„PRZYJDĄ TAKIE MODY, KTÓRE BARDZO BĘDĄ OBRAŻAĆ NASZEGO ZBAWICIELA. „KOŚCIÓŁ NIE ZNA MÓD".  (bł. Hiacynta z Fatimy)

Między człowiekiem a ubraniem istnieje ściślejszy związek, aniżeli przypuszczamy. Ubiór, który nosimy, staje się częścią naszego „ja", i wydaje o nas świadectwo. Zdradza wiele rzeczy, których nie chcielibyśmy mówić o sobie. Mówi, że ten człowiek jest bezmyślnym snobem, bez charakteru i próżnym. Tamten znów jest delikatny, opanowany i godny szacunku. Mowę ubioru słyszą ludzie. Ubieranie się dla jednego jest aniołem stróżem, dla drugiego zgorszeniem i trucizną duszy.

 Jakiż cel ma ubranie? Żeby nas chroniło od szkodliwych wpływów temperatury, żeby chroniło ciało i duszę. Duszę moją i duszę innych. Żeby nas chroniło od deszczu, zimy, wiatru, upału słońca, a następnie od wzroku innych! Ubieramy swoje ciało nie dlatego, że uważamy je za grzeszne, diabelskie (…), ale nakrywamy ciało ubraniem, gdyż uważamy je za przybytek Ducha Świętego i nie możemy pozwolić na to, żeby nieskalana biel świątyni padła pastwą płomieni grzesznego wzroku.

Kościół nie jest uprzedzony, lecz raczej wyrozumiały. Wygłaszając swoje zdanie o modzie, dobrze wie, że powinien zrobić potrójne rozróżnienie.

a) Istnieje moda nowa, piękna, estetyczna i moralnie bez zarzutu. Taka przystoi dziecku Bożemu. Przeciwko takiej modzie Kościół nie występuje.

b) Istnieje dalej moda, która nie jest wprawdzie sprzeczna z moralnością, ale jest niezdrowa, niepoważna, jak te dwa pióra w obskubanym ogonie gęsi: moda, która nie ma żadnego sensu. Takim jest np. kapelusz damski, ściągnięty na oczy tak, że nic spod niego nie widać; wąska suknia, w której nie można chodzić; damska fryzura, którą niegdyś nosiły kobiety odsądzone od społeczeństwa… Ale jeśli kto sobie tego życzy, niech ma! Nasza etyka nie zabiera głosu w tej sprawie.

Ale istnieją wypadki, kiedy Kościół i z innych względów musi zabierać głos. Na przykład musi wypowiedzieć się i przeciwko moralnie obojętnej modzie, jeśli jakaś kobieta dla niej wysiaduje całymi godzinami przed lustrem i zaniedbuje pracę koło domu, albo przez uganianie się za modą naraża męża na nieznośne koszta, lub wydatki te pokrywa kosztem kuchni, a już szczególnie jeśli swoje myśli odwraca wskutek tego od rzeczy poważnych.

Pewna urzędniczka opowiedziała mi następujący wypadek:

- Pracowałam w biurze z pewną dziewczyną. Całymi latami naszej wspólnej pracy nie słyszałam od niej nigdy, żeby mówiła o czymś innym, jak tylko o ubiorach i o zabawach. Żyła skromnie, często nawet głodowała. Odmawiała sobie wszystkiego, żeby mogła więcej wydać na ubieranie się i na strojenie. Wskutek wadliwego odżywiania doszła do tego, że popadła w suchoty. Dowiedziałam się, że jest już bliska śmierci. Odwiedziłam ją. Łagodnie przypomniałam jej o życiu wiecznym i prosiłam, żeby się przygotowała do tej wielkiej drogi. Uśmiechała się i mówiła, żebym się o to nie troszczyła. Miała tylko jeden kłopot, w którym - według niej - mogłabym jej dopomóc. Zapytałam się jej, co jest przedmiotem tej wielkiej troski. Aż przeraziłam się, kiedy mi odpowiedziała: Żebym była i w trumnie piękną. Dlatego, jeśli chcesz mi zrobić wielką przysługę, otwórz te szufladę. Tam jest żelazko i maszynka spirytusowa. Zrób mi ondulację włosów.

Jedyne, ostatnie pragnienie umierającej: zrób mi ondulację włosów! Czyż mija się z prawdą powiedzenie, że „w ustrojonej kobiecie i w pięknie oprawionej książce rzadko bywa cenna treść!”

A to dopiero drugi gatunek mody, która sama w sobie jeszcze nie jest godną potępienia!

Ale, Bracia, jest trzecia moda, która jest nierozumna, niemoralna i zabójcza dla duszy […]. Jest moda, która zabija godność kobiety, podnieca niższe instynkty. Istnieje sposób ubierania się, w którym nie można uczciwie usiąść, ani przyklęknąć bez zgorszenia. Taka moda nie jest wynikiem estetycznych, danych nam od Boga dążeń, ale podniecaniem zmysłowości. Bo tego przecież nie wymaga estetyka, żeby materiał był przeźroczysty, żeby więcej było widać szyję i ramiona, aniżeli wypada, żeby krój sukni był gorszący!

