Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

 

Jest takie przysłowie, że człowiek głupi nie przebacza i nie zapomina, człowiek naiwny przebacza i zapomina, a człowiek mądry przebacza ale nie zapomina. Tym bardziej, że niektóre urazy, niektóre krzywdy rzeczywiście trudno jest zapomnieć.

Człowiek chyba nie potrafi tak po prostu puścić w niepamięć, zwłaszcza wielkich krzywd. Jeśli tak potrafi, to jest łaska Pana Boga. I myślę, że gdy Pan Jezus mówi, że mamy przebaczać nie siedem razy, ale aż siedemdziesiąt siedem razy, czyli tak naprawdę za każdym razem, gdy zostaniemy skrzywdzeni, to nie ma na myśli tylko kolejnych krzywd doznawanych od drugiego człowieka. Również mówi o tym, że za każdy razem, gdy przypomnimy sobie doznaną krzywdę, mimo iż już raz była wybaczona, musimy ponowić akt przebaczenia - za każdym razem, gdy znowu nam się będzie próbowało serce burzyć wobec tej krzywdy, której doznaliśmy.

Przebaczenie jest rzeczą wielką i ważną; przebaczając doznane krzywdy, [ogólnie] w przebaczaniu naśladujemy samego Boga. 

Amen.

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

 

Czas Wielkiego Postu to czas, kiedy mamy wpatrywać się zwłaszcza w swoje uchybienia. To jest czas, kiedy te uchybienia mamy naprawiać, kiedy mamy rozmyślać po pierwsze nad własną nędzą, a jednocześnie nad wielką łaskawością i świętością Pana Boga. Ostatnio znalazłem takie zdanie u Sługi Bożego abp Fultona Sheena, który świetnie pasuje do Wielkiego Postu. Mianowicie Fulton Sheen napisał tak:

„Jeżeli nie oddajesz czci Panu Bogu to będziesz oddawał cześć czemukolwiek innemu. W dziewięciu przypadkach na dziesięć będziesz to Ty sam… Masz obowiązek oddawać cześć Bogu, nie dlatego że bez Twojej czci Pan Bóg będzie niedoskonały czy nieszczęśliwy. Ale masz oddawać cześć Panu Bogu, ponieważ bez tej czci, to Ty będziesz niedoskonały i nieszczęśliwy”. Amen.

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

 

Zgodnie z bardzo starą tradycją na początku Wielkiego Postu Kościół nakłada na nasze głowy popiół. Symbol popiołu ma co najmniej potrójne znaczenie. Po pierwsze, posypanie głowy popiołem oznacza uznanie siebie za grzesznika. Pamiętamy ze Starego Testamentu Proroka Jonasza, który szedł przez Niniwę, wołał o nawrócenie, rzeczywiście mieszkańcy Niniwy posypali swoje głowy popiołem, podjęli post i w parze z tymi zewnętrznymi znakami oczywiście szło nawrócenie. Pan odwrócił swoja karę, zatrzymał karzącą rękę i oszczędził Niniwę przed zniszczeniem. Uznanie siebie za grzesznika, które nie może być po prostu przyklepaniem tego stanu. Niestety jest taka czasami tendencja wśród wierzących, że Jestem grzesznikiem - takiego mnie Panie Boże stworzyłeś, takiego mnie masz”. Nie…

Uznanie siebie za grzesznika ma pociągać za sobą potężne postanowienie i potężną pracę formacyjną. Pracę polegającą na odwróceniu się od grzechu, a współpracę z łaską uświęcającą. Nigdy uznanie siebie za grzesznika nie może być zabetonowaniem moich sytuacji grzechu, ale musi być początkiem nawrócenia.

Dwa kolejne znaczenia popiołu zawarte są w tym krótkim zdaniu, które wypowiada kapłan, posypując głowę popiołem. Mianowicie: “Pamiętaj człowiecze, że prochem jesteś i w proch się obrócisz”. To jedno zdanie jakby ujmuje w klamrę całe nasze ludzkie istnienie, bo pokazuje i nasz początek, skąd jesteśmy, skąd pochodzimy i dokąd zmierzamy.

Skąd pochodzimy? Z prochu jesteśmy. Przypominamy sobie Księgę Rodzaju i drugi opis stworzenia człowieka. I tam czytamy, że Pan Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia. Nie wzięliśmy się znikąd. Nie jesteśmy odwieczni. Odwieczny jest tylko Bóg. Człowiek jest wynikiem mądrego zamysłu Bożego i nie tylko zamysłu, ale też wykonania Bożego. Pan Bóg włożył pracę w to, żeby nas ulepić. Jesteśmy od Boga zależni. Uznanie siebie za zależnego od Boga we wszystkim, włącznie z naszym istnieniem, zaczynając od naszego istnienia.

