Ave Maria!

Gdyby tyranie wiedzieli jaką siłę daje różaniec tym, którzy go odmawiają, to zabronili by go odmawiać pod groźbą więzienia i wydalenia z kraju. Modlitwa ta, z jednej strony pełna dziecięcej pokory, a z drugiej wytrwałości, decyduje o lasach ludów, bardziej niż domyślają się politycy.

 

W Księdze Rodzaju czytamy, że kiedy Bóg stworzył człowieka na swój obraz i podobieństwo, przygotował mu środowisko życiowe zwane rajem, i uczynił swoim partnerem w panowaniu nad światem i w Jego chwale. Przed upadkiem w grzech pierworodny, człowiek cieszył się przyjaźnią z Bogiem, miał więc z Nim bardzo zażyłą i ścisłą relację,  kiedy jednak nastąpiła katastrofa grzechu, Bóg musiał usunąć człowieka z raju aby ten nie wyciągnął przypadkiem ręki po owoc z drzewa życia - jak to czytamy w Księdze Rodzaju. Pomimo tak drastycznej kary, nasz Pan nie pozostawia człowieka samemu sobie, nie opuszcza go. Od razu obiecuje ratunek, ogłasza pierwszą dobrą nowinę, która mówił o nieprzyjaźni Niewiasty i szatana oraz o przyjściu Mesjasza, który wyzwoli ród ludzki od grzechu i śmierci.

W liście do Galatów św. Pawła Ap, czytamy, że «gdy (...) nadeszła pełnia czasu, zesłał Bóg Syna swego, zrodzonego z Niewiasty, zrodzonego pod Prawem, aby wykupił tych, którzy podlegali Prawu, abyśmy mogli otrzymać przybrane synostwo». Ta «pełnia» wskazuje na wyznaczony odwiecznie moment, w którym Ojciec posłał Syna swego, «aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne» (J 3, 16). Oznacza ona błogosławioną chwilę, w której Słowo, które było u Boga, «stało się ciałem i zamieszkało wśród nas» (J 1, 1. 14). W Pełni czasu, Bóg staje się Człowiekiem za sprawą Ducha Świętego w łonie Maryi Dziewicy. I już w chwili Zwiastowania, w łonie Najczystszej Dziewicy, rozpoczyna dzieło naszego Odkupienia które swój szczyt i dopełnienie osiągnie na Kalwarii.  

W Centrum Bożego Objawienia znajduje się Chrystus, Słowo Wcielone, i Odkupiciel rodzaju ludzkiego, a wraz z Nim, z postanowienia Bożego, całkowicie z Nim zjednoczona i całkowicie Jemu podporządkowana, jest Jego Matka,. Maryja, która zajmuje w ekonomii zbawienia szczególne i wyjątkowe miejsce. Nie jest Ona tylko osobą prywatną, która dla siebie została ubogacona nadzwyczajnymi darami nadprzyrodzonymi, ale jest częścią i ważnym elementem, „sine qua non”, wielkiego Bożego Planu zbawienia ludzkości. Tak więc w samo centrum zbawczych wydarzeń wpisana jest osoba N.M.P, i jest zjednoczona z Jezusem ścisłym i nierozerwalnym węzłem. To za Jej zgodą dokonało się wcielenie Syna Bożego. To Ona nosiła Jezusa w swoim łonie i porodziła Go w Betlejem. Była Jego tronem, z którego Jezus przyjmował hołd pasterzy i adorację Mędrców ze Wschodu, to Ona ofiarowała Go w świątyni, a potem pod Jej okiem wzrastał w łasce i mądrości u Boga i ludzi. 30 lat życia Jezus spędził z matką, a zaledwie trzy jako nauczyciel ludzkości. W czasie działalności publicznej Jezusa, Maryja pojawia się po to, aby przyspieszyć „godzinę” Jej Syna - o której mówi św. Jan w swojej ewangelii  i to na Jej prośbę, Jezus czyni pierwszy cud na weselu w Kanie przemieniając wodę w wino. Potem towarzyszy Jezusowi z Kany Galilejskie do Kafarnaum, wreszcie spotykamy ją zjednoczoną z Chrystusem umierającym za Zbawienie świata. Maryja, ponieważ wytrwała wiernie przy swoim Synu, aż po Krzyż, i aktywnie współpracowała w naszym odkupieniu, jest Matką wszystkich odkupionych, a więc naszą Współodkupicielką. Ostatni raz spotykamy Ją w Wieczerniku, gdzie modli się z uczniami o przyjście Ducha Świętego. Całe życie Matki Najśw. było nieustanną kontemplacją tajemnic zbawienia. Została nam dana jako wzór współdziałania z łaską. Jest dla nas Mistrzynią i Nauczycielką modlitwy, także i modlitwy różańcowej, bo to Ona jako pierwsza, w pewnym sensie, odmawiała różaniec. Bowiem odmawianie Różańca świętego, to nic innego, jak modlitewne wejście w krąg tajemnic naszego odkupienia. W tym sensie pierwszy w absolucie różaniec, był przeżywany życiem Maryi. Ona go tworzyła, dziesiątek po dziesiątku. Różaniec nie odsuwa Chrystusa na drugie plan, nawet jeśli jest to modlitwa na wskroś maryjna, to jednak Chrystus jest w nim osią wszystkiego. Nie można zapominać o Maryi, mówiąc o Jezusie, i na odwrót - zamilczeć o Jezusie chwaląc Maryję. Maria i Jezus są złączeni nierozerwalnie. Jezus jest celem a Maryja jest drogą do tego celu.

Modlitwa różańcowa Jest uczeniem się od Maryi przebywania z Jezusem. Jest modlitwą do Maryi, i jest naszą modlitwą, którą odmawiamy z Maryją. Jest kształtowaniem swojego serca na wzór Serca Maryi i otrzymywania łaski trwałego zjednoczenia z Bogiem.

Święty Ludwik Grynion de Montfort, twierdził, że Zdrowaś Maryjo jest błogosławioną rosą jaka spada z nieba na dusze przeznaczone do życia wiecznego i daje im cudowną zdolność owocowania.

Odmawiać Różaniec to znaczy udać się do szkoły Maryi i uczyć się od Niej, Matki i apostołki Chrystusa, jak żyć całkowicie zgodnie z wymaganiami wiary chrześcijańskiej. Ona pierwsza uwierzyła, a w Kościele w Wieczerniku jednoczyła w miłości pierwszych uczniów swego Syna.

