kar wypływa z Serca Matki i z rąk Pośredniczki.
Naukę tę potwierdzają święci i doktorzy Kościoła, jak św. Piotr Damiani, św. Bonawentura, św. Bernardyn ze Sieny, św. Franciszek Salezy, św. Alfons Liguori.
Św. Bernardyn nazywa Najświętszą Maryję Pannę Pełnomocną w czyśćcu, czyli Tą, która posiada władzę uwalniania kogo chce. Dlatego skierowana do Niej modlitwa za dusze czyśćcowe jest ich ogromną nadzieją, naprawdę przyspieszając ich uwolnienie.
Pewnego dnia, odmawiając Różaniec, św. Teresa od Jezusa doznała wizji czyśćca. Święta ujrzała, jak za każdym Pozdrowieniem Anielskim oczyszczające się dusze dostawały odrobinę świeżej wody, która pomagała im przetrwać ogień męki. Różaniec jest szczególnie skutecznym wsparciem dla dusz czyśćcowych. Sama Matka Boża złożyła tę pocieszającą obietnicę bł. Alanowi: „Tym, którzy będą oddani modlitwie różańcowej, udzielę łask i błogosławieństw podczas pobytu na świecie, a po śmierci przygotuję dla nich wielkie pocieszenie. Codziennie uwolnię z czyśćca wielką liczbę tych dusz i zaprowadzę je do niebieskiej ojczyzny”. Słusznie zachęcał św. Alfons: „Jeśli chcemy pomóc duszom w czyśćcu, odmawiajmy za nie różaniec, który przynosi im wielką ulgę”. W żywocie św. Pompiliusza Pirrottiego znajdujemy wzmiankę, że święty modlił się na różańcu razem z duszami czyśćcowymi, które odpowiadały mu na głos, okazując, jak wielkiej doświadczały pociechy.
Także my stosujmy tę modlitwę, aby ulżyć duszom w czyśćcu cierpiącym i otrzymać dla nich utęsknione uwolnienie. Św. Ojciec Pio, wręczając kiedyś różaniec pewnej osobie, powiedział: „Ofiaruję ci skarb – umiej go używać, opróżniajmy czyściec”. Jakże drogocenny jest ten skarb – a jak tanio można go nabyć!
Szczególnie w święta maryjne oraz w soboty Matka Boża hojnie udziela duszom w czyśćcu łaski uwolnienia. Św. Piotr Damiani, św. Ildefons i św. Franciszka Rzymianka zapewniają, że w dniu Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny niezliczone dusze czyśćcowe uroczyście wstępują do nieba, aby znaleźć się w chórze sławiącym Królową Niebios.
Możemy ufać, że w czyśćcu Matka Boża darzy przywilejami także swoich czcicieli. Bł. Alanowi powiedziała: „Ja jestem Matką dusz czyśćcowych i moje modlitwy nieustannie przynoszą ulgę w cierpieniu mym czcicielom”. Czy możemy wyobrazić sobie, jakim pocieszeniem są dla tych dusz odwiedziny słodkiej Matki w miejscu kary? Tam, dokąd Ona przybywa, przynosi ze sobą obfitość łask – a dusze czyśćcowe oczekują od Niej matczynego Pośrednictwa, które uwolni je od cierpienia i zaprowadzi do nieba.
Kochać Najświętszą Maryję Pannę cz. 2
Kochać Najświętszą Pannę
Właśnie tak było ze świętymi
Św. Tereska mówiła, że chce „przeżyć cały dzień swojego życia ukryta wraz z Jezusem pod płaszczem Maryi”. I rzeczywiście, już jako mała dziewczynka musiała naprawdę żyć Najświętszą Panną, skoro zwiedziwszy Paryż, zapamiętała z tego wspaniałego miasta jedno tylko miejsce – kościół Matki Bożej Zwycięskiej. Przepełniony miłością do Matki Najświętszej św. Ludwik Maria Grignion de Montfort, powiedział o sobie, że jest „przeznaczony do mieszkania w Maryi” i doszedł do takiego stopnia zjednoczenia z Nią, że mógł cieszyć się stałym poczuciem Jej obecności. Pod koniec życia, podkreślając nierozłączność swojego przywiązania do Najświętszej Panny, poprosił, żeby jego serce zostało pochowane u stóp Jej ołtarza.
Św. Gemma Galgani, osierocona przez matkę w wieku siedmiu lat, powierzyła się Matce Bożej: „Odtąd moją mamą będzie Matka Boża”. Czuła miłość matczyna i dziecięca pomiędzy Matką i córką była naprawdę niezwykła. Matka Boża odczuwalnie głaskała, całowała, brała na ręce, przytulała do serca tę ukochaną córkę, krwawą ofiarę dla zbawienia dusz.
Św. Antoni M. Claret żył tak głęboko zatopiony w Najświętszej Pannie, że pewnego razu na początku listu zamiast „Madryt…” napisał „Maryja, 24 marca 1866”.
Św. Maksymilian M. Kolbe zostawił nam własny, niezrównany przykład miłosnego zjednoczenia z Niepokalaną Dziewicą, jego ukochaną Mamusią. To zjednoczenie stało się tak żarliwe, że święty nie potrafił oderwać myśli od swej wielkiej Królowej. Niepokalana stała się jego idée fixe, on żył, cierpiał i umarł dla tej dobrowolnej i najukochańszej idée fixe: Niepokalanej.
Święty Ojciec Pio z Pietrelciny stał się sławny z powodu mnóstwa różańców, które odmawiał dniem i nocą (pamiętajmy, nawet stu dziennie!), nieustannie jednocząc się z najsłodszą Matką. Doznawał zresztą od wczesnego dzieciństwa Jej widzialnej obecności, co przyjmował z taką naturalnością, że przez długi czas był przekonany, że wszyscy doświadczają tego samego. Spostrzegł to jego kierownik duchowy, którego Ojciec Pio zapytał pewnego razu: „A ksiądz nie widzi Matki Bożej?” – kiedy zaś kapłan zaprzeczył, święty powiedział: „Ksiądz tak mówi przez skromność!”. Nie chodziło jednak o skromność. Tylko Ojciec Pio cieszył się widzialną obecnością Maryi, znakiem głębokiego zjednoczenia z Nią.
W przypadku wszystkich świętych można natomiast mówić o stałej atmosferze miłości, ożywiającej ich zjednoczenie z Matką Bożą. Szczególne poczucie Jej obecności było nadzwyczajnym darem łaski, który przypadł w udziale niektórym z nich, np. św. Janowi Damasceńskiemu, św. Matyldzie, św. Brygidzie, św. Janowi Eudes, św. Małgorzacie Marii Alacoque, św. Karolowi de Sezze, św. Weronice Giuliani, św. Alfonsowi Liguori, św. Janowi M. Vianney...
Nas bardziej interesuje jednak znajomość konkretnych uczynków miłości, za pomocą których święci stale łączyli się z niebieską Mamą. Wszyscy byli w tym niezrównanymi mistrzami, naprawdę podobnymi do Jezusa, który najpierw czynił, a dopiero potem nauczał (por. Dz 1,1).
Św. Tereska oddała się jako „ofiara miłości miłosiernej” przez ręce Maryi. Zanim napisała Dzieje duszy, uklękła przed Matką i gorąco prosiła o pomoc, żeby Najświętsza Panienka sprawdzała i aprobowała każdą napisaną przez nią linijkę.
Również św. Katarzyna ze Sieny pragnęła rozpocząć swój Dialog w dzień maryjny, sobotę.
Sługa Boży Vico Necchi w dniu, w którym się ożenił, zamiast w podróż poślubną udał się z pielgrzymką do Lourdes, aby zawierzyć Bożej Rodzicielce swoją nowo założoną rodzinę. Powierzając coś Matce najsłodszej, możemy na tym jedynie zyskać. Miłość i uczynki miłości
Najobfitszym źródłem uczynków miłości, które jednoczyły świętych z Matką Bożą, była zawsze modlitwa maryjna.
Najpiękniejsze modlitwy, wezwania, pacierze, akty strzeliste, różańce i koronki do Najświętszej Panny codziennie upiększały ich dusze od chwili przebudzenia rano do ostatniego błogosławieństwa przed wieczornym spoczynkiem.
Zwłaszcza Godzinki, umiłowana przez tylu świętych modlitwa do Najświętszej Maryi Panny, a w jeszcze większym stopniu Różaniec święty, wypełniały maryjną modlitwą życie prawdziwych czcicieli Matki Bożej i utrzymywały ich w stałym zjednoczeniu z Matką.
Tym właśnie jest modlitwa maryjna: spotkaniem, rozmową, zjednoczeniem z Maryją.
Oprócz modlitwy, prawdziwi czciciele Bożej Rodzicielki stale troszczą się o unikanie tego, co nie podoba się słodkiej Mamie: grzechu. Wielkiego i małego – każdego grzechu. Byłoby oczywistym absurdem chcieć kogoś kochać albo uważać, że się kocha jakąś osobę, jednocześnie obrażając ją.
Co więcej, prawdziwy czciciel Maryi powinien wprowadzić Ją we wszystkie swoje sprawy, uzależniać wszystkie swoje decyzje od Niej, zawierzać się Jej w każdym, nawet najdrobniejszym, wykonywanym zadaniu. Święty Ludwik, mając przygotować refektarz, mawiał z wiarą i prostotą: „Chodźmy nakryć do stołu Jezusa i Maryi”. Święty zapraszał więc Matkę Bożą nawet do tak prostej posługi. Jest jednak rzeczą pewną, że najlepsza Matka interesuje się wszystkim, co robią Jej dzieci; że nic nie jest obojętne Jej matczynemu sercu, które bez zastrzeżeń pragnie przemieniać każdy nasz uczynek.
Stąd święci rozpoczynali dzień od ofiarowania go Najświętszej Pannie. Święty Proboszcz z Ars, Jan Maria Vianney, powtarzał, że każdego ranka powinniśmy naśladować małe dziecko, które zaraz po przebudzeniu, jeszcze w łóżeczku, szuka wzrokiem mamy!
Także, w ciągu dnia, święci nie zaniedbywali częstego wzywania Matki Bożej. Tego wymagała od nich miłość. Bł. Guntard Ferrini postanawiał na przykład: „codziennie po nawiedzeniu Pana Jezusa nawiedzę Maryję, o czym będę sobie przypominał często w ciągu dnia. Będę kochał świętą czystość, polecając się często Maryi. Przed każdą rozmową polecę się Jej jednym Zdrowaś Maryjo; tak samo będę robił przed posiłkami. Codziennie odmówię Różaniec, w południe Anioł Pański, co godzinę, w miarę możliwości, Zdrowaś Maryjo i Komunię duchową”.
Coś wspaniałego! A przecież bł. Guntard był osobą świecką, nauczycielem akademickim. Kto by nie mógł naśladować go? Czemu więc nie spróbujemy i my?
Gdybyśmy kochali…
Kochać Najświętszą Maryję Pannę cz.1
Kochać Najświętszą Pannę
Krótko przed śmiercią Ojca Pio, grupka jego duchowych dzieci prosiła świętego o pouczenie i ostatnie słowo. Ojciec odrzekł: „Kochajcie Matkę Bożą i sprawiajcie, żeby inni Ją kochali. Zawsze odmawiajcie Różaniec”. Ta myśl była jak gdyby duchowym testamentem Świętego, Maryjnym testamentem godnym tego, który żył płomienną miłością do Przepięknej Dziewicy.
Odpowiedź św. Ojca Pio przywodzi na myśl zdarzenie z życia św. Piotra M. Chanel, który w dzieciństwie skaleczywszy się w rękę, porwany miłosnym natchnieniem chwycił pióro, umoczył je we krwi i napisał: „Kochać Maryję i sprawiać, żeby inni Ją kochali”.
Miłość świętych do Matki Bożej! Któż zdoła ją wyrazić? Któż ją zdoła zmierzyć?
Serce pobożności
Przede wszystkim trzeba od razu powiedzieć, że miłość jest z całą pewnością sercem nabożeństwa do Najświętszej Maryi Panny. Jeżeli jest prawdą, że prawdziwe nabożeństwo nie istnieje bez oddawania czci, to o ileż bardziej nie może ono istnieć bez miłości. W przeciwnym razie byłoby ono absurdalne. Już samo łacińskie słowo devotio, oznaczające nabożeństwo, znaczy tyle co ofiarowanie. Oddanie siebie samego możliwe jest wyłącznie w akcie miłości.