I to jest niesamowite, że Bóg nie tylko nas stworzył - tchnął w nas tchnienie życia, ale nieustannie każdego dnia, każdej sekundy naszego życia to tchnienie życia podtrzymuje. To znaczy: Bóg utrzymuje nas przy życiu również wtedy, gdy grzeszymy. Myślę, że to jest odczucie i taka relacja, którą rodzice wobec dzieci odczuwają. Tak się domyślam... Że nieważne jak źle zachowałoby się dziecko, nawet dorosłe, a jeżeli jest to mój syn, moja córka, to z serca matki, czy ojca nie da się zupełnie wyrwać troski o to dziecko. Nawet jeżeli jest dorosłe. Wszyscy mogą opuścić dziecko, ale rodzic dziecka nie opuści. Tak nas Pan traktuje, że nawet jeżeli grzeszymy, to on nadal podtrzymuje nas w życiu, podtrzymuje nas w istnieniu.

I koniec naszego życia. Rozpadniemy się w proch i pył. Nasze ciała zostaną złożone w grobach, ale tchnienie życia, które otrzymaliśmy, pozostanie, dlatego że tchnienie życia Bożego jest nieśmiertelne. Dusza ludzka, która jest konsekwencją tego Bożego tchnienia jest nieśmiertelna. Nawet jeżeli ciało obumiera to tchnienie Bożego życia pozostaje w nas nieśmiertelne. I to jest niesamowite, że Pan Bóg uznaje nas - proch za tak cenny, że również sam staje się prochem - człowiekiem i umiera, żeby nas z tego prochu wyprowadzić do nieśmiertelności.

Symbol popiołu powinien nas dzisiaj, po pierwsze, zmotywować do nawrócenia. Całe życie się nawracamy, ale ten czas Wielkiego Postu ma być czasem intensywniejszej pracy nad sobą. A po drugie symbol popiołu nam uświadomi, jak jesteśmy znikomi, a pomimo tej znikomości jesteśmy dla Boga najważniejsi.

Amen. 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

 

Czwartego marca Kościół w Polsce obchodzi święto św. Kazimierza Królewicza. W mszale i brewiarzu przy każdym świętym i świętej, błogosławionym czy błogosławionej jest krótka notatka biograficzna, zazwyczaj zawierająca również charakterystyczny rys świętości danego świętego czy świętej.

Tak o św. Kazimierzu dowiadujemy się, że był synem Polskiego króla, umarł bardzo młodo, bo miał 26 lat, umarł na gruźlicę. Trzech jego braci było królami - Władysław Jagiellończyk, Jan Olbracht i Zygmunt Stary, królem Polski. On sam o mało co nie został królem Węgier. I wiemy, że aktywnie brał udział w zarządzaniu państwem. Nie był odsunięty. Jego świętość nie pochodziła od odsunięcia się od życia dworskiego. Rzeczywiście brał aktywny udział i pomagał swojemu ojcu, królowi Polski, w zarządzaniu państwem. I prowadził też głębokie życie duchowe. I tu kończy się notatka.

W jednym zdaniu opisana jest cała świętość św. Kazimierza. Jego świętość polegała na tym, że w swojej codzienności wypełniał wszystko zgodnie z wolą Bożą i współpracując z łaską Bożą, łaską uświęcającą, wypełniał te obowiązki, które Pan Bóg na niego nałożył w tym miejscu, gdzie Opatrzność Boża go postawiła. Dlatego, że świętość nie bierze się z konkretnych okoliczności życia. Ale świętość polega na współpracy z łaską Bożą w tych okolicznościach życia, w których Pan Bóg nas, każdego z nas, postawił.

Amen. 

 

Wersja do słuchania.


Wersja do czytania: 

Sytuacja z ewangelii, gdzie Chrystus uzdrawia człowieka w szabat (Mk 3, 1-6), jest często wykorzystywana jako argument przeciwko wierności literze, jako przykład przeciwstawiania litery prawa duchowi tego prawa. I to czasami prowadzi to do tak skrajnych absurdów, że aż do niewierności ewangelii, bo jeżeli Chrystus uzdrawia człowieka chorego w szabat, a wiadomo, że obowiązuje spoczynek szabatu, a mimo tego spoczynku szabatu, Chrystus uzdrawia - no to pozornie stawia po przeciwnych stronach wierność prawu i dobry uczynek, który można wykonać.