Tak, taka moda jest niemoralna, zabija duszę i powoduje zgorszenie. Takim paniom musimy powiedzieć słowa Pana: „Muszą przyjść zgorszenia, a wszakże biada człowiekowi onemu, przez którego zgorszenie przychodzi" (Mat, 18, 7).

Czy Kościół nie ma prawa podnieść głosu przeciwko takiej modzie? Czy ma patrzeć w milczeniu, jak niechrześcijańskie pisma werbują setki młodych dziewcząt na targ próżności, zwany „konkursem piękności", żeby pokazywały się tam głodnym oczom jury sędziowskiej i otrzymywały nagrody, jak na wystawie nierogacizny, gdzie nagradzają dobre gatunki prosiąt yorkshirejskich lub kur orpington?!

Ale, Bracia, żeby nas nie nazwano uprzedzonymi, zgodzimy się nawet i w tej grupie na zrobienie pewnych rozróżnień.

Nawet tę trzecią grupę mody, której zwolenniczki ubierają się faktycznie gorsząco, możemy podzielić na dwie części. Jedna część, to są jednostki dobrej wiary, które nie wiedzą, co czynią; druga, to są zepsute osoby. Te dobrze wiedzą, co robią! 

Bp dr Tihamér Tóth, Dekalog (Kazania), Kraków 1933, s. 127-129.

 

Bp. Tihamér Tóth ur. 14 stycznia 1889 w Szolnok, zm. 5 maja 1939 w Budapeszcie – biskup katolicki, kaznodzieja, duszpasterz młodzieży i studentów. W 1906 uzyskał maturę w niższym seminarium w Egerze. Następnie studiował teologię w Budapeszcie, a także w Paryżu i Wiedniu. Uzyskał stopień doktora i został wyświęcony na kapłana w 1911. Tuż po święceniach pracował jako wikary i katecheta, a w czasie I wojny światowej był kapelanem na froncie serbskim i rosyjskim. Ze względów zdrowotnych pełnił tę funkcję jedynie do 1915. Następnie był prefektem budapeszteńskiego seminarium, a w 1931 został rektorem. 1938 został biskupem koadiutorem a po śmierci bpa Nándor Rotta stanął na czele tej diecezji Zmarł w wyniku komplikacji operacyjnych 5 maja 1939 roku.

 

Błogosławiona Hiacynta urodziła się 11 marca 1910 r., w Aljustrel, Portugalia. Była najmłodsza z fatimskich wizjonerów. Jako jedyna z trójki dzieci miała wizje cierpiącego Ojca Świętego z powodu prześladowań Kościoła. Zachorowała w tym samym dniu co Franciszek, czyli 23 grudnia 1918 r. Po groźnej grypie „hiszpance" zapadła na ropne zapalenie opłucnej. Na piersiach utworzyła jej się wielka rana. Z powodu nieodpowiednich warunków higienicznych nastąpiło zakażenie. Wiele cierpiała, ale znosiła to mężnie, ofiarując swoje boleści za nawrócenie grzeszników. 20 lutego 1920 r. zmarła w szpitalu w Lizbonie. Została pochowana w Villa de Ourem. W 1935 r. dokonano ekshumacji, podczas której zwłoki okazały się nienaruszone. Podczas choroby Hiacynta dużo myślała o tym, co usłyszała od Najświętszej Panienki o przekazanych jej tajemnicach. Mówiła do odwiedzającej ją Łucji: „Myślę o grzesznikach, o wojnie, która przyjdzie. Tylu ludzi umrze! Tylu z nich pójdzie do piekła. Będzie wiele zburzonych domów. Tylu kapłanów umarłych! Co za szkoda! Gdyby przestano obrażać Pana Jezusa, nie doszłoby do wojny i ludzie nie poszliby do piekła. Słuchaj, ja idę do nieba, ale ty, gdy pewnej nocy zobaczysz światło, o którym Pani mówiła, wtedy uciekaj i przychodź tam na górę". Siostry zakonne z lizbońskiego szpitala zapisywały niektóre słowa i myśli, które wypowiadała Hiacynta. Dzięki temu można je dzisiaj przypomnieć.

„Przyjdą takie mody, które bardzo będą obrażać naszego Zbawiciela. „Kościół nie zna mód".

„Osoby, które chcą służyć Bogu, nie mogą uganiać się za modą".

„W niebie moda ani zwyczaje się nie zmieniają, bo Bóg jest też niezmienny".

„Grzechami, przez które ludzie najczęściej idą do piekła, są grzechy nieczystości".

 

AVE MARIA!

 

Copyright © 2018 Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Niepokalanej