Najbardziej naturalną relacją pomiędzy matką a dzieckiem jest relacja miłości, z której pochodzą wszystkie inne uczucia: czułość, troskliwość, poświęcenie, wdzięczność. Jak więc moglibyśmy nazywać się dziećmi Maryi, nie żywiąc dla Niej zarazem dziecięcej miłości? Zatem doprowadzenie do tego, by nasze serce biło w rytmie doskonale zgodnym z biciem Jej serca, powinno być największym i najbardziej radosnym zadaniem naszej pobożności maryjnej. „Synu, daj mi swe serce” (Prz 23,26), mówi Cudowna Matka. A św. Józef z Kupertynu wyznawał półżartem: „Kapryśna jest moja Mama! Kiedy zanoszę Jej kwiaty – mówi, że ich nie chce. Kiedy Ją pytam: Mamo, czego w takim razie chcesz?, odpowiada: Serca; tylko serce mi się podoba”.
Mamy zatem nie tylko czcić i naśladować Najświętszą Pannę, ale i oddać Jej swoje serce, będące jak gdyby ognistym powozem wiozącym cześć i naśladowanie.
Pomyślmy, że skoro Bóg sam nas umiłował pierwszy (por. 1J 4,10), to również Najświętsza Panna umiłowała nas pierwsza, kiedy wypowiadając słowo Fiat („Niech mi się stanie”), dała nam swe macierzyństwo, wraz z całym swoim cierpieniem i wszystkimi skarbami łask powierzonymi Jej jako Pośredniczce i Szafarce. Co więcej, Maryja nie przestaje dawać nam siebie, raz po raz odnawiając w sposób widzialny swoje ogromne miłosierdzie i matczyną troskę o nas – niewdzięczne i bezradne dzieci. La Salette, Lourdes, Fatima, Syrakuzy to miejsca, w których miłość Matki Bożej stała się odczuwalna, dotykając naszych serc z nową siłą.
A my – jak odpowiedzieliśmy i jak dziś odpowiadamy na tę miłość? Owszem, wszyscy mówimy, że jesteśmy czcicielami Matki Najświętszej. Ile jednak miłości mieści w sobie nasze nabożeństwo maryjne?
Miłość i poznanie
Miłość wymaga przede wszystkim poznania kochanej osoby. Dlatego powinniśmy pogłębiać naszą wiedzę o Najświętszej Maryi Pannie, w przeciwnym razie będziemy zdolni wyłącznie do miłości sentymentalnej i ślepej.
Im lepiej znamy Maryję, tym bardziej wzrasta nasza miłość do Niej. Im bardziej chcemy Maryję kochać, tym silniej musimy odczuwać potrzebę przeniknięcia Jej tajemnicy, poznania Jej wspaniałości, odkrywania Jej niebiańskiego uroku.
Magisterium Kościoła zawsze troszczyło się o to, by nauczać o Matce Bożej, aby oświecić miłość Jej czcicieli. Także wielka adhortacja papieża Pawła VI O należytym kształtowaniu i rozwijaniu kultu Najświętszej Maryi Panny przychodzi nam z pomocą i rozjaśnia poznanie Najświętszej Panny w liturgii oraz pobożności wiernych.
Święty Maksymilian M. Kolbe mawiał, że Maryję poznaje się przede wszystkim na kolanach, to znaczy pokorną modlitwą. Dlatego święci modlili się niestrudzenie o dar mądrości Ducha Świętego.
Wielu doktorów Kościoła oddawało się studiowaniu i nauczaniu o Matce Bożej, pozostawiając nam nieśmiertelne dzieła Jej poświęcone. Wymieńmy św. Jana Damasceńskiego, św. Bernarda, św. Bonawenturę, św. Bernardyna ze Sieny, św. Antonina, św. Tomasza z Villanova, św. Wawrzyńca z Brindisi, św. Antoniego M. Clareta i wielu innych. Nade wszystko dwa dzieła maryjne: Traktat o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny św. Ludwika M. Grignion de Montfort oraz Wysławiania Maryi św. Alfonsa Liguori, ukształtowały całe pokolenia świadomych i silnych czcicieli Matki Bożej. Natomiast wszyscy święci chodzili do szkoły wielkich nauczycieli Kościoła, którzy rozpalali w nich i przenikali światłem miłość do Matki Bożej.
Św. Gemma Galgani czytała wszystkie, jakie tylko mogła zdobyć, książki o Najświętszej Pannie, po czym podsuwała je innym, zachęcając do ich poznania. Ta sama święta uczęszczała również na nabożeństwa maryjne w miesiącach poświęconych Matce Bożej oraz na nowenny ku Jej czci, słuchając z uwagą okolicznościowych kazań i pouczeń. Podobnie św. Dominik Savio starał się czytać wiele o Maryi, pogłębiając wiadomości i rozważając wydarzenia z Nią związane, a później opowiadając o nich kolegom.
A my? Czy naprawdę tak wiele kosztowałoby nas piętnaście minut na lekturę lub medytację poświęconą Najświętszej Pannie? Byłby to kwadrans spędzony z naszą niebieską Mamą... Czyżby trzeba było nas o to prosić?
Oto, co napisał św. Gabriel od Matki Bożej Bolesnej: „Nie zamieniłbym kwadransa z naszą Pocieszycielką, Orędowniczką i Nadzieją, Najświętszą Panną Maryją, na rok, czy ile tylko chcecie światowych rozrywek i widowisk”.
Miłość i jedność
Jeszcze większą potrzebą miłości jest spotkanie, bliskość, zjednoczenie z kochaną osobą. Miłość ze swej natury łączy. Bóg jest jeden, ponieważ jest miłością. Matka i dziecko, mąż i żona, rodzeństwo, przyjaciele… Dopóki się miłują, dopóty odczuwają jedność. Miłość ich jednoczy. Kiedy miłość stygnie, słabnie więź. Wszystko to jest proporcjonalne: ile miłości, tyle jedności. Nie ma prawdziwej miłości bez prawdziwej jedności.
Pan Jezus kocha nas bez miary. To dlatego chce stać się jedno z nami i pragnie, abyśmy my stali się jedno z Nim. „Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim” (J 6,56). Jedno w drugim. Oto miłosne złączenie.
Kochać Matkę Bożą, podejmując wysiłek życia w nieustannym zjednoczeniu z Nią, powinno być spontaniczną potrzebą każdego Jej prawdziwego czciciela. Tak samo małe dziecko w naturalny sposób potrzebuje stałej bliskości mamy i cierpi, gdy jest od niej oddzielone, nie mogąc nic zrobić bez niej.
Czcić Najświętszą Maryję Pannę cz.1
Czcić Najświętszą Pannę
Cześć wobec Najświętszej Panny nie może być zwykłym szacunkiem. Musi być prawdziwą czcią synowską, potężną i wielką. Maryja jest Matką Jezusa i naszą Matką, wzniosłą w swej godności, najwyższą w swej świętości, najbogatszą, „przed wszystkimi anielskimi duchami i wszystkimi świętymi, największą wszelkich łask niebieskich obfitością” (encyklika Ineffabilis Deus bł. Piusa IX).
Matka Boża jest pełna łaski, jak określił Ją anioł w chwili Zwiastowania (Łk 1,28). Św. Andrzej z Krety napisał: „O Dziewico, nie masz sobie równych, Najświętsza ze świętych, najświętszy Skarbie wszelkiej świętości”. A św. Piotr Damiani wyznawał: „Cokolwiek jest wielkiego, mniejsze jest od Maryi – jedynie Stwórca przewyższa to Stworzenie”.
Jak można nie czcić tak wspaniałego Stworzenia, które wyszło z rąk Boga, by zachwycać niebo i ziemię? Potrzeba czci Sam Bóg uczy nas czci dla Matki Bożej, wysyłając do Niej anioła z pytaniem o zgodę na Wcielenie.
Uczy nas jej Archanioł Gabriel, stając przed Maryją i pozdrawiając Ją słowami łaski i chwały. Uczy nas również podeszła w latach Elżbieta, która wychodząc naprzeciw swej kuzynce, woła: „Skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie? (...) Błogosławiona jesteś...!” (Łk 1,43). Uczy nas św. Józef, towarzysząc Maryi w milczeniu pełnym miłości i szacunku. Uczy nas tej czci Kościół, zawsze rozjaśniający rok liturgiczny maryjnymi świętami. Uczy nas wiara i pobożność ludu chrześcijańskiego, wznoszącego przez stulecia sanktuaria, kościoły, kaplice poświęcone Tej, która zapowiedziała w Bożym natchnieniu: „Wszystkie pokolenia będą Mnie zwać błogosławioną” (Łk 1,48).
Uczą nas wreszcie wszyscy święci, którzy żyjąc na tej ziemi, z bezgraniczną miłością czcili Maryję. Któż zdoła zliczyć wszystkie akty czci niebiańskiej Matki na przestrzeni dwóch tysiącleci wiary i miłości! Wszystko to pokazuje, że nie tylko powinniśmy, ale wręcz potrzebujemy czcić Matkę Bożą. Cześć dla Niej jest potrzebą każdego chrześcijanina. Wiadomo też, że Urząd Nauczycielski Kościoła zawsze odczuwał tę powszechną potrzebę, czemu dał wyraz ukwiecając rok liturgiczny świętami i uroczystościami maryjnymi, harmonijnie współbrzmiącymi z tajemnicami Chrystusa.
W ten sposób cały Kościół coraz częściej wzywany jest i prowadzony do tego, aby poprzez kult liturgiczny składać Matce Bożej najwyższy hołd czci i chwały. Adhortacja apostolska Pawła VI O należytym kształtowaniu i rozwijaniu kultu Najświętszej Maryi Panny, z radością podkreśla zaszczytne miejsce Najświętszej Maryi Panny w liturgii i potwierdza, że obowiązkiem chrześcijanina jest czcić Niebieską Królową przede wszystkim poprzez liturgię, a także pobożne praktyki maryjne.
Jak robili to święci
Pokażmy kilka przykładów czci świętych dla Matki Bożej.
Św. Bernard czcił Ją z płomienną gorliwością. Niezrównanym piórem głosił Jej chwałę, czym zasłużył na miano Piewcy Maryi. Podczas maryjnych świąt jego zapał był tak wielki, że przez cały dzień rozmyślał o Najświętszej Pannie, zapominając o wszystkim innym – nawet o sprawach ważnych, jak na przykład, pilna odpowiedź na list papieża.
Św. Franciszek z Asyżu zwracał się do Błogosławionej Dziewicy tak częstymi i żarliwymi aktami nabożeństwa, że nie podobna je zliczyć. Każdego dnia odmawiał Oficjum o Najświętszej Maryi Pannie. Do Jej świąt przygotowywał się specjalnymi modlitwami i praktykami pokutnymi. Sam również ułożył kilka hymnów oraz modlitw przepojonych seraficką czułością i gorliwością do Niej.
Św. Ludwik Maria Grignion de Montfort, ów święty cały Maryi, stał się wielkim nauczycielem pobożności maryjnej dzięki Traktatowi o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Panny Maryi. Własnym życiem dał wspaniały przykład oddania Matce Bożej. Od dzieciństwa każdego dnia potrafił spędzać długie godziny na modlitwie u stóp Najświętszej Panny Królowej Pokoju. Później, jako dorosły, krążył niestrudzenie po całej Francji z różańcem w ręku, głosząc nabożeństwo do Maryi.
Z kolei św. Alfons Liguori wystawił prawdziwy pomnik ku czci Królowej Nieba, pisząc książkę Wysławianie Maryi, należącą do wiekuistej spuścizny Kościoła. Głęboką i serdeczną cześć dla Błogosławionej Dziewicy widać także w napisanych przez niego pobożnych pieśniach maryjnych oraz Nawiedzeniach Najświętszej Maryi Panny, towarzyszących Nawiedzeniom Najświętszego Sakramentu i będących jak gdyby wonnymi klombami maryjnych kwiatków. Sam tylko Pan Bóg mógłby zliczyć akty czci dla swej Boskiej Maryi, jakie ten święty ofiarowywał Jej każdego dnia w ciągu swego długiego życia.
Święty Proboszcz z Ars, który swoje święcenia kapłańskie zawdzięczał czułej miłości do Matki Bożej, wytrwale odmawiał Różaniec święty. Całe swoje życie przepełnił miłością i czcią względem Maryi. Jedną z pierwszych rzeczy, którą zrobił jako proboszcz, było zawierzenie parafii Matce Bożej i poświęcenie Jej pierwszej kaplicy, jaką udało mu się wybudować. W ubożuchnej izdebce miał oprócz krucyfiksu tylko obrazek Niepokalanej, przed którym często zastawano go pogrążonego w ekstatycznej modlitwie.
To zaledwie kilka przykładów czci dla Matki Bożej ze strony świętych. Moglibyśmy podobnych przykładów przytoczyć tyle, ilu jest świętych. Jest bowiem niemożliwe, żeby jakiś święty nie odczuwał potrzeby czczenia Maryi. Jakże miła i słodka jest ta synowska potrzeba!
Czcić Ją wszelkimi sposobami
Akty czci wobec Matki Bożej mogą być różne, od największych i uroczystych do najprostszych i powszednich.