 

Gdy popatrzymy całościowo na życie Maryi, to zauważymy, że w nim obecne tajemnice radosne, tajemnice publicznej działalności Chrystusa, tajemnice bolesne i tajemnice chwalebne. Nie zrozumiemy tajemnicy życia Maryi na ziemi, ani Jej chwały w niebie, jeśli nie zrozumiemy tajemnicy Jej zjednoczenia z Chrystusem na każdym etapie ziemskiego życia Boga i Człowieka. Dlatego modlitewne zatrzymanie się i rozważanie także tajemnic mówiących o publicznej działalności Chrystusa, zaczynając od Chrztu w Jordanie po ustanowienie Eucharystii, a które także są zawarta w Ewangelii, - jest też dostrzeżeniem pięknej wychowawczej pracy jaką Maryja włożyła w przygotowanie Syna Bożego do Jego misji Odkupienia ludzkości. Bowiem u początków trzechletniej, publicznej działalności Chrystusa, mamy jego 30 lat przeżytych pod czujną i troskliwą opieką Najświętszej Panienki. O. Neubert w swojej pięknej książce o Życiu w zjednoczeniu z Maryją mówi, że dorośli używają zwykle w swojej mowie obrazów, które zafascynowały ich w młodości, kiedy to wrażenia wywierają na człowieka silny wpływ. Jezus wychowany przez Maryję, w Jej towarzystwie obserwował te przedmioty do których nawiązywał w przypowieściach podczas publicznej działalności: o ognisku domowym; o pszenicy którą Maryja mieliła; o cieście które ugniatała z drożdżami; o liliach na polu; radości sąsiadki ze znalezionej drachmy; o wróblach na dachu i że żaden z nich nie spadnie bez zgody Ojca niebieskiego…  Czy te wszystkie porównania nie zaczerpnął przypadkiem z opowiadań Matki? 

 

Modlitwa Różańcowa jest to Credo, nie abstrakcyjne, ale konkretyzowane w życiu Jezusa, bo chociaż jest to modlitwa maryjna, to jest jednak modlitwą o „sercu chrystologicznym” (JPII). Zawiera w sobie cały dogmat chrześcijański w pełnej jego świetności i wyniesieniu, dany nam abyśmy mogli nim napełnić nasze umysły, abyśmy się nim cieszyli i karmili nim nasze dusze. Jest streszczeniem całego przesłania ewangelicznego. Różaniec jest prawdziwą szkołą kontemplacji. Wznosi nas stopniowo ponad modlitwę ustną, a nawet ponad myślną lub dyskursywną medytację. Wcześniej teologowie porównywali poruszanie się duszy podczas kontemplacji do spirali, w jakiej niektóre ptaki, np. jaskółka, unoszą się w górę, kiedy chcą osiągnąć znaczną wysokość. Dobrze rozumiany różaniec jest bardzo wzniosłą formą modlitwy, która sprawia że cały dogmat staje się dostępny dla wszystkich.

Przy odmawianiu Różańca nie chodzi o powtarzanie formułek, lecz raczej o nawiązanie dialogu z Maryją, o okazanie jej zaufania, powierzenie trosk, otwarcie przed Nią serca, ukazanie własnej gotowości na przyjęcie planów Bożych i obiecanie wytrwania w wierności dla Niej we wszystkich, szczególnie trudnych i bolesnych sytuacjach, będąc pewnym Jej pomocy w uzyskaniu wszelkich potrzebnych dla naszego zbawienia łask od Jej Syna.(JPII)

Ważne jest, że gdy zabieramy się do modlitwy różańcowej, nie mamy myśleć o Maryi jako zamieszkującej odległe obszary nieba, ale jako o Tej, która jest blisko, która nas widzi, słyszy, interesuje się naszymi sprawami, naszym życiem doczesnym i wiecznym i jest gotowa w każdej chwili nam pomóc.

Mówi się, że istnieją trzy etapy naszego postępu w kierunku Boga: pierwszym jest poznanie ostatecznego celu skąd bierze się pragnienie zbawienia i radości do której ono prowadzi. Ten etap symbolizują Tajemnice radosne które zawierają dobrą nowinę o Wcieleniu Syna Bożego, który otwiera nam drogę do zbawienia. Przygotowanie do pracy i praca – t. światła; Następnym etapem jest przyjęcie środków, one często bolesne dla naszej natury, aby uwolnić się od grzechu i zasłużyć na niebo. To jest etap Tajemnic bolesnych. Ostatnim etapem jest odpoczynek w posiadaniu życia wiecznego. Jest to etap nieba którego pewien przedsmak pokazują nam Tajemnice Chwalebne.

 

Praktyczna modlitwa

Różaniec jest modlitwą bardzo praktyczną. Wyrywa nas spośród naszych nazbyt ludzkich zainteresowań i radości i skupia nasze myśli na rzeczywistości Nieba. Wyrywa nas z naszych cierpień które tak trudno znosimy, i przypomina nam jak bardzo Jezus cierpiał z miłości do nas oraz uczy Go naśladować niosąc krzyż, który Bożą Opatrzność zesłała nam żeby nas oczyścić. W końcu odrywa nas od naszych ziemskich nadziei i ambicji i sprawia, że myślimy o prawdziwym chrześcijańskiej nadziei, bowiem kontemplacja Jezusa i Maryi w chwale pozwala nam dostrzec cel do którego każdy z nas jest wezwany. Skupia nas na tym co najważniejsze, daje do zrozumienia że jesteśmy tylko pielgrzymami na tej ziemi a naszym celem jest niebo, że żyjemy po to aby trafić do nieba.

 

Praktyczność modlitwy Różańcowej wynika także z faktu, że przypomina nam całą moralność i duchowość chrześcijańską, przedstawiając je z wzniosłej perspektywy ich urzeczywistnienia w Jezusie i Maryi. Tajemnice Różańca powinny być odtwarzane w naszym życiu, bo każda z nich jest lekcją jakieś cnoty, zwłaszcza cnót pokory ufności, cierpliwości i miłości. Różaniec o ile nie jest tylko mechanicznym poruszeniem warg przygotowuje do przemiany serc i dusz. Bardzo pożytecznym więc sposobem odmawiania różańca jest też przywołanie na myśl „owocu tajemnicy” o który chcemy się modlić, nad którym chcemy się zatrzymać odmawiając konkretny dziesiątek….

Modlitwa różańcowa po mszy świętej i liturgii godzin, jest to jedna z najpiękniejszych i najskuteczniejszych form modlitwy, pod warunkiem jej zrozumienia i życia nią. Zdarza się że jego odmawianie, staje się rutyną. Czasami pojawiały się zarzuty że nie można jednocześnie zastanawiać się nad słowami i tajemnicami, i że monotonia wielu powtórzeń różańca prowadzi z konieczności do rutyny. Ten zarzut ma swoje podstawy tylko wtedy gdy różaniec jest odmawiany niewłaściwie. Jeśli poprawnie go odmawiamy, pogłębi w nas poznanie tajemnic zbawienia i przypomni co one powinny sprawić w naszych radościach, pracy, naszych smutkach i nadziejach. Tak naprawdę, to każda modlitwa może stać się rutyną, nawet msza święta, a powodem nie jest to, że modlitwy są niedoskonałe, ale to, że nie odmawiamy ich tak jak powinniśmy, to znaczy z wiarą, z ufnością, i miłością.