Dzisiaj można usłyszeć, że jest to przykład i dowód na to, że lepiej wykonać dobro niż zachować wierność prawu Bożemu, czyli przykazaniom, co dzisiaj nie ma racji bytu, dlatego że dzisiaj nie żyjemy pod prawem Mojżeszowym, ale pod prawem Chrystusowym, pod prawem Ewangelii, a to są różne prawa. Rzeczywiście w Starym Testamencie zewnętrzne wykonywanie przepisów prawa mojżeszowego można było przesunąć aż do granic absurdu.

Ale przecież prawo Chrystusowe, nowe prawo, prawo Nowego Testamentu, zostało przez Boga w taki sposób pomyślane, że uniemożliwia praktycznie potraktowanie prawa tylko w sposób zewnętrzny, bo wypełnieniem prawa jest miłość, a miłość ma dyktować wszystkie nasze zachowania. Więc po pierwsze, to jest dzisiaj zupełnie nietrafiony argument, a po drugie, tak naprawdę nowe prawo, prawo Chrystusowe, prawo Ewangelii pomaga i kieruje nas do tego, co wewnątrz, czyli nie na to, co zewnętrzne, ale na to, co wewnątrz.

I warto pamiętać, że w takiej sytuacji jak ta, nowe prawo, prawo Ewangelii, prawo Chrystusowe, jasno wskazuje, co należy zrobić.

 

Wersja do słuchania.


Wersja do czytania: 

Święta Maria Magdalena Pazzi jako swoje hasło wybrała słowa "Cierpieć, a nie umierać".

Natomiast ci którzy poważnie cierpią, a nie chcą tego cierpienia, często modlą się o szybką śmierć. Św. Maria Magdalena odwrotnie, chciała nie umierać, ale jak najdłużej cierpieć.

Temat cierpienia w duchowości chrześcijańskiej to temat rzeka, natomiast każdy kto podejmuje się rozważań cierpienia czy cierpi, czy też chce zrozumieć cierpienie, zawsze musi pamiętać o tym, że cierpienie samo w sobie nie ma zupełnie żadnego znaczenia. Cierpienie jest czymś bezsensownym, czymś niechcianym, czymś co naturalnie od siebie odsuwamy. Jeżeli cierpienie ma mieć jakąkolwiek wartość, to każda wartość cierpienia płynie tylko i wyłącznie z Krzyża i z cierpienia Pana Jezusa. Tylko i wyłącznie we włączeniu swojego cierpienia w cierpienie Chrystusa, możemy mówić o jakiejkolwiek wartości duchowej, wartości zbawczej cierpienia. A nawet i to, w Krzyżu przecież nie chodzi tak naprawdę o cierpienie. W Krzyżu, mimo że Pan Jezus cierpiał, w Krzyżu chodzi o posłuszeństwo woli Bożej. Dlatego cierpienie ma ćwiczyć naszą wolę, cierpienie przede wszystkim ma uczyć nas posłuszeństwa woli Bożej. 

 

Wersja do słuchania.


Wersja do czytania: 

Trwamy jeszcze w oktawie Zesłania Ducha Świętego.

Osoba Ducha Świętego dzisiaj została niestety w dużej mierze zawłaszczona przez różne grupy, czy to pentekostalne, czy charyzmatyczne, i często wykorzystana w sposób niewłaściwy. Zawsze warto sięgać do tego, co sam Chrystus mówi o Duchu, którego pośle, o Duchu Świętym. I takie trzy określenia na pewno można z wypowiedzi Pana Jezusa wyłuskać. Mianowicie: po pierwsze Duch Święty jest duchem prawdy, po drugie jest Parakletem, Pocieszycielem i po trzecie jest Uświęcicielem

Po pierwsze Duch prawdy, który doprowadzi Kościół do całej Prawdy, to znaczy, że Kościół cieszy się i ma zagwarantowaną asystencję Ducha Świętego i dlatego Kościół przez wszystkie wieki ośmielał się ogłaszać dogmaty, Kościół ośmiela się mówić, co jest dobrem co jest złem, co jest grzechem co jest łaską, dlatego że wierzy, że nie sam Kościół jest prawodawcą, ale przekazuje tylko to, co Duch Święty chce zdziałać i przekazać w Kościele. To na poziomie ogólnokościelnym, ale przecież na poziomie indywidualnym każdego człowieka również Duch Święty doprowadza nas do prawdy, przede wszystkim do prawdy o nas samych. 