Z pewnością nie każdy może wznieść dla Niepokalanej dwa miasteczka całkowicie Jej poświęcone, jak to zrobił św. Maksymilian M. Kolbe w Polsce i w Japonii. Budować wspaniałe kościoły pod Jej wezwaniem, jak to czynili m. in. św. Jan Bosko w Turynie i bł. Bartolo Longo w Pompei – to imponujące dzieła miłości, których tylko nieliczni mogą dokonać.
Również poświęcenie Maryi klasztoru żeńskiego i dbanie o niego jak o gołębnik Maryi, w którym Ona jest Przeoryszą wspólnoty dziewic konsekrowanych, jak to zrobiła św. Teresa od Jezusa, nie zdarza się często i jest nadzwyczajnym wyrazem czci dla Matki Bożej, niedostępnym każdemu.
To samo trzeba powiedzieć o zakładaniu zgromadzeń i stowarzyszeń maryjnych, o tworzeniu rozmaitych dzieł poświęconych Najświętszej Pannie (książek, obrazów, rzeźb, utworów muzycznych...), a także o fundowaniu kaplic i ołtarzy ku Jej czci. Dokonali tego wszystkiego np. św. Bonawentura, św. Kajetan i św. Alfons, a w bliższych nam czasach – św. Alojzy Orione, bł. Alberione i św. Ojciec Pio. Również św. Juliana Falconieri, zwana „serafiną Eucharystii”, nie tylko czyniła tak za życia, ale i pozostawiła swoim siostrom zakonnym zobowiązanie, „aby w każdym kościele naszego zgromadzenia była kaplica lub ołtarz poświęcony Naszej Pani”.
O ile jednak nie każdy może ofiarować Najświętszej Pannie tak wielkie akty i dzieła, o tyle wszyscy możemy okazywać Jej cześć środkami dostępnymi także maluczkim. Do takich powszechnie dostępnych środków należy codzienna modlitwa do Matki Bożej, kult Jej wizerunków, pielgrzymowanie do maryjnych sanktuariów, nawiedzanie kaplic i ołtarzy poświęconych Najświętszej Pannie, pozdrawianie Jej w przydrożnych kapliczkach, zwracanie się do Niej w częstych aktach strzelistych, ozdabianie kwiatami Jej obrazów i figur, urządzenie w domu małego ołtarzyka maryjnego lub powieszenie obrazu przedstawiającego Niepokalaną, noszenie w kieszeni różańca, medalika na szyi, obrazka Matki Bożej w portfelu albo podręczniku, stawianie go na biurku w czasie pracy... Któż nie może robić takich rzeczy?
Najświętsza Panna jest Niepokalaną
Najświętsza Panna jest Niepokalaną
Innym fundamentem nabożeństwa do Najświętszej Maryi Panny jest Jej Niepokalane Poczęcie. Matka Boża została stworzona przez Boga, jako arcydzieło nowej, odkupionej ludzkości. Stworzona w łasce, jako wzór dla całego Kościoła, który „rozważając Jej tajemniczą świętość” i widząc w Niej to, czym sam ma się stać, zwraca się do Niej jak do Tej, „która świeci całej wspólnocie wybranych jako wzór cnót” do wiernego naśladowania (Lumen Gentium, 64-65).
Boskie cuda, zawierające się w Niepokalanym Poczęciu, czynią z Maryi Dziewicy najwyższe stworzenie, niezrównanie piękne, przewyższające wszystkie chóry anielskie, a mniejsze jedynie od samego Boga.
Posiadający nadprzyrodzony dar lewitacji św. Józef z Kupertynu, wielokrotnie unosił się w powietrze przed obrazem Matki Bożej, nie potrafiąc powstrzymać pełnego zachwytu okrzyku: „O, przepiękna Maryjo! Przepiękna Maryjo!” Pewnego razu, kiedy wraz ze współbraćmi stał w kaplicy Niepokalanej w asyskiej bazylice i kontemplował obraz Najświętszej Panny, z zachwytem malującym się na twarzy i w uniesieniu zwrócił się do Gwardiana: „Ojcze Gwardianie! Mów ze mną: Piękna Maryjo! Piękna Maryjo!” Ojciec powtórzył te słowa z prostotą, choć bez zapału ojca Józefa, który ośmielony jeszcze bardziej, zawołał: „Ojcze Gwardianie, głośniej! Piękna Maryjo!” Piękna Maryjo! Gwardian próbował głośniej powtarzać te słowa, ale zaraz zaniepokoił się widząc rozpalone oblicze świętego, który w nagłym porywie objął go i uniósł się wraz z nim w powietrze, ku obrazowi pięknej Maryi.
Również pokornemu świętemu Hubaldowi zdarzyło się, że kiedy śpiewał litanię do Matki Bożej pracując w polu, uniósł się w ekstazie na pobliskie drzewo, wołając: „O jakże piękna jesteś, Matko moja! Jak jesteś piękna!”
Bł. Fra Angelico na łożu śmierci, porwany nagle w ekstazie w ostatnich chwilach życia, ze zmienioną twarzą powiedział: „Madonna jest o wiele piękniejsza, niż Ją malowałem!”
Jeśli o królowej Esterze natchniony pisarz powiedział, że była niewiarygodnej piękności (por. Est 2,15), to jak piękna musiała być Niepokalana?
„Rajski Ogród”
Podziw i cześć dla Niepokalanie Poczętej nigdy nie będą wystarczające. Św. German nazwał Ją „Rajskim Ogrodem”, a karmelitańska mistyczka, św. Maria Magdalena de Pazzi, wymownie opisała Matkę Bożą jako „Nasycenie Trójcy Świętej,” dodając, że gdyby w jakiś absurdalny sposób w niebie nie było Boga, to sama Maryja wystarczyłaby jako niebo dla wszystkich aniołów i świętych.
Nie ma w tym przesady. Nieraz zdarza się nam, że nie jesteśmy w stanie opisać nadzwyczajnej piękności czy wielkości jakichś ziemskich rzeczy. Cóż dopiero, gdy chodzi o Matkę Bożą! Św. Bernadetta twierdziła, że „ujrzawszy Maryję, nie pragnie się już świata”.
Słyszano raz, jak św. O. Pio, w ekstatycznej rozmowie, którą opisuje jego kierownik duchowy, zawołał głośno: „O, Mamo, przepiękna, kochana Mamusiu! Więc miałaś tak piękne oczy!... Jezus miał rację!... Jesteś taka piękna!... Gdyby nie wiara, ludzie nazywaliby Cię boginią… Twoje oczy lśnią jaśniej niż słońce… Jesteś piękna, Maryjo! Chlubo moja! Kocham Cię…”
Przeżycie ekstazy prowadzi, więc do stwierdzenia: „Gdyby nie wiara, ludzie nazywaliby Cię boginią”. Zaiste, w Niepokalanym Poczęciu odnajdujemy przecież prawdziwy i zadziwiający obraz boskości, ponieważ Niepokalane Poczęcie oznacza pełnię Łaski, pełnię Życia, pełnię Miłości. Łaska, Życie, Miłość są niejako uosobione w Najświętszej Pannie: oto Maryja Niepokalana – Córka Przedwiecznego Ojca, Matka Przedwiecznego Syna, Oblubienica Przedwiecznego Ducha. Całą Trójcę Przenajświętszą łączą z Błogosławioną Dziewicą niesłychane więzi.
Jak powiedział św. Piotr Damiani, Maryja jest „cała przebóstwiona”. Słusznie mawiał więc św. Maksymilian, że prawda o Niepokalanym Poczęciu jest „pełna najbardziej pocieszających tajemnic”
Stworzenie ludzkie i niebiańskie
Zauważmy ponadto, że Niepokalane Poczęcie dało nam najdoskonalszy przykład osoby ludzkiej. Tylko Niepokalana jest stworzeniem całkowicie ludzkim i zarazem całkowicie niebiańskim. Ona – najniewinniejsza, najpiękniejsza, najczystsza, najsłodsza. Panna najdelikatniejsza; dziewicza Córka, dziewicza Oblubienica, dziewicza Matka. Zawsze Dziewica, wszechmocna i miłosierna; Stolica Mądrości, niebieska Królowa Miłości.
Niepokalane Poczęcie było źródłem wszystkich cudów Maryi. Dlatego św. Paweł od Krzyża i św. Maksymilian M. Kolbe w każdej Mszy świętej dziękowali Trójcy Przenajświętszej za stworzenie Niepokalanej, tak wielkiej i wspaniałej, podobnej do nieba usianego gwiazdami niespotykanej jasności. Ona mieści w sobie to wszystko, czegokolwiek mogła dla stworzenia zapragnąć myśl Boga i ludzi. Św. Bernard napisał: „O Maryjo! Ty jesteś jedyna na świecie – nie było przed Tobą nikogo, do kogo można by Cię przyrównać i choćby świat trwał wiecznie, nigdy równej Tobie nie będzie.” Pewnego razu św. Bernadetcie pokazano album z naj65
słynniejszymi wizerunkami Madonny. Kartkując książkę, święta powiedziała z oburzeniem: „Jak można nie mieć wstydu, żeby malować takie maszkary?”
W papieskiej bulli zawierającej dogmatyczną definicję Niepokalanego Poczęcia papież bł. Pius IX napisał, że Niepokalane Poczęcie „przewyższa wszelką chwałę Nieba i ziemi… jest doskonałym cudem Boga, szczytem wszystkich cudów”. Sobór Watykański II stwierdza natomiast, że Matka Boża „góruje wielce nad wszystkimi innymi stworzeniami zarówno ziemskimi, jak niebieskimi” (Lumen Gentium, 53). Może teraz lepiej pojmiemy, dlaczego św. Maksymilian mógł powtarzać tak często akt strzelisty: „Niepokalana moja i moje wszystko, moje wszystko, moje wszystko!”.
„Przepiękna jesteś, Maryjo”
Skoro Maryja Niepokalana jest niezrównanej doskonałości wzorem człowieka, każdy, kto naprawdę pragnie być człowiekiem wedle woli Bożej, powinien patrzeć na ten najwyższy wzór i upodabniać się do niego. Na próżno szukałby wzoru gdzie indziej, ponieważ ani na ziemi, ani w niebie nie ma żadnej innej osoby tak doskonałej jak Niepokalana. Nawet wszyscy święci razem nie dorównują Najświętszej Pannie. Jeżeli więc ktoś przygląda się innym zamiast Niej, to tym samym rezygnuje z najdoskonalszego przykładu, który powinien mu przyświecać. Tym natomiast, którzy spoglądają na Niepokalaną, nabożeństwo maryjne nie tylko daje zapał do wychwalania Jej, ale także pozwala uczyć się od Niej, jak najlepiej rozwijać osobowość dzieci Bożych. Jest to osobowość wzniosła i silna, wzrastająca w nieugiętej walce z grzechem, szatanem, światem i ciałem; w zwycięstwach łaski (wąż miażdżony stopami Niepokalanej); w pełni miłości Boga i bliźnich; w czystości duszy i ciała; w pokorze, która sprawia, że umniejszamy się, aby pozwolić królować Bogu.
Taka właśnie była Niepokalana. To w Niej widzimy odbite najwyższe, Boskie piękno pod ludzką postacią. To piękno, które cały Kościół opiewa, zwracając się do Maryi: „Cała piękna jesteś, Maryjo, i nie ma w tobie zmazy grzechu pierworodnego” (Tota pulchra es, Maria). Ileż razy wzrusza nas ta pieśń maryjna! Czymże będzie więc samo spotkanie Niepokalanej twarzą w twarz? Gdy zapytano św. Bernadettę, czy Madonna, która jej się objawiła, jest piękna, święta odpowiedziała: „Jest tak piękna, że kto raz Ją zobaczy, chciałby umrzeć, żeby znów móc Ją oglądać”.
Pewien starożytny pisarz ze Wschodu, Jerzy z Nikomedii, mógł zawołać do Matki Bożej: „O Przepiękna, Piękności nad wszystkie piękności!”
W szczególności dla kobiet Niepokalana jest cudownym wzorem jako „znakomity przykład kobiecej postawy i nieskazitelny wzór życia ewangelicznego” (Paweł VI). W Maryi każda kobieta może odnaleźć siebie samą, uwzniośloną i przemienioną przez łaskę zgodnie z zamysłem Boga. Dobrze rozumieli to święci, którzy w każdej napotkanej kobiecie zawsze starali się widzieć Matkę Bożą. Wiemy o tym np. z wypowiedzi bł. Henryka Suzo, św. Gerarda Majelli, św. Gabriela od Matki Bożej Bolesnej.
Dziewica, oblubienica, matka, córka, gospodyni, kobieta prosta, odpowiedzialnie dokonująca wyborów, podejmująca decyzje, wypełniająca swoje jakże ważne obowiązki, pokorna – lecz silna, cierpiąca – lecz odważna, powściągliwa – lecz wspaniałomyślna aż do poświęcenia. Każda kobieta i w każdej życiowej sytuacji może odnaleźć w Niepokalanej swoją własną kobiecość, uwzniośloną aż do doskonałości, umacniającą innych i radującą serce Boga blaskiem Całej pięknej.