Kiedy Kościół zachęca byśmy sięgnęli po modlitwę różańcową, proponuje nam coś więcej niż tylko kolejny zestaw modlitw. Kościół chce by nasza modlitwa różańcowa była podobna do różańca odmawianego przez Dziewicę z Nazaretu, Matkę Słowa, Towarzyszkę Mesjasza. Kiedy różaniec Maryi stanie się naszym różańcem, modlitwa ta objawi wtedy swą zwycięską potęgę. Każda dobra modlitwa różańcowa to cząstka duchowej zdobyczy w świecie, Pewien rodzaj wypędzania złego ducha w sensie ewangelicznym.

Z kolei podczas jednego egzorcyzmu Szatan powiedział odnośnie modlitwy różańcowej: „Gdyby ludzie wiedzieli, że mają w zasięgu ręki taką broń, siedziałbym samotny w piekle. Ale wy nie słuchacie papieży, świętych i proroków. Ani własnego serca. Zwyciężam was dzięki waszej głupocie i pysze. Nie boję się was. Ale boję się Jej różańca”.

Poprzez modlitwę różańcową służymy teraźniejszości i przyszłości. Różaniec jest lekarstwem danym nam od Boga na bolączki współczesnego świata, jest wielką tajemnicą wiary, tajemnicą Zwycięstwa!

Ave Maria!

Niewolnicy miłości Maryi mają wielkie nabożeństwo do Pozdrowienia Anielskiego. Wartość, zasługa, doskonałość i konieczność tej modlitwy są mało znane. Częstokroć Matka Najświętsza ukazywała się wielkim świętym i pouczała ich o wielkiej zasłudze, jaką przynosi odmawianie tej modlitwy (np. św. Dominikowi, św. Janowi Kapistranowi, Alanowi de Rupe). Ułożyli oni całe tomy o wzniosłości i skuteczności tej modlitwy, kiedy chodzi o nawracanie dusz; opowiadali głośno i głosili publicznie, że zbawienie świata rozpoczęło się od „Zdrowaś Maryjo”, że zbawienie każdego poszczególnego człowieka również jest do tej modlitwy przywiązane, że modlitwa ta sprawiła, że zeschła i nieurodzajna ziemia zrodziła owoc żywota, i że ona, jeśli ją nabożnie odmawiać będziemy, bez wątpienia sprawi, że w duszach przyjmie się Słowo Boże i wyrośnie w owoc żywota, w Jezusa Chrystusa. „Zdrowaś Maryjo” — to rosa niebieska, przenikająca ziemię, tzn. duszę, żeby wydała owoc w swoim czasie; dusza, która nie bywa zraszana tą modlitwą, tą rosą niebieską, nie przynosi owocu, rodzi tylko ciernie i osty, i bliska jest potępienia [Hbr 6,8]. W książce: „De dignitate Rosarii” [Bł. Alan de Rupe, Lib. de Dignit. Rosari, cap. 11] czytamy, że Matka Boska odezwała się do bł. Alana w te słowa: „Wiedz, synu mój, a oznajmij to wszystkim że prawdopodobnym i bliskim znakiem potępienia wiecznego jest niechęć, oziębłość i niedbalstwo w odmawianiu Pozdrowienia Anielskiego, które świat cały naprawiło”. Zresztą doświadczenie uczy, że ci, co noszą na sobie znamię odrzucenia jak heretycy, bezbożni, pyszni i światowcy, nienawidzą Pozdrowienia Anielskiego i różańca, lub mają je w pogardzie. Heretycy odmawiają „Ojcze nasz”, ale nie odmawiają ani „Zdrowaś Maryjo”, ani różańca; wzdrygają się przed tymi modlitwami; woleliby raczej nosić przy sobie węża niż różaniec. Tak samo postępują pyszni, nawet katolicy, tak, iż zdaje się, jakoby mieli te same skłonności, co ich ojciec Lucyfer; gardzą oni Pozdrowieniem Anielskim, a różaniec uważają za babskie nabożeństwo, dobre dla ciemnych mas, dla nieuków i dla takich, którzy nie umieją czytać. Z drugiej strony doświadczenie uczy, że ci, co noszą na sobie widoczne znaki wybrania, kochają Pozdrowienie Anielskie, znajdują w nim upodobanie, chętnie je odmawiają, a im ściślej połączeni są z Bogiem, tym więcej kochają tę modlitwę. [...] Dusze wybrane! Niewolnicy Jezusa i Maryi, wiedzcie o tym, że „Zdrowaś” jest po modlitwie Pańskiej najpiękniejszą ze wszystkich modlitw. Jest to najdoskonalsze pozdrowienie hołdownicze, jakie możecie złożyć Maryi, gdyż jest to Pozdrowienie, które Najwyższy kazał przesłać Jej przez archanioła, aby zjednać sobie Jej serce. To Pozdrowienie oddziałało siłą ukrytego uroku, którym jest przepełnione, tak potężnie na Jej serce, że Maryja mimo swej głębokiej pokory dała przyzwolenie na wcielenie Słowa. Toteż przez Pozdrowienie to zjednacie sobie i wy niezawodnie Jej serce, jeśli je pobożnie odmawiać będziecie.  

Z Traktatu o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny 

Ave Maria!

Jedno Zdrowaś wstrząsa całym piekłem 

O tym jak wielką i cudowną moc ma pobożnie odmówiona, choćby jeden raz, modlitwa Zdrowaś Maryjo, świadczą słowa św. Jana Marii Vianneya, który mówił, iż: „Jedno pobożnie odmówione Zdrowaś Maryjo wstrząsa całym piekłem”! Święty Ludwik Maria Grignion de Montfort pisał z kolei: „Zdrowaś Maryjo dobrze odmawiane, czyli uważnie, z nabożeństwem i pokorą, jest według świadectwa świętych nieprzyjacielem szatana, którego zmusza do ucieczki, jest młotem, który go miażdży, jest uświęceniem duszy, radością aniołów, śpiewem wybranych, pieśnią Nowego Testamentu, radością Maryi i chwałą Trójcy Przenajświętszej. […] Błagam więc was usilnie, […] odmawiajcie codziennie, o ile wam czas pozwoli, cały różaniec, a w chwili śmierci błogosławić będziecie dzień i godzinę, kiedyście mi uwierzyli” (św. Ludwik Maria Grignion de Montfort, Traktat o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny, Warszawa 2010, VIII, pkt 5.).