Uświadomienie sobie i nazwanie po imieniu swoich grzechów i swoich mocnych stron jest początkiem nawrócenia. Żeby cokolwiek naprawić trzeba wiedzieć najpierw co jest zepsute. Cała praktyka rachunku sumienia i regularnej Spowiedzi zmierza właśnie do tego, żeby każdy z nas uświadomił sobie i skonfrontował się z własnymi wadami, ze swoimi grzechami. Dlatego właśnie w spowiedzi wyznajemy konkretne grzechy, nie tylko po to żeby spowiednik je usłyszał, ale też żeby samemu zmusić się do skonfrontowania, do powiedzenia na głos tego co jest w nas słabe i grzeszne, po to żeby można było to uzdrowić, dopuścić tam łaskę uświęcającą.

Po drugie Duch Paraklet, często to słowo jest tłumaczone na język polski jako Pocieszyciel, co nie jest dosłownym tłumaczeniem. Paraklet, greckie paraklet, oznacza adwokata, czyli kogoś kto staje obok nas, kto jest wzywany na pomoc, gdy trzeba występować przed sądem. I to jest dobre określenie działania Pana Boga w ogóle, który nie niszczy naszej autonomii, ale właśnie staje przy naszym boku i podpowiada nam, daje natchnienia co należy czynić. Pamiętamy z innego miejsca w Nowym Testamencie te słowa Pana Jezusa, że "będą was [Apostołów] ciągać przed sądy, przed trybunały, przed namiestników. Nie bójcie się wtedy co macie mówić, bo nie wy będziecie mówić, ale Duch Święty będzie mówił za was" (Por. Mt 10, 19). Tak więc Pan Bóg nie niszczy naszej autonomii, ale posługuje się nami, delikatnie podpowiada co mamy robić w sytuacjach wątpliwych, gdzie jest dobro, a gdzie zło, co należy odrzucić, a co należy wybrać. 

I po trzecie, Uświęciciel. Św. Cyryl Jerozolimski porównywał działanie Ducha Świętego i dary Ducha Świętego do wody. Do wody która zawsze jest taka sama, Duch Święty zawsze jest ten sam. Woda zawsze ma ten sam smak, ten sam kolor, jest bezbarwna. Natomiast w zależności od tego, gdzie trafi, sprawia różne skutki. I św. Cyryl ładnie to opisuje, że kiedy woda trafi do róży, sprawia że róża jest czerwona, w lilii sprawi woda że lilia będzie biała, w jabłoni sprawi że jabłoń wyda owoc, a w zbożu że wyda ziarno. Więc ta sama woda sprawia różne skutki, tak samo z Duchem Świętym który jest mądry, Bóg jest mądry.

Bóg jest mądry i Bóg wie, komu i jaki dar należy udzielić, żeby wydał owoce świętości. 

Wersja do słuchania.


Wersja do czytania: 

Święty biskup Stanisław poniósł śmierć męczeńską, ponieważ sprzeciwił się królowi, sprzeciwił się silniejszemu od siebie. Ale sprzeciwił się w obronie prawa Bożego i Ewangelii. 

My jako katolicy co do zasady nie jesteśmy anarchistami, dlatego że raczej idziemy za wskazaniem św. Pawła że "wszelka władza pochodzi od Boga" (por: Rz 13,1). Natomiast nasza wierność władzy świeckiej sięga tak daleko, jak daleko sięga wierność tej władzy prawu Bożemu. 

To znaczy, że jeżeli władza świecka czy jakakolwiek inna władza zaczyna sprzeciwiać się prawu Bożemu, to mamy również mieć siłę do powiedzenia "Nie". I mamy w historii Kościoła wspaniałe przykłady świętych: święty Stanisław, święty Tomasz More z Anglii, bł. kardynał Wyszyński. Mamy umieć powiedzieć "Non possumus", nawet jeżeli ten komu się sprzeciwiamy jest fizycznie od nas silniejszy. Nawet jeżeli fizycznie przegramy, to moralnie mamy obowiązek stanąć w obronie prawa Bożego. 

 

 

 

Wersja do słuchania.


Wersja do czytania: 

Dzisiejsze święto św. Józefa robotnika siłą rzeczy kieruje nasz wzrok na temat ludzkiej pracy, temat, który był również podejmowany ze strony teologicznej, jako część życia duchowego człowieka.