Najświętsza Panna jest Bramą Nieba
Najświętsza Panna jest Bramą Nieba
Winni jesteśmy cześć Matce Bożej, ponieważ jest Ona rękojmią naszego wiecznego zbawienia, znakiem przeznaczenia do raju.
Św. Augustyn mówi, że na ziemi wszyscy wybrani są ukryci w łonie Maryi. Św. Bonawentura twierdzi: „Ktokolwiek naznaczony jest czcią dla Maryi, będzie zapisany w księdze życia”. Czyli, ujmując rzecz jeszcze dobitniej – kto kocha Najświętszą Pannę, ma zapewnione niebo. Św. Alfons posuwa się do stwierdzenia: „Kto kocha Matkę Bożą, ten może być tak pewny raju, jakby już w nim był”.
Nabożeństwo do Bożej Rodzicielki daje więc pewność Królestwa Niebieskiego. Najświętsza Panna została nazwana Bramą Nieba i tylko przez Nią można dostać się do raju. W wyrazisty sposób ujął to św. Bonawentura: „Nikt nie wejdzie do nieba inaczej, jak przez Maryję, która jest bramą”. Pocieszająca jest myśl, że wszyscy – święci i grzesznicy, wierzący i niedowiarkowie – mogą stać się czcicielami Matki Bożej, a tym samym stanąć blisko tej Bramy Nieba.
Maryja jest Matką każdego z nas, naszą Współodkupicielką i Pośredniczką dla każdego, kto pragnie się zbawić, jest miłującą Królową wszechświata. Jeśli Bóg Ojciec „pragnie, by wszyscy ludzie zostali zbawieni” (1Tm 2,4), to zbawienie wieczne wszystkich ludzi jest również pragnieniem Maryi, ich Matki. I jak Pan Jezus powiedział o Swoich owcach: „Ja daję im życie wieczne. Nie zginą one na wieki i nikt nie wyrwie ich z Mojej ręki” (J 10,28), tak samo Maryja, niebiańska Współodkupicielka, nigdy nie dopuści, aby demon wyrwał Jej z rąk tych, którzy Jej się powierzyli. „Bo kto mnie znajdzie, ten znajdzie życie i uzyska łaskę u Pana” (Prz 8,35) – takie słowa Liturgia Kościoła wkłada w usta Najświętszej Maryi Panny.
Łaska i wierność
Matka Boża jest Skarbniczką wszelkich łask. Dlatego do Niej musimy się uciekać, aby otrzymać pomoc i wsparcie w naszej drodze do zbawienia wiecznego. Przywołajmy raz jeszcze List do Hebrajczyków (Hbr 4,16): „Przybliżmy się więc z ufnością do tronu łaski, abyśmy otrzymali miłosierdzie i znaleźli łaskę dla uzyskania pomocy w stosownej chwili”. Przybliżmy się pospiesznie i pozwólmy, aby Jej ręce obsypały nas łaskami. Wspomnijmy pouczającą historię małego synka artysty Bramantego, którego ojciec wysłał do papieża z kilkoma szkicami do oceny i zatwierdzenia. Chcąc nagrodzić chłopca, papież otworzył szufladę ze złotymi monetami i powiedział: „Weź sobie, ile chcesz”. Chłopczyk szybko wyciągnął rączkę, ale zaraz ją cofnął i powiedział do papieża: „Niech Ojciec Święty sam mi da, bo ma o wiele większą rękę”.
Zaiste – ręce Maryi mogą objąć i rozdawać znacznie więcej łask i błogosławieństw, jakich potrzebujemy dla siebie samych i dla innych. Powierzajmy się więc Jej matczynym dłoniom! Z drugiej strony jednak, nie wolno nam przypuszczać, że otrzymamy łaski, nie wypełniając naszego obowiązku wierności i wzrastania w życiu chrześcijańskim. Koleżanki zapytały raz św. Bernadettę Soubirous: „Czy skoro Matka Boża powiedziała ci, że nie uszczęśliwi cię na ziemi, ale w niebie, to znaczy, że jesteś pewna pójścia do nieba?” Święta odpowiedziała: „Tak, o ile wypełnię do końca swoje zadanie”. Trzeźwa i mądra odpowiedź. Najświętsza Panna jest Bramą Nieba dla tych, którzy dochowają wierności woli Bożej: „Dobrze, sługo dobry i wierny! (...) wejdź do radości twego pana” (por. Mt 25,21), mówi Pan Jezus.
Ucieczka grzesznych
To wielka pociecha wiedzieć, że Niebieskiej Matce powierzono przede wszystkim zbawienie grzeszników, błądzących, zrozpaczonych, którzy do Niej się uciekają.
Św. Gertruda ujrzała w pewnej wizji Najświętszą Dziewicę w płaszczu, pod którym chowało się mnóstwo najróżniejszych zwierząt. Matka Boża dała jej do zrozumienia, że pod Jej płaszczem znaleźli schronienie i ocalenie wszyscy grzesznicy, którzy się do Niej uciekali.
Tę prawdę potwierdzają, w budzący otuchę sposób, wielcy święci i doktorzy Kościoła. Przytoczmy kilka ich myśli.
Św. Ignacy męczennik mówi: „Ten, kto będzie zawsze pełen gorliwości i czci względem dziewiczej Matki Boga, nigdy źle nie skończy. Niemożliwe, Dziewico, aby jakiś grzesznik mógł osiągnąć zbawienie inaczej, jak dzięki Twojej pomocy i Twojemu wstawiennictwu”.
Św. Augustyn nazywa Maryję „jedyną nadzieją grzeszników”, a św. Hilary uspokaja: „choćby ktoś był najpierw grzesznikiem, lecz potem oddał się Maryi, to niemożliwe, aby się potępił”. Św. Piotr Damiani wyznaje: „O Maryjo, Ty możesz przywrócić nadzieję zbawienia nawet najbardziej zrozpaczonym duszom.” Św. Anzelm akcentuje tę wypowiedź zawierzeniem: „O Maryjo! Niemożliwe, by zginął ktokolwiek, kto odwołał się do Ciebie”.
Św. Bernard przytacza piękne biblijne obrazy arki i drabiny, pisząc że „Maryja jest tą arką, za pomocą której ratujemy się z potopu wiecznego potępienia… Dzieci moje najmilsze, Maryja (…) jest drabiną grzeszników, Ona jest moją ufnością, Ona jest całą podstawą mojej nadziei”. Powinniśmy też pamiętać o św. Bonawenturze, św. Ludwiku M. Grignion de Montfort, św. Pawle od Krzyża, św. Alfonsie Liguori, św. Leonardzie z Porto Maurizio, św. Janie Marii Vianney’u (Proboszczu z Ars), św. Antonim M. Clarecie i wielu innych.
Być może cała nauka o tej prawdzie zawiera się w jasnej myśli św. Jana Damasceńskiego: „Bóg udziela łaski pobożności maryjnej tym, których pragnie zbawić”. Dlatego św. Alfons niestrudzenie zalecał czcicielom Maryi, aby z wdzięcznością strzegli słodkiego zastawu zbawienia wiecznego. Każdemu zaś, kogo spotkał, wręczał obrazek Najświętszej Panny, zachęcając do nabożeństwa do Matki wszelkiego Miłosierdzia. Powinniśmy mieć zawsze w pamięci zawołanie św. Kamila Lellis: „Biada nam grzesznym, jeśli w niebie nie będziemy mieli tej wspaniałej Orędowniczki!”
Wybawia od piekła
Od świętych możemy zaczerpnąć także pocieszającą pewność nieograniczonego działania miłosiernej miłości Maryi względem tych Jej czcicieli, którzy według sprawiedliwości zasługiwaliby na piekło.
Począwszy od św. Jana Chryzostoma, przez św. Bernarda i św. Alfonsa, po św. Maksymiliana M. Kolbego, chór najszlachetniejszych głosów powtarza, że podczas gdy Pan Jezus jest Królem miłosierdzia i sprawiedliwości, Najświętsza Maryja Panna jest Królową samego tylko miłosierdzia.
To dlatego św. Jan Chryzostom napisał w dobitnych i przejrzystych słowach: „Niezmierzone miłosierdzie Maryi ratuje wielką liczbę nieszczęśników, którzy według praw Boskiej sprawiedliwości byliby potępieni.”
Matka św. Tereski opowiada wdzięczny szczegół z dzieciństwa swej świętej córki: „Mała Tereska zapytała mnie któregoś dnia, czy pójdzie do nieba. – Tak, jeśli będziesz grzeczna i dobra – odpowiedziałam jej. – Och, mamo – odparła na to – to znaczy, że jeśli byłabym niegrzeczna i niedobra, to poszłabym do piekła? Wiem, co bym wtedy zrobiła: przytuliłabym się mocno do ciebie, kiedy ty szłabyś do nieba, tak że zaniosłabyś mnie tam. Co mógłby wtedy zrobić dobry Bóg?... Wyczytałam w jej spojrzeniu niezachwiane przekonanie, że dobry Bóg nie mógłby uczynić nic przeciw niej, skoro schroniłaby się w ramionach matki…”.
Powszechnie znana jest pouczająca historyjka, jaką często opowiadał także św. Ojciec Pio: Przechadzając się po niebie Pan spotyka wielu grzeszników zasługujących na piekło. Woła więc św. Piotra i poleca mu pilnować, żeby do nieba nie wchodził nikt, kto na to nie zasługuje. Św. Piotr obiecuje większą czujność i stara się być uważniejszy. Nazajutrz Pan, przechadzając się, spotyka jednak jeszcze więcej grzeszników. Ponownie przywołuje więc niebieskiego Klucznika i tym razem surowo go upomina. Ten czuje się upokorzony i przyrzeka najwyższą czujność.
Mimo to nazajutrz sytuacja się powtarza: Pan spotyka kolejnych grzeszników. Woła więc św. Piotra i tym razem chce go ukarać odebraniem mu kluczy niebieskich. Św. Piotr ma jednak coś do powiedzenia na swoją obronę. Odkrył bowiem, w jaki sposób grzesznicy przedostają się do nieba: Późną nocą, kiedy wszyscy śpią, Najświętsza Panna otwiera bramę nieba i wpuszcza wszystkich grzeszników. Tak więc – kończy św. Piotr – Nie mogę przeciwstawić się Twojej Matce... Na co Pan odpowiada: Ja też!
Miał więc rację św. Grzegorz Wielki, kiedy twierdził: „Nic nie oprze się Twej władzy, o Maryjo, i Twój Syn wydaje się spełniać swój obowiązek, kiedy wysłuchuje Twoich modlitw”. Dokładnie tak: Pan Jezus nie może odmówić swojej Mamie!
W żywocie św. Gemmy czytamy, że pewnego dnia święta w ekstazie prosiła Pana Jezusa o nawrócenie pewnego zatwardziałego grzesznika, wysoko postawionego masona. Pan nie chciał o tym słyszeć: „Zanadto nadużył łask; uparcie trwa w grzechu – pozostawiłem go więc samemu sobie!”. Św. Gemma nie ustępowała jednak, wciąż nalegając w modlitwie – ale bez efektu. Wreszcie, widząc zdecydowany sprzeciw Pana Jezusa, zawołała ze wzburzeniem: „W porządku. Zrozumiałam. Powiem to Twojej Matce – a Ty odmawiaj Jej” i zwróciła się do Jego Matki. Najświętsza Panna raz tylko spojrzała na Syna – a On uśmiechnął się: łaska została udzielona. Tego samego dnia grzesznik przystąpił do spowiedzi.
Św. Bernard słusznie twierdził, że „Maryja jest całą podstawą naszej nadziei!” Nie ustawajmy więc w zawsze ufnym zwracaniu się do Matki Bożej, wołając do Niej jak św. Efrem: „Witaj, Nadziejo duszy! Pewne Ocalenie Chrześcijan! Witaj, Wspomożenie grzesznych! Witaj Podporo wierzących! Ucieczko świata całego!”
Wszechmoc prosząca
Najlepsze potwierdzenie pocieszającej prawdy o potędze matczynego wstawiennictwa znajdujemy w samej Ewangelii, w opowieści o weselu w Kanie Galilejskiej. Interwencja Matki Bożej następuje w chwili, nie będącej jeszcze czasem Boga „jeszcze nie nadeszła godzina moja” (J 2,4), a jednak uzyskuje to, co nie miało jeszcze być udzielone. Upewnia nas to, że miłosierdzie Maryi jest naprawdę wszechmocne w sercu Boga do tego stopnia, że zmienia Boskie postanowienia. Celnie ujął to św. Tomasz z Akwinu: „Słowami z Kany jeszcze nie nadeszła godzina Moja, Jezus daje nam do zrozumienia, że nie dokonałby cudu, gdyby prosił o to ktoś inny, a nie Dziewica; skoro jednak prośba przychodziła od Jego Matki, spełnił ją natychmiast.”