Skuteczność modlitwy różańcowej poznał również św. Jan Bosko, którego Bóg oświecał dzięki pojawiającym się w czasie jego snu wizjom. Przedziwny sen, jaki ksiądz Bosko miał w wigilię święta Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w 1862 r., uzmysłowił mu, jak skuteczną bronią w walce z szatanem jest właśnie różaniec. Święty Jan Bosko został wówczas wyprowadzony na łąkę, na której zobaczył grubego i bardzo długiego węża. Ksiądz chciał uciec, ale Matka Boża powstrzymała go, zachęcając do walki. Razem wzięli sznur, rozciągnęli go wokół głowy potwora, zaciskając pętlę. Wąż się rzucał, uderzał cielskiem o ziemię, aż w końcu jego ciało zaczęło się rozrywać na strzępy. Gdy już był martwy, Maryja zwinęła sznur i schowała go do skrzynki. Po ponownym otwarciu skrzynki okazało się, że sznur ułożył się w słowa: „Zdrowaś, Maryjo”. Wówczas Matka Boża wyjaśniła, że wąż przedstawiał szatana, sznur zaś modlitwę Zdrowaś, Maryjo, a raczej różaniec, który stanowi jej rozwinięcie. Święty Jan Bosko zrozumiał, że to właśnie różańcem można pokonać i zniszczyć wszystkie piekielne demony.

Dobrze wiedział o tym także św. Ojciec Pio. Pewnego razu jeden z synów duchowych Stygmatyka z Gargano oczekiwał w kolejce do spowiedzi i odmawiał różaniec. W pewnym momencie przerwał modlitwę i schował koronkę do kieszeni. Wtedy to zaczęły go dręczyć silne pokusy, by zrezygnować ze spowiedzi, przemógł się jednak i podszedł do Ojca Pio i opowiedział mu to, co zaszło przed chwilą. Święty odrzekł: Albo strzelasz ty, albo strzela on. On, czyli cosaccio”, jak św. Ojciec Pio nazywał szatana, nie odpoczywa nigdy, lecz krąży jak lew ryczący szukając kogo skusić do zła (por. 1 P 5,8).

Podobnie ks. Dolindo Ruotolo - gdy pytano go, dlaczego zawsze nosi ze sobą różaniec, ten odpowiadał: „To karabin maszynowy do walki z szatanem”(cyt. za: E. Cervo, Świadectwo o ks. Dolindo [w:] D. Ruotolo, W twej duszy jest niebo. Konferencje i świadectwa, dz. cyt., s. 55-56).

Cudowne Boże interwencje

Przez wieki różaniec stanowił wyjątkową modlitwę, o skuteczności której świadczyły liczne łaski, cudowne Boże interwencje, nawrócenia i uzdrowienia. Matka Boża oraz liczni święci i doktorzy Kościoła bardzo zachęcali do jego odmawiania. Jednakże w XX wieku modlitwa ta w zupełnie wyjątkowy sposób okazała swoją moc.

Dziś, gdy coraz częściej słyszymy o zagrożeniu wojny warto raz jeszcze przypomnieć i rozważyć, w jak przedziwny sposób w czasach nam współczesnych różaniec ratował modlących się na nim ludzi, całe społeczności i narody, a nieraz zmieniał bieg historii, chroniąc świat od globalnego zniszczenia. Cud nad Wisłą, cudowne uwolnienie Austrii spod sowieckiej okupacji w 1955 r., pokojowa rewolucja na Filipinach w 1986 r., upadek komunizmu – te wszystkie wydarzenia nie miałyby miejsca, gdyby nie modlitwa różańcowa. Zupełnie jednak wyjątkowe są dwa cuda, które dokonały się w miejscach totalnego unicestwienia. A oto jeden z nich:

Różaniec chroni przed bombą atomową

Rankiem 6 sierpnia 1945 r. na Hiroszimę spadła pierwsza z dwóch bomb atomowych, które Amerykanie zrzucili na Japonię. Bomba wybuchła osiem przecznic od klasztoru Ojców Jezuitów. Wydarzenie to bardzo dobrze zapamiętał ówczesny przeor tamtejszej wspólnoty zakonnej – o. Hubert Schiffer. Właśnie skończył odprawiać Mszę św. i zasiadał do śniadania, gdy naraz wszystkim wstrząsnęło potężne uderzenie. „To było całkowite zaskoczenie. Nagle [...], w mgnieniu oka, wokół mnie pojawił się nieziemski, nie do zniesienia blask; światło niewyobrażalnie jasne, oślepiające, intensywne. Nie byłem w stanie widzieć ani myśleć. Przez krótką chwilę wszystko stanęło w bezruchu. […] Nagle powietrze wypełniła straszliwa eksplozja z jedną błyskawicą.[...] Byłem przytomny, bo próbowałem myśleć o tym, co się stało. Sprawdzałem palcami wokół w ogarniającej mnie totalnej ciemności. […] Wtedy usłyszałem własny głos. To było najbardziej przerażające doświadczenie ze wszystkiego, pokazało bowiem, że żyję, i przekonało mnie, że nastąpiła jakaś straszliwa katastrofa” (cyt. za: W. Łaszewski, Wszystko o różańcu, który może wszystko, s. 288-289). Wybuch przeżyła cała, licząca ośmiu zakonników, jezuicka wspólnota. Jak to możliwe, skoro w promieniu pół kilometra od epicentrum zginęli wszyscy mieszkańcy Hiroszimy? Co prawda przeżyły dwie osoby, ale wkrótce zmarły one na chorobę popromienną. Co więcej – konstrukcja kościoła Jezuitów pozostała nienaruszona, choć okoliczne budynki zostały całkowicie zniszczone. Ponadto po tak wielkiej dawce napromieniowania wszyscy jezuici powinni w ciągu kilkunastu dni umrzeć na chorobę popromienną, „tymczasem do końca długiego życia cieszyli się dobrym zdrowiem. Było to tak niewytłumaczalne dla nauki, że amerykańscy naukowcy badali o. Schiffera ponad dwieście razy, chcąc znaleźć odpowiedź, dlaczego przeżył” (op. cit., s. 290). Chcieli również „znaleźć środek zabezpieczający ludzi przed skutkami wybuchu jądrowego. Nie znaleźli jednak nic poza wciąż powtarzanym wytłumaczeniem samego jezuity: »W tym domu codziennie odmawialiśmy różaniec. W tym domu codziennie żyliśmy orędziem Fatimy«” (op. cit., s. 290). (Różaniec)

 Ave Maria!

Nabożeństwo do Najświętszego Serca Pana Jezusa, musi prowadzić nas do życia w zjednoczeniu z Jezusem, a Jezus - doskonale o tym wiemy – znajduje się żywy i prawdziwy w Eucharystii. Te dwa nabożeństwa, do Najświętszego Serca i do Eucharystii, są wewnętrznie powiązane między sobą. Przywołują się i można by powiedzieć wymagają siebie nawzajem. Najświętsze Serce wyjaśnia nam tajemnicę miłości Jezusa, który stał się pożywieniem, by nas żywić swoją istotą i z drugiej strony, w Eucharystii mamy prawdziwą obecność tego samego Serca żyjącego pośród ludzi.