Dwa teksty magisterium Kościoła: najpierw przełomowa i słynna encyklika papieża Leona XIII z końca 19 wieku Rerum novarum. Wtedy socjalizm zaczynał święcić tryumfy i papież uznał, że jako Kościół musi zareagować na rodzący się socjalizm. Oraz encyklika papieża Jana Pawła II w rocznicę Rerum novarum, encyklika zatytułowana Laborem exercens. Papieże przypominają, że praca jest częścią życia ludzkiego, że praca była również w Raju. Otóż wtedy po stworzeniu praca nie była uciążliwa, nie była koniecznością, nie była przykrością. Natomiast po grzechu pierworodnym praca stała się ciężarem. Tak jak Adam i Ewa, będąc wygnanymi z Raju, usłyszeli, że ziemia będzie im rodziła chwasty, podczas gdy pożywieniem są zboża, ludzie w pocie czoła będą zdobywać pożywienie. Od tego momentu praca stała się uciążliwością, stała się przykrością, ale nadal jest częścią życia ludzkiego i trudno pomyśleć o życiu ludzkim bez pracy. Jest to wciągnięte również w nasze uświęcenie, nie na darmo św. Benedykt ukuł to powiedzenie "ora et labora", czyli módl się i pracuj - 2 składowe życia człowieka.

Natomiast, tak jak wszystko co Pan Bóg daje, praca ma służyć naszemu uświęceniu, naszemu wzrostowi również duchowemu. Nie można z pracy uczynić, tak jak z wszystkiego co Pan Bóg daje, nie można uczynić sobie bożka i we wszystkim trzeba zachować umiar. I jest bardzo ładna zasada benedyktyńska, która dzieli dobę 24 godzinną na 3 części: 8 godzin modlitwy, 8 godzin pracy, 8 godzin odpoczynku. 

Dlatego do pracy podchodzimy jako do części naszego życia, ale nie czynimy z pracy czegoś najważniejszego. Dzisiaj zobaczcie, jak w świecie świeckim, jak często rynek pracy wymusza na ludziach pracę ponad miarę, ponad siły, też ponad czas, który może być przeznaczony na pracę. I to trzeba też patrząc na ludzi z którymi się spotykamy, wziąć pod uwagę, że rzeczywiście ludzie często zbyt długo, zbyt ciężko pracują, nie mając czasu na to, co życiu również istotne, na na życie rodziny, na życie duchowe i to też trzeba jakoś uwzględnić.

Praca jest częścią życia duchowego, ale nie może być jedyną składową życia. 

 

 

 

 

Wersja do słuchania.


Wersja do czytania: 

Latorośl, która nie przynosi owocu będzie odrzucona, odrzucona w ogień i spłonie (J 15, 2-7). 

To jest jeden z tych fragmentów Ewangelii które dzisiaj nie są zbyt popularne, i w Kościele i w świecie. Dziś jest promowany obraz Chrystusa jako takiego zawsze uprzejmego, zawsze pochylającego się nad każdym, bez względu na to kto, co i jak robi i czy jest jakakolwiek chęć poprawy. 

Natomiast są te fragmenty Ewangelii, w innym miejscu Chrystus powie, że nie przyszedł przynieść pokoju tylko ogień rzucić na ziemię i pragnie żeby on zapłonął i wskazuje że będzie podział w rodzinach, będzie córka przeciw matce, matka przeciw córce, ojciec przeciwko synowi, itd. (Łk 12, 49-53). 

I to jest temat dosyć ciężki, dlatego że dzisiaj właśnie to się obserwuje w rodzinach. Jako księża, gdy spowiadamy, bardzo często słyszymy chociażby rodziców niezwracających uwagi na grzechy swoich dzieci. To wychodzi w konfesjonale: zupełny brak zwrócenia uwagi, brak reakcji na grzechy. I nie tylko w rodzinach, ogólnie jesteśmy dzisiaj trochę znieczuleni na grzechy, na grzechy naszych bliźnich. Siłą zła nie jest to, że niektórzy ludzie są źli, ale siłą zła jest to, że ludzie dobrzy są obojętni (Edmund Burke). Obojętność na zło zawsze doprowadzi do powiększenia tego zła, natomiast umiejętność reagowania na zło, umiejętność upomnienia, umiejętność postawienia się złu, nawet za cenę pokoju, czy to w rodzinie, czy wśród znajomych, czy gdziekolwiek taka sytuacja się pojawia, to jest stawanie za prawdą, oczywiście w miłości i z wielkim szacunkiem. Natomiast nie da się budować miłości bez prawdy, nie da się budować miłości na grzechu. Więc ten ogień który Chrystus chce żeby zapłonął, podział który nastąpi, jest podziałem w walce o prawdę, o łaskę. W walce o dobro.  

 

Copyright © 2026 Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Niepokalanej