Jeśli Matka Boża była tak troskliwa i tak wszechmocna na weselu w Kanie, to o ileż bardziej będzie taką wobec dużo poważniejszych sytuacji, w jakich
znajdzie się cała ludzkość, bądź poszczególne dusze! Czy moglibyśmy w to wątpić? Byłoby to nieracjonalne. Najświętsza Panna jest zawsze kochającą Matką, która obserwuje, przeczuwa i zachowuje od niebezpieczeństw, używając wszystkich sposobów oszczędzenia ich swoim dzieciom. Kto wie, ile razy zmieniała Boże wyroki, żeby uchronić nas od zasłużonych kar!
21 marca 1812 roku, bł. Anna Maria Taigi miała widzenie podczas nocnej modlitwy o oddalenie zła trawiącego Kościół i ludzkość. Ujrzała glob ziemski w przerażających płomieniach, które miały go zniszczyć. Zobaczyła też ukrzyżowanego Jezusa, który przelewał Krew, a u Jego stóp Matkę, błagającą Boga przez zasługi krwi Chrystusa, którą Ona sama ofiarowała za grzeszników, o powstrzymanie tej plagi. I uzyskała miłosierdzie. Podobną wizję miała także św. Koleta, klaryska.
Jej niezmierzone miłosierdzie
Kiedy papieżem był św. Grzegorz Wielki, w Rzymie wybuchła gwałtowna epidemia dżumy. Codziennie umierały tysiące osób. Św. Grzegorz zarządził pokutną procesję z bazyliki Santa Maria Maggiore do bazyliki Świętego Piotra. On sam niósł obraz Matki Bożej i boso, w pokutnym stroju przemierzył miasto. Kiedy procesja dotarła do mostu, dał się słyszeć anielski chór, który śpiewał:
Raduj się, Królowo Niebios, alleluja;
Bo Chrystus, któregoś nosiła, alleluja;
Zmartwychwstał, jak zapowiedział, alleluja
Święty papież dodał natychmiast wezwanie: „Módl się do Boga za nami, alleluja”. Ukazał się anioł chowający miecz do pochwy. W tej chwili zaraza ustąpiła. Most nazwano Mostem Anioła.
Dopiero w niebie będziemy mogli poznać ogrom wszechmocnego miłosierdzia Maryi. A wtedy nie sposób będzie nie wyśpiewywać Jej przez całą wieczność hymnu wdzięczności. Tymczasem tu, na ziemi pełnej cierni i kolców, we wszelkich naszych potrzebach: osobistych, rodzinnych i społecznych powinniśmy pokładać ufność we wszechmocnym wstawiennictwie naszej kochającej Mamy, uciekając się do Niej i Jej zawierzając z dziecięcą miłością.
Za przykład posłużyć może św. Jan Bosko. Któż zdoła zliczyć, ile razy Najświętsza Panna ratowała go z krytycznych sytuacji! Raz zdarzyło się, że piekarz z powodu ogromnego już długu odmówił dostarczenia chleba, którym święty miał nakarmić swoich wychowanków. Św. Jan ciągle nie mając pieniędzy poprosił, żeby piekarz przyniósł jednak chleb, gdyż Matka Boża pomyśli o spłacie długu w ciągu tego dnia. Piekarz przyniósł chleb i zażądał pieniędzy, ale w tym czasie ksiądz Bosko spowiadał. Piekarz odszedł, zamierzając wrócić później. Po wyjściu z konfesjonału święty zwrócił się do Najświętszej Panny o pomoc, nie wiedział bowiem, co zrobić. W tej samej chwili pojawił się nieznajomy mężczyzna, który wręczył mu zaklejoną kopertę. Św. Jan włożył nieotwarty list do brewiarza i poszedł odprawić Mszę. Kiedy następnie wszedł do refektarza, przypomniał sobie o kopercie, otworzył ją i znalazł szczodrą ofiarę, pozwalającą spłacić dług.
Najświętsza Panna jest Pośredniczką Łask cz. 1
Najświętsza Panna jest Pośredniczką Łask
Pierwszym działaniem Najświętszej Maryi Panny, o jakim opowiada Ewangelia, jest nawiedzenie św. Elżbiety (Łk 1,39-56). Po dokonaniu się Wcielenia Słowa w Jej dziewiczym łonie Maryja spełnia pierwszy uczynek. Podejmuje się pośrednictwa i idzie do Elżbiety, żeby zanieść Pana Jezusa do tego domu i wlać łaskę uświęcającą w duszę Jana Chrzciciela, jeszcze zamkniętego w łonie matki.
Pośrednictwo Najświętszej Panny Maryi św. Jan Paweł II nazywa pośrednictwem matczynym. Jest to pośrednictwo podwójne: współodkupieńcze i zarazem udzielające. Współodkupieńcze przez wzgląd na współudział Maryi w uzyskiwaniu łaski odkupieńczej. Na szczycie Kalwarii Najświętsza Panna, współpracując z Chrystusem- Odkupicielem poprzez swoje cierpienie, stała się Współodkupicielką.
Udzielające pośrednictwo Matki Bożej polega na rozdawaniu łaski odkupieńczej poszczególnym ludziom dla ich zbawienia. Dlatego Maryja stała się Szafarką wszelkich łask, potocznie nazywaną Matką Bożą Łaskawą, Matką Łaski Bożej.
Najświętsza Panna, jako Matka Jezusa, który jest wszelką łaską, przynosi nam Jego, a nas do Niego prowadzi. Jest więc Pośredniczką pomiędzy nami a Jezusem, pomiędzy duszami a łaską. Jej rola Pośredniczki staje się podobna do roli matki rodziny, która swoją pracą i poświęceniem zasługuje na cały zarobek ojca rodziny i otrzymuje go, aby został użyty wedle jej uznania na potrzeby domu.
Św. Maksymilian M. Kolbe tak mocno odczuwał tę prawdę, że gorąco pragnął jej dogmatycznego zdefiniowania. Pisał, nauczał, modlił się i zachęcał do modlitwy o jak najszybsze uroczyste ogłoszenie dogmatem wiary Wszechpośrednictwo Łask oraz Współodkupicielstwo Maryi.
Św. Ojciec Pio, w cudowny sposób odmawiający każdego dnia swoje sto różańców, jasno ukazywał, że wszelkie łaski pozyskiwania dusz na całym świecie, olśnienia, nawrócenia, zbawienia i uświęcenia otrzymywał od Bożej Pośredniczki za pomocą modlitwy różańcowej.
Ona przynosi nam Jezusa Jeżeli „zapłatą za grzech jest śmierć” (Rz 6,23), a za Odkupienie życie, czyli Jezus i Jego łaska, nadprzyrodzone życie duszy: „Ja jestem życiem” (J 11,25) to Najświętsza Panna jest Tą, która przynosi nam Jezusa i przekazuje Jego łaskę – podobnie jak wtedy, kiedy zaniosła Pana Jezusa do domu Elżbiety, przynosząc zarazem łaskę uświęcającą duszy małego Jana Chrzciciela: „poruszyło się dzieciątko w jej [Elżbiety] łonie” (Łk 1,41).
Wraz ze swoim fiat („niech tak się stanie”) w odpowiedzi na zwiastowanie Anioła, Maryja wzięła na siebie zadanie jednoczenia Boga i ludzi. Jej niepokalane, dziewicze łono było miejscem spotkania i pojednania pomiędzy Bogiem i rodzajem ludzkim. Sam Bóg zapragnął dla Maryi misji niebiańskiej Pośredniczki, zgodnie ze sławnym powiedzeniem św. Bernarda: „Zechciał Bóg, abyśmy wszelkie łaski otrzymywali przez Maryję”. To samo mówi św. Bonawentura, św. Antoni, św. Ludwik Maria Grignon de Montfort, św. Alfons Liguori. Twierdzą oni, że tak jak Bóg uczynił bezmiar wód i nazwał je morzem (łac. mare), tak też uczynił bezmiar łask i nazwał je Maryją (łac. Maria - „morze”).
Papieże, doktorzy Kościoła i święci potwierdzali tę prawdę poręczając ją jako spuściznę naszej świętej wiary.
Kiedy św. Leonard z Porto Maurizio swoimi kazaniami usiłował otworzyć serca dla Pana Jezusa mówił, że „wrażenia, jakiego nie wywrze przerażająca nauka o piekle i sądzie Bożym, wywrze kazanie o mojej najdroższej Matce – Maryi”. Wielki misjonarz, św. Franciszek Ksawery, zaświadczał, że poganie przyjmowali Ewangelię tylko wtedy, gdy ukazywano im Maryję u stóp Ukrzyżowanego. Również Trzej Królowie, którzy przybyli ze Wschodu poszukując Chrystusa – gdzie Go znaleźli? – W ramionach Matki! „Zobaczyli Dziecię z Matką Jego, Maryją.” (Mt 2,11).
Serce i Szyja Ciała Mistycznego
Powiedziano o Maryi, że w Mistycznym Ciele Chrystusa stanowi Ona serce, ponieważ przekazuje krew łaski Bożej wszystkim członkom Ciała, a także jest żywym obrazem miłości macierzyńskiej, którą jako Matka ucieleśnia w wielkiej rodzinie Kościoła.
Jeszcze bardziej wyraziste (choć może mniej piękne) jest wyrażenie św. Piusa X, który naucza, że Chrystus jest głową Ciała Mistycznego, natomiast Najświętsza Panna jego Szyją, ściśle połączoną zarówno z Głową, jak i Ciałem. Nie ma pomiędzy nimi równości: szyja położona jest niżej niż głowa, ale wyżej niż ciało. Matka Boża podlega Głowie (Chrystusowi), a Ciało (Kościół) podlega Jej – pozostaje Ona jednakowo żywo połączona z obydwoma. Tak, jak szyja stanowi ogniwo łączące głowę z ciałem, tak Maryja jest ogniwem łączącym (czyli Pośredniczką) pomiędzy Jezusem i duszami, pomiędzy Jezusem – Głową i Jego Ciałem mistycznym – Kościołem. Stąd wynika, że każde oddziaływanie
Głowy na Ciało (którym jest Kościół) dokonuje się koniecznie i jedynie za pośrednictwem Szyi. Św. Bernardyn ze Sieny mógł więc napisać, że „Ona jest Szyją naszej Głowy, poprzez którą wszystkie dary duchowe przekazywane są Ciału Mistycznemu”. Św. Ojciec Pio zwierzał się swojemu ojcu duchownemu, że czuje się „przyciśnięty i przywiązany do Syna przez tę Matkę”.
W tym kontekście łatwo zrozumieć moralną niezbędność nabożeństwa maryjnego dla zbawienia i uświęcenia. Skoro bowiem jest prawdą, że bez łaski Bożej niemożliwe staje się ani jedno, ani drugie, to jasnym jest, że nikt nie może osiągnąć tych celów inaczej, jak tylko przez Maryję – jedyną drogę, przez którą łaska może dotrzeć do duszy, by ją zbawić i uświęcić.
Potwierdził to także papież Paweł VI, pisząc, że Matka Boża „w dalszym ciągu pełni z nieba swe zadanie i poświęca się rozwojowi życia Bożego w poszczególnych duszach odkupionych”. Jest to, jak dodaje papież, prawda, która bardzo nas umacnia.
Ostatecznie można z pewnością powiedzieć, że Matka Boża jest drogą, którą Jezus przychodzi do nas i którą każdy człowiek ma iść do Jezusa. Św. Bonawentura stwierdza: „Jak przez Nią Bóg zstąpił do nas, tak też koniecznie przez Nią my do Boga wstąpimy”. Doktor Seraficki pisze o „konieczności”, a nie tylko „pożyteczności” czy „stosowności” nabożeństwa do Najświętszej Panny. Dlatego św. Alfons mawiał, że w kontekście zbawienia wiecznego brak czci dla Maryi jest „złym znakiem”. Natomiast św. Leonard z Porto Maurizio nauczał wprost: „Nie sposób zbawić się, nie czcząc Maryi”.
Łaska po łasce
Fakty potwierdzają tę, jakże pocieszającą prawdę, ukazując nieprzebrane bogactwo działań naszej Matki, zanoszącej Jezusa duszom i dusze Jezusowi, wypraszającej i udzielającej ludziom wszelkich łask – łask duchowych, doczesnych, materialnych, łask nawrócenia, uświęcenia, uzdrowienia…
Co takiego mówił św. Ojciec Pio, kiedy ktoś chciał mu podziękować za otrzymane dobro? „To Matka Boża wyświadczyła ci tę łaskę! Idź, podziękuj Matce Bożej”.
Św. Ludwik Grignion de Montfort twierdził, że łaski są własnością Najświętszej Panny, która nimi dysponuje, udzielając ich komu chce, jak chce i kiedy chce. Któż zdoła policzyć, ile razy Maryja, w sposób całkiem niezauważony, prowadziła dusze do Jezusa, uchylając drzwi łasce uświęcającej i oczyszczającej? Przytoczmy tylko kilka znanych przykładów.