Pięknie jest kontemplować Serce Jezusa jako symbol Jego nieskończonej miłości, lecz jeszcze piękniej jest znajdować Je zawsze blisko nas, w Sakramencie Ołtarza. Najświętsze Serce, które czcimy, nie jest sercem umarłym, które przestało już bić ... ale jest to Serce Żywego [Pana Jezusa], wiecznie żywego. Żywe jest nie tylko w niebie, gdzie zasiada chwalebne, święte Człowieczeństwo Jezusa, lecz jest żywe również na ziemi gdziekolwiek przechowywana jest Eucharystia; z Eucharystii to Serce powtarza nam: „Oto ja jestem za wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28,20).

Podczas Komunii Świętej to Serce przychodzi aby bić w nas, przychodzi, by nawiązać kontakt z naszym sercem, przychodzi, by żywić nas swoim Ciałem i swoją Krwią – byśmy pozostawali w Nim a On w nas. „W Eucharystii – mówi Benedykt XV – to Boże Serce nas prowadzi i kocha żyjąc i mieszkając z nami, gdzie my żyjemy i mieszkamy w Nim, ponieważ w tym Sakramencie... On ofiaruje się i daje się nam jako ofiara, jako przyjaciel, jako pożywienie, jako wiatyk i jako zadatek przyszłego życia.”

Obecność Eucharystyczna Jezusa w nas ogranicza się do tych krótkich chwil, podczas których postacie sakramentalne trwają w nas i przestają być obecne, gdy tylko zostają strawione. Jednakże Jezus jasno powiedział: „Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, trwa we Mnie, a Ja w nim” (J 6,56). Czasownik „trwać” nie wskazuje na stan chwilowy i przemijający, lecz wyraża coś stałego i trwałego; Daje to do zrozumienia jedność z Jezusem, która trwa, nawet po tym jak zanikają postacie sakramentalne. Tak właśnie jest. Przede wszystkim pozostaje jedność z Boskością Pana Jezusa, ponieważ trzy Osoby Boskie przebywają nieustannie w duszach będących w łasce Bożej. Pozostaje również tajemnicza jedność z Jego Człowieczeństwem, która – pomimo, że nie jest już obecna w komunikancie swą istotą – jest obecna poprzez wpływ Jego czynnej obecności, poprzez rozlanie Jego łaski.

Jeżeli po strawieniu postaci Chleba i Wina, Serce Jezusa nie jest już obecne sakramentalnie, jednakże pozostaje z nami duchowo poprzez promieniowanie Jego miłości, Jego ożywiającego działania, jako że wszystko to, co otrzymujemy w porządku nadprzyrodzonym, otrzymujemy zawsze przez pośrednictwo Najświętszego Człowieczeństwa Chrystusa. Ta duchowa jedność z Jezusem, z Jego Sercem nie wymaga koniecznie Komunii, wymaga jedynie stanu łaski; Jednakże Chleb Eucharystyczny tę jedność ożywia, umacnia, utwierdza, sprawia, że staje się głębsza – Jezus coraz bardziej bierze w swoje posiadanie i coraz mocniej wpływa na duszę tego, kto przystępuje do Komunii św., Jego Boże Serce opromienia swą miłością i wlewa wszystkie swe cnoty do serca, które przyjmuje Go w Najświętszym Sakramencie. Nie jest więc złudzeniem dążyć do rzeczywistego i trwałego zjednoczenia z Panem Jezusem, z Jego Sercem. Więcej nawet - to właśnie o tę jedność Kościół każe nam prosić w pięknej modlitwie Mszy, która poprzedza Komunię:  „nie dozwól mi nigdy odłączyć się od Ciebie”.

Intimità divina – o. Gabriel od św. M. Magdaleny O.C.D.

czytaj również: "Serce Jezusa a serce człowieka", o. Stefano Maria Manelli

SERCE MIŁOSIERNE

 

Obchodząc uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa czcimy tajemnicę Najświętszej Eucharystii. Dziękujmy Bogu z całego serca, że zechciał pozostać wśród nas i jak zachęca nas św. Jan Paweł II „nie żałujmy czasu na nawiedzenie [Najświętszego Sakramentu], na kontemplację pełną wiary i gotowość wynagrodzenia wielkich win i występków świata.

 

Kościół celebruje tajemnicę Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa po święcie Zesłania Ducha Świętego. Mogłoby się wydawać, że lepiej by było obchodzić ją w Wielki Czwartek, a więc w dniu, w którym, jak wiadomo, nasz Zbawiciel ustanowił ten sakrament. Lecz Kościół święty jest niczym nienaganny i dobrze wychowany syn, którego ojciec dotarł do końca swych dni i w chwili gdy umiera, pozostawia mu wielkie i bogate dziedzictwo - nie ma on czasu, by zatrzymać się na moment i pomyśleć o otrzymanym spadku, cały jest bowiem pogrążony w żałobie. Tak też i Kościół, Oblubienica Chrystusa, jest do tego stopnia pogrążony w smutku w tych dniach męki i okrutnych cierpień, że nie jest w stanie, tak jakby chciał, celebrować tego ogromnego dziedzictwa, które zostało mu zostawione, to jest najświętszych sakramentów ustanowionych w tych dniach.

Dlatego właśnie Kościół ustanowił ten a nie inny dzień dla uczczenia tajemnicy Eucharystii. W tym dniu chciałby za ten ogromny dar, który otrzymał, podziękować Chrystusowi w sposób specjalny, do czego, z powodu naszego ubóstwa, sami nie jesteśmy zdolni. Dlatego Syn Boży, który zna wszystko od zawsze, wyszedł naprzeciw naszej słabości, ustanawiając ów Przenajświętszy Sakrament. To dla nas, składając dziękczynienie Bogu, ,,wziął chleb i odmówiwszy błogosławieństwo, połamał i dał uczniom” (Mt 26, 26). W ten sposób jesteśmy wciąż zachęcani do tego, by dziękować Mu za tak wielki dar, jak tylko możemy. Lecz dlaczego Święta Matka Kościół ustanowił właśnie ten czas, by celebrować pamiątkę tej tajemnicy? Dlaczego właśnie po obchodzie innych tajemnic wiary: po dniach Bożego Narodzenia, Zmartwychwstania, Wniebowstąpienia i Zesłania Ducha Świętego? Wszystko to nie bez powodu! Ta najświętsza tajemnica jest tak bardzo powiązana z innymi, że słusznie może być do nich dołączona. Dzięki temu najświętszemu misterium ołtarza, poprzez przyjęcie ożywiającej Eucharystii, przez ten Chleb Niebieski wierni tak mocno zjednoczeni z Chrystusem, że mogą, zaczerpnąć swoimi ustami z otwartego boku Zbawiciela niezmierzone skarby wszystkich sakramentów.