Św. Kamil de Lellis w młodości żył rozpustnie. Jednak pewnego dnia, wracając z San Giovanni Rotondo, nagle, jak gdyby rażony piorunem, zobaczył w wewnętrznym olśnieniu nędzę swej duszy i tak się przestraszył, że upadł na kolana i zaczął szlochać. „O, ja nieszczęsny! Dlaczego wcześniej nie poznałem Pana? Dlaczego byłem tak głuchy na Jego wezwania?” Przez całe godziny pozostawał jakby nieobecny, pogrążony w oczyszczającym, bolesnym płaczu. Zrozumiawszy nieocenioną wartość tej żarliwej skruchy, chciał rozważyć ogrom otrzymanej. Kiedy przypomniał sobie, że tego dnia przypadało wspomnienie Oczyszczenia Najświętszej Maryi Panny, wykrzyknął: „Och! Dziś jest 2 lutego – święto Oczyszczenia Matki Bożej! Wiem teraz, kto wyprosił mi taką łaskę!”.
Św. Franciszek Salezy jako młody człowiek przeżywał wewnętrzną burzę, która wyniszczała go psychicznie i fizycznie. Pewnego dnia w kaplicy Matki Bożej zwrócił się – niemal w rozpaczy – do Matki Miłosierdzia słowami modlitwy św. Bernarda Memorare. Skutek tej modlitwy okazał się natychmiastowy: święty, nagle uwolniony od bolesnego doświadczenia, doznał niewypowiedzianego pokoju, którego odtąd nigdy nie utracił.
Błyskotliwy i elegancki młodzieniec ze Spoleto, Franciszek Possenti, zanim stał się św. Gabrielem od Matki Bożej Bolesnej, postępował wprawdzie nienagannie, ale był oporny wobec poruszeń łaski, która zdawała się kierować go ku wyższym celom. Któregoś dnia, podczas procesji z obrazem Matki Bożej, jego oczy napotkały spojrzenie Maryi, a on sam usłyszał wyraźnie słowa: „Franciszku, Franciszku, świat nie jest dla ciebie, na ciebie czeka życie zakonne”. Wtedy zdecydował bez zwłoki wstąpić do klasztoru i w ciągu kilku lat został świętym.
Najświętsza Panna jest Królową
Najświętsza Panna jest Królową
Święta Tereska mówiła o Matce Bożej: „Królowa mojego serca”. My także powinniśmy żywić cześć dla Najświętszej Panny, ponieważ jest Ona naszą Królową, a obowiązkiem poddanych jest kochać, czcić i wychwalać swoją Królową.
Maryja ma udział w Boskim majestacie swego Syna. Jako Matkę Najwyższego Króla, można nazwać Ją Królową Matką. Po Wniebowzięciu zasiada w chwale po prawicy Pana Jezusa: „Siedzi Królowa po Twojej prawicy, odziana w złotogłów” (Ps 45,10).
Rzeczywiście: Boskie Macierzyństwo i Niepokalane Poczęcie czynią z Maryi Królową Wszechświata, Władczynię Raju, Tę, która może powiedzieć do Boga: „Tyś Synem moim” (Ps 2,7), a do całego świata: „Pan mnie stworzył, swe arcydzieło, jako początek swej mocy, od dawna, od wieków jestem stworzona, od początku, nim ziemia powstała. Przed oceanem istnieć zaczęłam, przed źródłami pełnymi wody; zanim góry zostały założone, przed pagórkami zaczęłam istnieć” (Prz 8,22-25).
Niewiasta obleczona w słońce
Św. Brygida, bł. Katarzyna Emmerich, służebnica Boża Maria z Agredy starały się opisać, co poznały podczas ekstaz i cudownych wizji. Święci ojcowie i doktorzy Kościoła starali się jak najwznioślej odmalować splendor królewskiej godności Maryi, lecz – jak mówił św. Maksymilian M. Kolbe – „Bóg tak Ją wywyższył, że wszystko, co najbardziej miłujące Ją dusze ludzkie zdołają uczynić dla Niej aż do końca świata, nie dorówna należnej Jej chwale”.
Kiedyś św. Ojciec Pio przysłuchując się z innymi braćmi, jak grupka wiernych śpiewa pieśń o Matce Bożej, której refren brzmiał: „Piękna jesteś jak słońce, bielsza nad blask księżyca…” powiedział: „Gdyby Maryja była taka, jak mówią te słowa, nie chciałbym iść do nieba”. –To Matka Boża jest aż o tyle piękniejsza? – zapytał jeden z braci. Ojciec Pio odpowiedział zmienionym głosem: „Gdybyś wiedział…”
Sługa Boży Pius XII, papież, który uroczyście ogłosił święto Matki Bożej Królowej, pozostawił nieśmiertelne stronice poświęcone tej jakże podnoszącej na duchu prawdzie. To właśnie on zaleca z drżeniem serca: „Zachowujcie względem Niepokalanej najżywszą cześć! Nie obawiajcie się nigdy, że będziecie nadmiernie wysławiać Tę, która jaśnieje w wieczności jako Boże arcydzieło, najwspanialsze stworzenie, promienne odbicie Boskiej doskonałości”. Najchwalebniejsze przedstawienie Maryi – Królowej jest jednak dziełem samego Boga, zawartym na początku Pisma Świętego. Oto ponury mrok, uczyniony przez szatana wraz z upadkiem pierwszych rodziców, zostaje rozświetlony przez proroctwo o Niewieście, która pewnego dnia razem z Synem zatriumfuje nad piekielnym wężem, miażdżąc mu głowę (Rdz 3,15). Oto Królowa zwyciężająca grzech. Królowa miłości i chwały, którą prorok ujrzy, kiedy „zbliża się jaśniejąca jak słońce, piękna jak księżyc, groźna jak zbrojne zastępy nacierające w polu” (Pnp 6,10), a św. Jan Ewangelista zobaczy, pojawiającą się na niebie na końcu czasów „obleczoną w słońce, i księżyc pod jej stopami, a na jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu” (Ap 12,1).
Jej chwała jest naszą radością
Będąc Królową, Maryja otoczona zostaje niezmierną chwałą. Jest to jednak chwała zdobyta – również niezmierzoną – pokorą. „Bóg wywyższa pokornych” (Łk 1,52). Św. Bonawentura twierdzi, że Bóg tak bardzo wywyższył Maryję przez wzgląd na Jej pokorę, że teraz na dźwięk Jej królewskiego Imienia, tak samo jak na dźwięk Imienia Jezus, muszą zginać się kolana istot niebieskich, ziemskich i piekielnych (Flp 2,10). Podobnie mówił także św. Augustyn oraz powtarzający za nim św. Bernard, św. Ludwik Maria Grignion de Montfort, a przede wszystkim św. Alfons Liguori.
Królewska godność Maryi stanowi także naszą radość. Wspaniale jest mieć Matkę wyniesioną na szczyty Niebios, Matkę – Królową Nieba! Jak dziecko mogłoby nie radować się na widok chwały swojej mamy? Które dziecko nie chciałoby oglądać wywyższenia swojej mamy?
W ostatnim liściku przed śmiercią św. Tereska zapisała zachwycającą, całkowicie maryjną myśl: „O Maryjo, gdybym to ja była Królową Nieba, a Ty Teresą, to chciałabym być Teresą, abyś Ty, Pani, była Królową Nieba!”
Biada więc tym wszystkim, którzy nie kochają Maryi jak Królowej, a nawet usiłują obalić Jej królewską godność, uważając Ją za zwykłą kobietę!
Jakież są z nich dzieci? Okazują miłość na opak, zamiast wywyższać swoją Matkę, próbują Ją poniżyć – jak gdyby Jej honor był dla nich hańbą.
Św. Ojciec Pio dowiedział się kiedyś od samych demonów, że kiedy chcą oszukać duszę, przybierając wygląd Najświętszej Panny, kosztuje je to więcej cierpień, niż gdyby miały przybrać postać samego Pana Jezusa. Kiedy św. Alfons Liguori napisał swoje cudowne Wysławianie Maryi, zadedykował je Panu Jezusowi. Dlaczego? Uznał bowiem, że „najlepiej polecić to dziełko Tobie, Panie, któremu najbardziej zależy na chwale Maryi. Tobie je więc dedykuję i powierzam”.
Nigdy też nie zapominajmy bardzo krzepiącej prawdy, objawionej przez Ducha Świętego: „Kto szanuje matkę, jakby skarby gromadził” (Syr 3,4). Jeżeli słowa te odnoszą się do tych, którzy szanują swe matki ziemskie, to o ileż bardziej do czcicieli Matki Niebieskiej?
Godność macierzyńska i królewska są zresztą w Maryi nierozłączne. Jest Ona Królową, ponieważ jest Matką Boga, a nie mogłaby być Matką Boga, nie będąc Królową.
Bardziej jeszcze poruszające staje się to, że Niebieska Królowa jest najsłodszą i najbardziej ludzką mamą, przewyższającą jakąkolwiek matkę na świecie. Królowa, która okazuje się pełną czułości mamą dla swoich dzieci zasługuje na podziw jeszcze bardziej, niż gdyby była tylko matką. Królewska godność rozświetla Jej macierzyństwo, a macierzyństwo przepaja miłością Jej królewskość.
Liturgia Kościoła zwraca się do Maryi słowami: „Witaj, Królowo Niebios!” (Ave Regina Caelorum). Tak też powinniśmy śpiewać i my, pragnąc w duchu, aby nasza Królowa Matka była „chwałą i czcią ukoronowana”, tak jak Chrystus, Król Wszechświata (Hbr 2,9).
Z Nią do nieba
Trzeba wreszcie zauważyć, że królewska godność Maryi żąda od nas, dzieci i poddanych, oddawania Jej czci także dla naszego własnego zbawienia. Św. Tomasz z Akwinu nauczał wprost, że „Matka Boża otrzymała majestat królewski, aby być Królową Miłosierdzia tam, gdzie Syn jest Królem Sprawiedliwości”. Kto z nas nie potrzebuje miłosierdzia?
Tylko ten, kto znajdzie się pod płaszczem Królowej, będzie miał udział w Jej zwycięstwie nad piekielnym wężem („zmiażdży ci głowę” – Rdz 3,15). Uchylanie się od miłości Królowej jest zatem niewdzięcznością i szaleństwem. Św. Maksymilian M. Kolbe miał prawo twierdzić, że „Niepokalana musi stać się, i to jak najprędzej, Królową wszystkich ludzi, wszystkich razem i każdego z osobna. Kto się temu przeciwstawia, kto nie uwierzy w Jej miłość, zginie; kto zaś uzna Królową i jako Jej rycerz wyruszy na podbój świata dla Niej, ten przeżyje, rozkwitnie i zawsze będzie obfitował”.
Bądźmy tego pewni. Zwycięska Królowa w najmniejszym stopniu nie obawia się piekła. Św. Weronika Giuliani bywała często atakowana przez demona, także fizycznie. Jeśli jednak wzywała Madonnę, napastnik uciekał z krzykiem: „Nie wołaj mojej nieprzyjaciółki!” Podczas jednego z objawień w Lourdes św. Bernadetta przeraziła się na widok zgrai demonów, wrzeszczących tuż obok niej. Wystarczyło jednak jedno surowe spojrzenie Niepokalanej Królowej i wszystkie gwałtownie rzuciły się do ucieczki. W obliczu Niepokalanej, Królowej Nieba i ziemi, diabły są tylko chmarą much, a szatan prawdziwym Belzebubem, co oznacza właśnie władcę much.
Uciekać się do Niej
Bł. Edwarda Poppe poproszono raz, aby towarzyszył ciężko choremu parafianinowi. Uprzedzony,że chodzi o osobę niewierzącą, powiedział niezrażony: „To nic, wyślemy go do nieba”. Kiedy wchodził do pokoju chorego, zauważył figurkę Niepokalanej. Natychmiast zapalił przed nią świecę i zaczął modlić się na głos do Matki Bożej, aby wyrwała tę duszę ze szponów szatana. Wyszedł bez słowa. Następnego dnia wrócił i od progu usłyszał pytanie chorego: „Wielebny księże, nie potrzebuje ksiądz zapałki?” Serce proboszcza zadrżało z radości, przyjął zapałkę, zapalił świeczkę i podjął modlitwę. Jakiś czas potem niewierzący poprosił, aby usiadł bliżej i powiedział: „Księże proboszczu, proszę mnie wyspowiadać. Matka Boża i ksiądz jesteście silniejsi od diabła...”
Jeszcze jeden znaczący epizod. Gorliwy czciciel Najświętszej Panny i założyciel maryjnego zgromadzenia zakonnego, bł. Chaminade, w ostatnich latach życia oślepł i nie mógł czytać brewiarza. Codziennie kazał się jednak prowadzić w głąb lipowej alei w klasztornym ogrodzie, pod figurę Niepokalanej. Dotarłszy tam, odszukiwał dłońmi węża pod stopami Matki Bożej i ściskając go, powtarzał wiele razy: „Zmiażdżyła ci głowę. Zawsze będzie ci ją miażdżyć!”