Lecz istnieje też inny powód ku temu. Otóż, wśród tajemnic wiary jest też tajemnica Wniebowstąpienia. Dokonało się ono po to, aby Pan wziął w posiadanie Królestwo Niebieskie i aby objawiło się Jego panowanie, o którym mówił wcześniej: ,,Została Mi dana wszelka władza w niebie i na ziemi” (Mt 28, 18). Każdy władca w chwili objęcia władzy udaje się najpierw do miasta, które jest stolicą kraju; tak i Chrystus: obdarzony szeroką władzą i wyposażony we wszelkie prawa zarówno w niebie, jak i na ziemi, najpierw wziął w posiadanie niebo i stamtąd, jakby dla potwierdzenia swego panowania, zesłał na ludzi dary Ducha Świętego. Chcąc jednak królować również na ziemi, zostawił samego siebie w Najświętszej Ofierze ołtarza, w tej najgłębszej tajemnicy, którą czcimy w dzień Bożego Ciała. Dlatego Kościół nakazuje, aby dzień ten był uroczyście czczony przez wszystkich podczas procesji idących przez miasta i wioski.

Pan, ustanawiając sakrament Eucharystii, przyszedł po to, aby zniszczyć wszystkie bożki [światowe], byśmy mogli, wraz z prorokiem Izajaszem, wołać do Pana: ,,Tylko Ty jesteś Bogiem i nie ma innego! Inni Bogowie nie istnieją! Prawdziwie Tyś Bogiem ukrytym, Boże Izraela, Zbawco!” (Iz 45, 14-15). O Boże dobry, do tej pory byliśmy poddani ciału, zmysłom, światu; do dzisiaj bogiem dla nas był nasz brzuch, nasze ciało, nasze złoto, nasza polityka. Chcemy jednak wyrzec się tych wszystkich bożków, aby oddawać cześć jedynie Tobie jako prawdziwemu Bogu, aby czcić Ciebie za to, ż uczynił nam tyle dobra, a przede wszystkim za to, ż nam zostawił samego siebie jako nasz pokarm. Błagamy Cię, spraw, aby od tej chwili nasze serca były Twoje i aby nic nie mogło oderwać nas od Twojej miłości. Wolimy raczej umrzeć tysiąc razy, niż obrazić Cię, chociażby tylko w najmniejszym stopniu. W ten sposób, stając się lepszymi dzięki Twojej łasce, będziemy mogli się radować na wieki Twoją chwałą. Amen. 

Św. Karol Boromeusz

 

Błogosławiony Honorat Koźmiński mówił: „ Gdy obejmuję myślą te niezmierzone pożytki, jakie by można otrzymać z [(...)połączenia się z Panem Jezusem w Najświętszym Sakramencie], gdy wspomnę o tej gorącej żądzy udzielenia się Jego naszym duszom i o tym wyczekiwaniu Jego Serca, a z drugiej strony obiegnę myślą wszystkie tabernakula, w których On przebywa i zobaczę, jak często kościoły są puste i opuszczone, serce mi się ściska boleśnie na ten widok, że Zbawiciel jest zawiedziony w swoich pragnieniach, że ten Miłośnik nasz Wszechmocny tak jest wzgardzony i zaniedbany.” Prośmy zatem Najświętszą Maryję Pannę o żywe nabożeństwo do Eucharystii oraz by dzisiejsza uroczystość pomoa nam odkryć na nowo Eucharystyczną Obecność w naszych codziennych zajęciach. 

 

„Kult Najświętszego Serca powinien być uważany przez wszystkich za szlachetny i godny przejaw prawdziwej pobożności, jakiej wymaga się dzisiaj (szczególnie na mocy wskazań Soboru Watykańskiego II) wobec Jezusa Chrystusa będącego Królem i zjednoczeniem wszystkich serc...” (Paweł VI).

Serce ludzkie to serce tak tajemnicze i tak kruche, tak wielkie i tak nędzne, że musi mieć Serce Jezusowe za swego Króla i zjednoczenie, albo też za Króla i centrum, jak mówi dosłownie łaciński tekst litanii do Najświętszego Serca cytowanej przez papieża Pawła VI.

Miłość jest podstawową aktywnością serca. Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem (…). To jest największe i pierwsze przykazanie (Mt 22,37–38). Największe przykazanie Boże w pierwszej kolejności wymaga miłości od ludzkiego serca.

Widać więc, jak drogocenne jest w człowieku jego serce. To ono łączy w jedno ciało i ducha, krew i duszę ludzką. Jak możemy należycie dowartościować i uświęcić to serce? Jak wykorzystać cały jego potencjał miłości?

Obserwując, kochając i naśladując Serce Pana Jezusa „mistyczne schody, którymi wstępujemy w objęcia Boga, naszego Zbawiciela” (Pius XII).

Pobożne praktyki kultu Najświętszego Serca są bardzo ważne, zwłaszcza nabożeństwo dziewięciu pierwszych piątków miesiąca. Muszą one jednak prowadzić nasze serca do naśladowania Serca Jezusowego, w przeciwnym razie tracą na znaczeniu i żywotności.

Święta Małgorzata Maria Alacoque, uczennica i oblubienica Najświętszego Serca Jezusowego, gorąco apelowała, aby każdy dobrze zrozumiał, że nabożeństwo do Najświętszego Serca Jezusowego jest przede wszystkim „kultem naśladowania i odzwierciedlania w życiu cnót, jakimi jaśnieje On w Najświętszym Sakramencie Ołtarza”.

Serce Jezusowe porównane z sercem ludzkim. Niech ten miesiąc czerwiec pozwoli nam nauczyć się z takiego porównania, jak nasze serce powinno upodabniać się do Najświętszego Serca, uwalniając się od niestałości swoich nędz i urzeczywistniając tę pełnię miłości, do jakiej wzywa nas Pan Bóg.

Niech Niepokalane Serce Maryi, które dzieliło swe uderzenia z Sercem Jezusowym, pomaga nam każdego dnia w naszym wysiłku miłości do Najświętszego Serca!

 

Szczególnie polecamy do rozważania:

CIERNIE I RÓŻE WOKÓŁ NIEPOKALANEGO SERCA MARYI

 

Niepokalane Serce Maryi zwykle przedstawiane jest na obrazach na dwa różne sposoby: na niektórych Serce jest otoczone cierniami, a na innych różami.

Zarówno korona z cierni, jak i korona z róż jest nieodzowna, by wyrazić to, co Niepokalane Serce Maryi od nas otrzymuje -poprzez nasze codzienne zachowania. Te dwie korony w sposób prosty i bezpośredni wyrażają cierpienia i radości, których my - dzieci - przysparzamy Niepokalanemu Sercu naszej Niebieskiej Matki.