Rzeczywiście Maryja jest Królową „groźną jak zbrojne zastępy” (Pnp 6,10). Św. Maksymilian M. Kolbe zapisał: „Wąż podnosi głowę na całym świecie, ale Niepokalana miażdży ją w głośnych zwycięstwach”.
To prawda, że dziś wąż podnosi głowę na całym świecie. Wystarczy pomyśleć o morderczym prawie legalizującym aborcję, o prawie, które rozbija rodzinę przez rozwody, o zezwierzęceniu ludzi utrzymujących przedmałżeńskie stosunki seksualne, o parach mieszkających ze sobą bez ślubu, o antykoncepcji, homoseksualizmie, pornografii, nudyzmie. Wystarczy pomyśleć o skandalu wojen albo umierających z głodu ludach trzeciego świata, wykorzystywanych i spychanych na margines przez światowe potęgi. Oto zwycięstwa szatana, oto jego ewangelia. Oby Najświętsza Panna ocaliła nas od tego „panowania ciemności” (Łk 22,53)! Do nas wszak skierowana jest najbardziej pocieszająca obietnica Matki Bożej z Fatimy: „Ostatecznie moje Niepokalane Serce zatriumfuje”.
Wzajemność i ufność
Konieczna jest jednak nasza wzajemność; nasza ufność w potęgę niebieskiej Matki i Królowej, kochającej nas Swym Sercem Niepokalanym i strzegącej nas mocą łaski Bożej, której jest zawsze pełna (Łk 1,28).
Jej królewskie i matczyne miłosierdzie zawsze gotowe jest ratować tego, kto się do Niej ucieka, kto Jej ufa i Jej się zawierza nawet w najbardziej dramatycznym położeniu. Jak mawiał św. Maksymilian: „Nawet jeżeli jedną nogą jesteś już w piekle, a uciekniesz się do Niepokalanej i Jej zawierzysz, to Ona – wszechmocna Królowa – wyrwie cię z piekła i ocali”.
W tym miejscu przyjrzyjmy się pouczającemu przykładowi św. Franciszka Salezego, który jako student uniwersytetu w Padwie, przeżywał straszliwe próby wewnętrzne. Pobożny młodzieniec czuł się nimi tak osaczony, że niemal popadał w rozpacz. Męczył się również fizycznie sądząc, że jest potępiony przez Boga i skazany na piekło. Pewnego dnia wszedł do kościoła i zbliżył się do ołtarza Matki Bożej, by rzucić się Jej do stóp. Dotykając czołem ziemi, prosił Ją, aby mógł przynajmniej kochać Pana Boga, dopóki żyje na świecie – skoro ma być potępiony na wieki. Ze łzami, rwącym się głosem, zaczął odmawiać modlitwę św. Bernarda: „Pomnij, o Najświętsza Panno Maryjo, że nigdy nie słyszano, abyś opuściła tego, kto się do Ciebie ucieka…” I oto ledwie skończył się modlić, wewnętrzna udręka ustąpiła w jednej chwili, spokój powrócił do jego duszy, a serce napełniło się ufnością. Matka i Królowa zadziałała i nieprzyjaciel natychmiast odstąpił. Maryja zawsze otacza matczynym miłosierdziem swoje najbardziej potrzebujące dzieci. Już jeden z wielkich Ojców Kościoła, św. Jan Chryzostom, mówił, że „niezmierzone miłosierdzie Maryi niesie ratunek wielkiej liczbie nieszczęśników, którzy według praw Bożej sprawiedliwości byliby potępieni”.
Tak, Maryjo, Matko Boża, Panno Czysta, najwyższa Chwało Boga – chcemy iść za Tobą, naszą Królową miłości, możną, niebiańską, miłującą i wspaniałą! Witaj, Królowo, Matko Miłosierdzia!
Najświętsza Panna jest Matką
Najświętsza Panna jest Matką
Matka Boża zasługuje byśmy Ją czcili, ponieważ jest naszą Matką. Kiedy św. Jan Bosko zapytał wiernych podczas głoszonej nauki, kim jest Maryja, otrzymał różne odpowiedzi: Maryja jest Matką Boga, Królową Nieba, Niepokalaną… Święty oczekiwał jednak nade wszystko odpowiedzi, której w końcu udzielił sam: „Maryja jest naszą Mamą”.
Tak, Matka Boża, Królowa Niebios, Niepokalana, Wniebowzięta jest naszą Matką. Najświętsza Panna jest Matką Mistycznego Ciała, jest Matką Pana Jezusa i Matką nas – Jego braci. Papież Paweł VI powiedział: „Maryja jest Matką Chrystusa i dlatego jest Matką Bożą i naszą Matką”.
„Oto Matka twoja”

Pierwszym fundamentem nabożeństwa do Najświętszej Panny jest Jej macierzyństwo i nasze dziecięctwo. Dla każdego z nas znaczące są boskie słowa Pana Jezusa skierowane do Matki Najświętszej: „Oto syn Twój” oraz do ucznia Jana: „Oto Matka twoja” (J 19,27).
Na myśl o tej rzeczywistości powinna przepełnić nas miłość i czułość. Macierzyństwo Maryi w stosunku do Pana Jezusa rozciąga się na każdego z nas. Ona duchowo przyjmuje nas wszystkich jako własne dzieci do swego łona, do swego serca, w swoje ramiona. Dzięki Ci, Boże Ojcze, Synu Boży, Duchu Święty!
Miał rację św. Ojciec Pio, który zapytany o Najświętszą Pannę, odparł z nieukrywanym wzruszeniem: „Najświętsza Panna jest naszą Mamą!” Czy może być dla nas prawda piękniejsza od tej?
Miał rację także św. Maksymilian M. Kolbe, który pewnego razu na ulicy w Rzymie usłyszał, człowieka znieważającego Matkę Bożą. Święty natychmiast oddalił się od swoich współbraci i ze łzami w oczach podszedł do niego, pytając: „Czyżbyś przeklinał swoją matkę?”. Ten, zaskoczony przez młodego zakonnika, przeprosił i obiecał, że więcej się to nie powtórzy.
Powinniśmy naprawdę odczuwać wielką radość, wiedząc i czując, że Najświętsza Panna jest naszą Matką – i tak Ją nazywać.
Pomyślmy o serdecznym zapale, z jakim św. Gemma Galgani wołała do Maryi: „Mamo!” Wydawało się, że nigdy nie miała dość zwracania się do Najświętszej Panny w ten sposób. Pewnego razu, będąc w ekstazie nazwała Maryję „mamą” trzydzieści razy. Innym razem zwróciła się do Niej tymi słowami: Mamusiu moja! Jak bardzo raduje mnie nazywanie Cię Mamą! Moje serce – Ty wiesz to! – drży we mnie jak wtedy, kiedy wspominam Jezusa!
Przy naszej kołysce
Kiedy Maryja staje się naszą Matką, a my Jej dziećmi? Na Chrzcie świętym.
Poprzez łaskę chrztu zostajemy odrodzeni „z wody i Ducha Świętego” (J 3,5) a także stajemy się dziećmi Boga i Maryi, braćmi Pana Jezusa.
Słusznie powiadał św. Leon Wielki, że każda chrzcielnica to dziewicze łono Maryi! Dlatego można powiedzieć, że każdy chrześcijanin rodzi się na Chrzcie świętym wraz z nabożeństwem do Matki Bożej. Rodzi się bowiem jako Jej dziecko, a naturalna dla dziecka jest instynktowna miłość względem matki. Przy kołysce każdego ochrzczonego dziecka, razem z rodzoną matką, obecna jest Matka nadprzyrodzona. Maryja jest matką w większym stopniu, ponieważ daje nam życie duchowe, podczas gdy matka biologiczna – jedynie życie cielesne. Najświętsza Panna jest więc o tyle bardziej naszą Matką, o ile porządek duchowy przewyższa porządek naturalny. Mieli rację święci, jak św. Józef z Kupertynu, dla których Maryja była Matką życia duchowego, a matka ziemska jedynie „karmicielką”. Matka św. Kajetana poświęciła swego syna Matce Bożej już jako niemowlę, a siebie samą uważała tylko za „karmicielkę” dziecka, które nazywała „Kajetanem Maryi”.
Bez wątpienia piękny i zbawienny jest zwyczaj ofiarowywania dzieci Najświętszej Pannie, która jest prawdziwą Matką nas wszystkich. Niektóre chrześcijańskie matki w świętym natchnieniu poświęcały swoje dzieci Maryi jeszcze przed ich narodzeniem. Tak postąpiły matki św. Antoniego z Padwy i św. Piotra M. Chanel.
Bł. Stefan Bellesini, wieloletni proboszcz sanktuarium maryjnego w Genazzano, wprowadził tam pobożny zwyczaj zanoszenia nowo ochrzczonych dzieci do ołtarza Matki Bożej, aby je poświęcić Niebieskiej Matce. Natomiast św. Proboszcz z Ars zachęcał wszystkich rodziców do codziennego zawierzania swoich dzieci Maryi, tak jak robiła to matka św. Gerarda. Oby rodzice pamiętali o tych przykładach i chcieli je naśladować!
Kocha nas bezwzględnie
Tylko wiara, oświetlając nasze więzi z Maryją w ich najgłębszym i najsłodszym wymiarze, odsłania przed nami tę rzeczywistość. Jak dziecko łączą z matką więzy krwi, tak i my jesteśmy w niewidzialny sposób związani z Matką Bożą. Łączą nas z Nią jednak nie więzy „ciała i krwi” (J 1,13), ale więź duchowa, o wiele wznioślejsza i silniejsza. Nie da się porównać miłości, którą żywi względem nas nasza Niebieska Matka, z miłością jakiejkolwiek matki ziemskiej. Bardzo trafnie mówił św. Proboszcz z Ars: „Serce Maryi jest dla nas tak czułe, że serca wszystkich matek razem wzięte wydają się w porównaniu z nim kawałkiem lodu… Najświętsza Dziewica jest tak dobra, że odnosi się do nas zawsze z miłością i nigdy nas nie karze. Syn posiada Swą sprawiedliwość, podczas gdy Matka – tylko miłość”.
Św. Alfonsowi Rodriguezowi zdarzyło się raz podczas modlitwy do Madonny wypowiedzieć te gorące słowa: „O jakże Cię kocham, Pani Anielska i Matko mojego Boga! Jak wielka jest moja miłość do Ciebie! Większa, niż Twoja do mnie!” Wówczas ukazała mu się Matka Boża, przepiękna i łagodna, i z miłością odrzekła: „Nie, Alfonsie, nie aż tak. Oszukujesz sam siebie – ja cię kocham bez porównania bardziej”. Ten sam święty, jako starzec wspinał się kiedyś na górę, aby pomodlić się w kaplicy Matki Bożej, gdy nagle poczuł, jak czyjaś delikatna dłoń ociera mu pot z czoła. Tak wielka jest matczyna czułość Maryi!
Zastanówmy się, z jaką miłością Matka Boża troszczy się nawet o proste sprawy, jak na przykład codzienne zajęcia domowe. Pewnego razu św. Katarzyna ze Sieny spostrzegła, że Matka Boża pomaga jej wyrabiać ciasto na chleb. Św. Zyta, kiedy zgubiła się w nocy, zobaczyła Najświętszą Pannę, która odprowadziła ją do samego domu. Św. Weronika Giuliani doświadczała pomocy Maryi podczas prania – święta prała znacznie szybciej niż pozostałe siostry i one rozumiały, że pomaga jej Matka Boża, bo za każdym razem Weronika mówiła, jakby zaskoczona: „O Pani moja! Czy chcesz wszystko zrobić sama? Nie chcesz, żebym ja cokolwiek zrobiła?”
Nie przesadzał więc bł. Guntard Ferrini, kończący każdy swój list prośbą do adresata, by wspominał o nim „naszej drogiej i kochającej Mamie”. Nie było też przesady w nadawaniu Maryi przez świętych różnych pełnych miłości tytułów i najczulszych imion.
Św. Ojciec Pio w jednym z listów do swojego ojca duchowego nazywa Matkę Bożą „tyranką”, ponieważ wlewa Ona do naszych serc tyle łask, że staje się to „nie do wytrzymania”, doprowadzając „do szaleństwa”. Słodka to tyrania i błogosławione szaleństwo! Doprawdy, można o miłości Matki Bożej powiedzieć to samo, co św. Paweł mówił o miłości Jezusa: miłość ta „przewyższa wszelką wiedzę” (Ef 3,19).
Wieczny niedosyt miłości do Niej
Maryja jest arcydziełem miłości Bożej, wszelkiej miłości, jaką Bóg napełnił stworzenia: miłości macierzyńskiej, dziecięcej, małżeńskiej, dziewiczej. Św. Maksymilian M. Kolbe mówi nawet, że Niepokalana jest nieomal wcieleniem Ducha Świętego – Miłości. Jest Ona Niepokalanym Poczęciem stworzonym, podczas gdy Duch Święty jest Niepokalanym Poczęciem niestworzonym.
Odwzajemnijmy więc Jej miłość z całym zapałem – chociaż i tak nigdy nie będziemy kochać Jej tak, jak należałoby. Pewnego razu jedna z duchowych córek powiedziała do św. Ojca Pio: „Szczęśliwy Ojciec, że tak bardzo kocha Matkę Bożą!” Ojciec Pio odrzekł: „Chciałbym kochać Ją tak jak na to zasługuje, ale pamiętaj, że wszyscy święci i aniołowie razem nie są w stanie kochać i wychwalać Matki Bożej tak bardzo!”
Nigdy nie powinniśmy czuć się nasyceni miłością do Matki Bożej. „Którzy mnie spożywają, dalej łaknąć będą, a którzy mnie piją, nadal będą pragnąć” (Syr 24,21) – mówi Liturgia o Najświętszej Maryi Pannie. Tak też kochali Ją święci – aż do tego stopnia, że nie potrafili powstrzymać pragnienia, by umrzeć i jak najprędzej znaleźć się blisko Niej. Mówili o tym św. Stanisław Kostka, św. Antoni M. Claret czy św. Bernadetta Soubirous.
Do św. Maksymiliana kilku braci wysłało raz życzenia, aby mógł pofrunąć do nieba, prosto do Niepokalanej. Święty odpowiedział: „Dziękuję zwłaszcza tym, którzy nie życzyli mi długiego życia, ale prędkiej śmierci i spotkania z Niepokalaną”.
Żarliwy apostoł, jakim był św. Leonard z Porto Maurizio, głosił z ambony pragnienie, aby prędko umrzeć i połączyć się z Błogosławioną Dziewicą w niebie. Pewnego dnia podczas kazania powiedział: „Pragnę umrzeć, aby być tam, gdzie Maryja. Wy zaś zmówcie za mnie Zdrowaś… Wyproście mi łaskę, abym umarł teraz, na tej ambonie… Chcę spotkać Maryję”. Jest to takie samo pragnienie, jakie żywo płonęło w sercu św. Pawła pragnącego „odejść, a być z Chrystusem” (Flp 1,23). Kto kocha, ten rozumuje inaczej niż ktoś, kto nie kocha.
Na łożu śmierci
Skoro Maryja była obecna przy naszej kołysce w chwili Chrztu świętego, powinniśmy również pragnąć Jej obecności w godzinę śmierci. O to prosimy przecież w każdym Pozdrowieniu Anielskim: „módl się za nami grzesznymi teraz i w godzinę śmierci naszej”… To właśnie na łożu śmierci rozgrywa się ostatnia, decydująca o wieczności walka. Jeżeli Matka Boża będzie przy nas podczas tej walki, możemy być spokojni, że jak zawsze „zmiażdży głowę” węża piekielnego (Rdz 3,15). Dlatego święci żywili nadzieję, że Maryja będzie z nimi w chwili konania i modlili się o to.
Przytoczmy wzruszające słowa św. Alfonsa Liguori z jego Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny: „O Matko moja, proszę Cię przez Twoją miłość ku Bogu, przybywaj mi na pomoc zawsze, a szczególnie w ostatnim momencie mojego życia. Błagam Cię, nie opuszczaj mnie tak długo, aż ujrzysz mnie zbawionego w niebie, gdzie będę Cię chwalił i na wieki wyśpiewywał Twoje miłosierdzie. Amen. Tak ufam, niech się tak stanie!”
Św. Bonawentura napisał, że „pobożne wzywanie Maryi Panny jest znakiem zbawienia”. Ostatnia modlitwa do Matki Bożej towarzyszyła przejściu do życia wiecznego wielu świętych. Nie możemy zresztą zapominać, że sam Pan Jezus wśród ostatnich słów wypowiedzianych z Krzyża przed skonaniem, wymówił słowo: „Matka”. To, co ludzkie w Synu uchwyciło się po raz ostatni umiłowanej Matki. Przypomnijmy niektóre przykłady świętych.
Św. Franciszek z Asyżu umarł w Kościółku Matki Bożej Anielskiej, u stóp Królowej Nieba.
Św. Antoni Padewski umarł śpiewając hymn maryjny: O chwalebna Pani! Wyniesiona ponad gwiazdy…
Św. Kamil de Lellis prosił na łożu śmierci o wizerunek Ukrzyżowanego z Najświętszą Panną stojącą pod Krzyżem. Z żarliwością modlił się do Matki Bożej Bolesnej, aby wstawiła się za nim!
Św. Józef Benedykt Labre zmarł po długiej, ostatniej modlitwie przed Madonną dei Monti w Rzymie.
Św. Jan Józef od Krzyża wypowiedział ostatnie słowa, zwracając się w agonii do brata: „Polecam ci Matkę Bożą!” Natomiast bł. Anna M. Taigi umarła, polecając swojej rodzinie nabożeństwo maryjne i codzienne odmawianie różańca.
Św. Bernadetta umarła, modląc się w ostatniej chwili słowami: „Święta Maryjo, módl się za mną, biedną grzesznicą!”
Kiedy umierał św. Gabriel od Matki Bożej Bolesnej był bardzo niespokojny. Sądzono, że chce zmienić pozycję, jednak okazało się, że nie. Wyszeptał: „Chcę obrazek Matki Bożej”. Miał go wcześniej przy sobie, ale zgubił w pościeli. Gdy podano mu, spojrzał nań z gorącą miłością i powiedział: „Mamusiu, pośpiesz się”.
Św. Wincenta Gerosa konając, powiedziała: „Maryja!” Św. Augustyna Pietrantoni i św. Maria Bertylla Boscardin umarły z wezwaniem na ustach: „Madonno moja, pomóż mi!”
Św. Gemma Galgani kilka dni przed śmiercią napisała list do Matki Bożej. W pewnym jego fragmencie zwróciła się do Pana Jezusa słowami: „Weź, o Jezu, moją biedną duszę, powierz ją swojej Mamie, a nie będę się bała nawet piekła”. Kiedy oddawała ducha, powiedziała jeszcze do Maryi: „Mamusiu moja, Tobie powierzam swoją duszę. Powiedz Jezusowi, aby miał dla mnie miłosierdzie”.
Św. Ojciec Pio umierał, powtarzając do samego końca dwa najświętsze Imiona: „Jezus, Maryja”.
Niektórzy święci otrzymali łaskę śmierci w dniu szczególnie poświęconym Matce Bożej. Św. Rita z Cascii umarła w sobotę, w maju. Św. Jan od Krzyża także zmarł w sobotę. Święty Jacek i św. Stanisław Kostka umarli w dzień uroczystości Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Św. Maria Magdalena z Canossy zmarła w święto Matki Bożej Bolesnej. Bł. Stefan Bellesini wyprosił sobie łaskę umierania w przytomności umysłu podczas modlitwy różańcowej, a zmarł 2 lutego, w święto oczyszczenia Maryi. Św. Gemma Galgani umarła w Wielką Sobotę. Św. Maksymilian M. Kolbe skonał 14 sierpnia w porze pierwszych nieszporów uroczystości Wniebowzięcia.
Wielu świętym na łożu śmierci Bóg udzielił łaski oglądania w ekstazie Matki Bożej – dostąpili tej łaski św. Jan Boży, bł. Angelico, św. Gerard i św. Paweł od Krzyża. Św. Antonin mógł powiedzieć uszczęśliwiony w dniu swojej śmierci: „Dziś zobaczę moją Matkę!” W godzinie śmierci Maryja powiedziała do św. Jana Bożego pocieszające dla nas wszystkich słowa: „Oto godzina, w której nigdy nie odstępuję Moich wiernych sług”.
Najbardziej pocieszające
Nie potrzeba dodawać, że niemal każdy z nich trzymał w ręku różaniec, ten widomy znak więzi łączącej ich z Najświętszą Panną, jak gdyby dając Jej prowadzić się za rękę na tamten świat.
Błogosławiona śmierć tego, kto wzywa Maryję! W tym najważniejszym momencie modlitwa do Niej przynosi niebiańską pociechę bliskości Matki Miłosierdzia. Pamiętanie o miłości do Najświętszej Panny rodzi synowską ufność w wieczne zbawienie. Św. Magdalena Zofia Barat wdzięcznie opisuje „śmierć kogoś prawdziwie oddanego Maryi” jako „skok dziecka w ramiona matki”.
Św. Dominik Savio ukazał się po swojej śmierci cały promieniejący św. Janowi Bosko. Ucieszony św. Jan spytał go:
- Co było dla ciebie największym wsparciem w chwili śmierci?
- Niech ksiądz zgadnie!
- Może świadomość, żeś dobrze ustrzegł kwiatu czystości?
- Nie.
- Może więc myśl o odbytej za życia pokucie?
- Też nie.
- W takim razie, może sumienie nieobciążone żadnym grzechem?
- Pomogło mi ono – jednak najbardziej pocieszała mnie w godzinie śmierci myśl, że byłem oddany Matce Bożej! Powiedz to swoim chłopcom i z naciskiem polecaj im nabożeństwo do Najświętszej Panny.
Jest to zalecenie także dla nas.
Rozważania majowe
Ave Maria!
Wielki „Szaleniec Niepokalanej”, św. Maksymilian Maria Kolbe, mawiał z entuzjazmem: „Moje drogie dzieci, jeśli pragniecie żyć i umrzeć szczęśliwi, starajcie się usilnie pogłębić synowską miłość do naszej Niebieskiej Mamusi”.
Oto więc cel miesiąca maja i tych rozważań: rzucić odrobinę światła na piękno i wartość oddania się pod opiekę Maryi, rozniecić trochę ognia miłości do naszej słodkiej Matki, wzbudzić nieco zapału do naśladowania życia i cnót Przenajświętszej. A wszystko to według nauki i przykładu naszych drogich nauczycieli – świętych.
4 maja: Najświętsza Panna jest Matką
5 maja: Najświętsza Panna jest Niepokalaną
6 maja: Najświętsza Panna jest Królową
7 maja: Najświętsza Panna jest Pośredniczką Łask
8 maja: Pośredniczka łask cz. 2
9 maja: Najświętsza Panna jest Bramą Nieba
10 maja: Czcić Najświętszą Maryję Pannę cz.1
11 maja: Czcić Najświętszą Maryję Pannę cz. 2
12 maja Kochać Najświętszą Maryję Pannę cz.1
13 maja: Kochać Najświętszą Maryję Pannę cz. 2
14 maja: Kochać Najświętszą Maryję Pannę cz. 3
15 maja: Kochać Najświętszą Maryję Pannę cz. 4
16 maja: Kochać Najświętszą Maryję Pannę cz. 5
17 maja: Działać, by Maryja była znana
18 maja: Pracować wszelkimi sposobami dla Niej
19 maja: Naśladować Najświętszą Pannę cz.1
20 maja: Naśladować Najświętszą Pannę cz. 2
21 maja: Naśladować Najświętszą Pannę cz. 3
22 maja: Naśladować Najświętszą Pannę cz. 4
23 maja: Praktyki Pobożności Maryjnej - o poświęceniu się Maryi
24 maja: Różaniec święty
25 maja: Pięć i piętnaście sobót
26 maja: Trzy Zdrowaś Maryjo
27 maja: Anioł Pański
28 maja: Cudowny medalik
29 maja: Szkaplerz karmelitański
30 maja: Szczególny czas dla Maryi
31 maja: Podsumowanie
Podkategorie
Apoftegmaty ks. Bartosza
Czy możemy pomóc duszom czyśćcowym dostać się do nieba?
Oto nauczanie Kościoła w tej kwestii: Możemy pomagać, a także uwalniać zmarłych od cierpień czyśćcowych, „ofiarując za nich modlitwy za zmarłych, w szczególności Ofiarę Eucharystyczną, lecz także jałmużnę, odpusty i dzieła pokutne” [Kompendium KKK 211].
Dzięki obcowaniu świętych, członkowie Kościoła triumfującego w niebie, Kościoła cierpiącego w czyśćcu oraz Kościoła walczącego na ziemi mogą pomagać sobie wzajemnie w miłości Chrystusa, Głowy Ciała Mistycznego.
Jakkolwiek znajdują się oni w różnych warunkach i stanach życia, członkowie potrójnego Kościoła stanowią istotnie jedno Ciało Mistyczne, którego Głową jest Pan Jezus, obecny i działający zawsze w miłości tych, którzy pomagają innym. Oto zachwycająca solidarność łaski łącząca trzy części Kościoła, poprzez wzajemną pomoc, w jedności miłości z Głową Kościoła, Jezusem Chrystusem.