Co zatem symbolizują ciernie i róże? Ciernie są symbolem grzechów, zniewag , świętokradztw i bluźnierstw, którymi obrażamy Niepokalane Serce. Róże zaś, są symbolem aktów miłości, delikatności, czułości wobec Serca Bożej Matki. To właśnie ciernie i róże są odzwierciedleniem relacji człowieka z Matką Najświętszą; stosunku całego człowieka: jego myśli, uczuć, słów, uczynków i zaniedbań.

Dobrze wiemy, że sercu matki nie jest obojętne nic, co dotyczy jej dzieci. Jest to naturalne prawo macierzyństwa, którego każdy mógł doświadczyć w relacji z ziemskimi matkami. Któż ich nie pamięta? A jeżeli odnosi się to do ziemskich matek, nawet w pewien sposób ograniczonych i posiadających wady, to o ile bardziej będzie się odnosiło do Serca Matki Bożej, które jest oceanem nieocenionych łask oraz nieboskłonem doskonałych cnót?

Najczystsze i najdelikatniejsze, najczulsze i najsubtelniejsze Niepokalane Serce Maryi jest całe oddane nam, którzy staliśmy się Jej dziećmi przez Syna i wraz z Synem „pierworodnym między wielu braćmi” (Rz 8,29). Nic zatem nie może być obojętne Jej Sercu. Wszystko dosięga Jej  matczynego Serca, każda nasza sprawa dotyka w określony sposób Jej Niepokalane Serce: ciernie kłują i rozrywają, a róże pieszczą i rozlewają wokół swoją miłą woń.

Ciernie! Wszystkie nasze myśli i słowa, czyny oraz zaniedbania, mo wytworzyć ciernie, które kłują i rozdzierają Niepokalane Serce Maryi. I to właśnie jest niekończące się cierpienie matczynego Serca Maryi. Pomyślmy tylko o cierniach naszych grzechów w myślach, słowach, czynach i zaniedbaniach, grzechach przeciwko wierze, miłości, pokorze, czystości, sprawiedliwości, wierności oraz przeciwko wszystkim innym cnotom i przeciw Przykazaniom Bożym. Pomnóżmy następnie te grzechy przez liczbę ludzi żyjących na ziemi... Czy zdołamy sobie wyobrazić jak ogromną liczbę cierni one tworzą? Któż mógłby je zliczyć jeśli nie sam Bóg?

My wszyscy jesteśmy odpowiedzialni, w mniejszym lub mniejszym stopniu za te ciernie grzechów, które kłują, szarpią i ranią to matczyne Serce. Przerażające jest to, że my wbijamy te ciernie w Jej Serce, niekiedy nawet nie zdając sobie z tego sprawy, z gorzką obojętnością obcych: a przecież jesteśmy Jej dziećmi!

Objawienie Niepokalanej w Fatimie z Sercem otoczonym cierniami, wywarło wielkie wrażenie na trojgu małych pastuszkach, którzy natychmiast po objawieniu zaczęli robić różnego rodzaju wyrzeczenia, właśnie po to, by wynagrodzić za zniewagi uczynione przeciwko Niepokalanemu Sercu Maryi.

W odróżnieniu od „siedmiu mieczy” Matki Bożej Bolesnej, które oznaczają zarówno bolesne momenty z życia Maryi, jak również bluźnierstwa i ciężkie grzechy ludzi przeciw Niej, ciernie poprzez to, że są drobne, dobrze oddają charakter gęstej „sieci” zniewag, obelg i niewierności, braku szacunku i delikatności, zaniedbań i braku staranności. Oto nasze bardzo liczne grzechy powszednie, wady, niedoskonałości, słabości, których nie unikamy lub z nimi nie walczymy.

Wszystkie te ciernie naszych grzechów wbijają się w matczyne Serce Niepokalanej i nie mogą nie wbijać się, ponieważ jesteśmy Jej dziećmi, odkupionymi za cenę Jej Boskiego Syna; dlatego jest Ona naszą Matką, i to jeszcze jaką!?

Jeżeli pomyślelibyśmy choć trochę o troskliwości i serdeczności matczynego Serca Maryi wobec każdego z nas, jeżeli rozważalibyśmy o Jej najdoskonalszej i najdelikatniejszej wrażliwości, dzięki której odczuwa każde najmniejsze nawet niedostrzegalne poruszenie duszy, każdą skrytą intencję naszych myśli, każde intymne uderzenie naszego serca...  O ile będziemy wtedy bardziej uważni, by unikać wielu cierni grzechów i nieporządków, które popełniamy w myślach, słowach, czynach, uczuciach i o ile bardziej będziemy gorliwi, aby otoczyć Serce Niepokalanej różami, tylko różami, mnóstwem róż.

Róże! Wiemy, że róże są symbolem miłości. Każda róża zatem będzie oznaczała jeden akt miłości. Wiele róż – wiele aktów miłości. Niepokalane Serce otoczone różami, jest sercem otoczonym przez miłość; lecz jest także sercem, które ujawnia się jako miłość i które pragnie obdarzać jedynie różami miłości.

Do czego jesteśmy wezwani jako chrześcijanie i jeszcze bardziej jako dzieci Maryi? Z pewnością jesteśmy wezwani, by otaczać różami Serce Niepokalanej, całym mnóstwem róż - to znaczy różami cnót, aktów miłości, wielkich i małych wyrzeczeń, modlitw, aktów strzelistych, gestów pokory i miłości bliźniego, nawet najmniejszych darów, skromnych i ukrytych „kwiatków”.

Jeśli chcemy naśladować prawdziwych zakochanych w Maryi - świętych wszystkich czasów i miejsc, możemy również i my przemienić każdy nasz dzień chrześcijańskiego życia w koronę małych i wielkich róż wokół matczynego Serca Niepokalanej.

Róże posiadają pewien szczegół, który uczy nas jak bardziej kochać, całkowicie bezinteresownie. Róże przecież mają kolce: „Nie ma róży bez kolców”, mówi przysłowie. Matce Bożej damy róże bez kolców, a kolce weźmiemy dla nas. W jaki sposób?

Kiedy grzeszymy, to co czynimy?

Czynimy właśnie to: Zabieramy róże dla nas – zaspokajając nasze egoistyczne życzenia i pragnienia, dajemy kolce Niepokalanej, która to swoim cierpieniem i krwią swego Serca płaci za nasze winy. Natomiast kiedy praktykujemy cnoty, obdarowujemy Ją aktami miłości, dając tym samym Jej Sercu pocieszenie, a kolce wyrzeczenia naszych zachcianek i naszego egoizmu zostawiamy dla nas.

Jest też pewna wyjątkowa korona róż, którą możemy otoczyć matczyne Serce Niepokalanej, oczywiście jest nią korona Różańca Świętego.  Każda korona Różańca to właśnie korona pięćdziesięciu róż. Jest to korona najpiękniejsza i najprzyjemniejsza dla Matki Bożej, spośród wszystkich innych modlitw i pobożności maryjnych. Jest to również korona najbardziej pożyteczna i cenna dla nas, dla naszego serca potrzebującego miłości, miłości bez ustanku, tej miłości, która sprawia, że wiele razy powtarzamy naszymi ustami Zdrowaś Maryjo... Święta Maryjo...

Sama Niepokalana, jak pamiętamy, wielokrotnie o to prosiła i zalecała modlitwę różańcową podczas każdego objawienia trojgu pastuszkom z Fatimy: „Odmawiajcie Różaniec... Odmawiajcie Różaniec...”.

Dlaczego więc nie dołożyć starań, by każdego dnia otaczać Serce Niepokalanej tą oto koroną błogosławionych róż, dołączając do nich wszystkie inne róże, które możemy zebrać pośród bolesnych zajęć tej ziemi „ i cierni”(Rdz 3,18)?

Podążajmy tą drogą, która jest drogą prawdziwych dzieci Maryi, weźmy sobie do serca synowski obowiązek, by wyciągać ciernie grzechów z Serca Niepokalanej, zamieniając je na róże cnót, ofiar, aktów miłości oraz Zdrowaś Maryjo... Zdrowaś Maryjo... Zdrowaś Maryjo...

O. Stefano M. Manelli

 

 

Wiemy wszyscy co oznacza dzień dzisiejszy. Wiemy też, jak w historii rozwijała się ta uroczystość. I w Litanii loretańskiej często odmawiamy: Królowo Korony Polskiej, czy Królowo Polski, módl się za nami. Tylko czy czasem ta nazwa nie spowszedniała nam i nie robi takiego wrażenia, jakie robić powinna? Gdy oglądamy się wokoło i wspomnimy na treść tej nazwy, musimy przyznać, że to jednak jeszcze nie wszyscy wierzący w Polsce znają dobrze Matkę Najświętszą i uznają Ją za swoją Królową. Jest dysonans między ogólnym powiedzeniem a rzeczywistością [...]. Ilu to jest katolików tylko z metryki. A nawet i ci, którzy praktykują religię i spełniają obowiązki katolickie, czy nie mają sobie nic do wyrzucenia? Wiele i tu brak. Jeżeli wglądniemy do swych serc, musimy przyznać, że nie uznajemy w zupełności Matki Najświętszej za swą Królową.

Nie chcemy, żeby Ona była tylko z nazwy Królową, ale żeby była rzeczywistą Królową, godną Matki Bożej. Nie żeby była Królową konstytucyjną, i to nawet nie w ten sposób, jak rządzili królowie w czasie absolutyzmu, ale żeby rządziła duszami Polaków, by po prostu Jej poświęcone były te dusze. I to wszyscy mają być Jej, a Ona ma być wszystkich Królową. Albo Ona będzie naszą Królową, jak przystało na Królową, albo wykreślimy tę nazwę i ten przywilej.

My tu w Niepokalanowie zebraliśmy się z różnych stron Polski i zebraliśmy się po to, żeby być rycerzami Niepokalanej. Dla nas to święto ma znaczenie głębsze. Być rycerzami Niepokalanej i zdobywać dla Niej serca wszystkich – to nasz cel [...].

Mówi się ogólnie i słusznie, że jest bardzo dużo ludzi dobrej woli. Do tych musimy iść z łagodnością i miłością. Ale mamy nie zapominać, że są ludzie złej woli. Pan Jezus przebaczył jawnogrzesznicy, ale do faryzeuszów straszne powiedział słowo: „plemię jaszczurcze” (Por. Mt 12,34). Jan Duns Szkot, idąc na dysputę w obronie Nieokalanego Poczęcia, zwrócił się do Niepokalanej i modlił się przy napotkanej figurce: „Dozwól mi chwalić Cię Panno Przenajświętsza. I daj mi moc przeciwko nieprzyjaciołom Twoim”.

Gdy zbadamy tę modlitwę, zauważymy w niej dwie części: Pierwsza bardzo pokorna, w której mówi: „Dozwól mi chwalić Cię Panno Przenajświętsza”; druga, w której zaciska pięść i mówi: „Daj mi moc przeciwko nieprzyjaciołom Twoim”. My nie możemy być gorsi od tego franciszkanina dającego kierunek prądowi, który zrodził dogmat o Niepokalanym Poczęciu. Nie możemy inaczej zrobić jak on. Będziemy walczyć, aż wszyscy uznają Niepokalaną za Królową. Chociażby każdy z nas był rozproszony, bo nie wiadomo jakie koleje mogą jeszcze przyjść na Polskę, do śmierci będziemy o to walczyć, bo to nasz ideał. Czy będziemy osobno lub razem, gdziekolwiek i w jakichkolwiek warunkach. Dopóki będziemy żyli, będziemy walczyć. I po śmierci jeszcze więcej walczyć będziemy, aby Matka Najświętsza była Królową Kościoła w Polsce i Królową całego świata.

Niepokalanów, święto Matki Bożej Królowej Polski 3 V 1937, w czasie akademii maryjnej dla mieszkańców Niepokalanowa.

Konferencja nr 74 w: Konferencje św. Maksymiliana Marii Kolbego, Wydawnictwo Ojców Franciszkanów, Niepokalanów 2009, s. 107-108.

Boże Miłosierdzie to jedna z najważniejszych prawd chrześcijaństwa, ukazująca nieskończoną miłość Boga do człowieka. Jest ono fundamentem wiary, przypominającym, że żaden grzech nie jest większy od Bożej łaski i że każdy człowiek ma możliwość nawrócenia i pojednania z Bogiem.

Biblijne źródła miłosierdzia

Pismo Święte pełne jest odniesień do Bożego miłosierdzia. W Starym Testamencie Bóg objawia się jako miłosierny i łaskawy, gotowy przebaczać grzesznikom. W Nowym Testamencie największym wyrazem Bożej miłości jest Jezus Chrystus, który poprzez swoją śmierć i zmartwychwstanie otworzył ludziom drogę do zbawienia. Szczególnie wymowny jest fragment z Ewangelii wg św. Łukasza: Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny" (Łk 6,36).

Święta Faustyna i orędzie Miłosierdzia

Święta Faustyna Kowalska przekazała światu niezwykłe objawienia o Bożym Miłosierdziu. Jezus polecił jej szerzyć kult Jego miłosiernej miłości poprzez obraz "Jezu, ufam Tobie", Koronkę do Bożego Miłosierdzia oraz ustanowienie święta Miłosierdzia Bożego. Dzieła św. Faustyny, zapisane w Dzienniczku, stały się inspiracją dla milionów wiernych na całym świecie.

Boże Miłosierdzie w praktyce

Wiara w Boże Miłosierdzie nie kończy się na modlitwie – domaga się działania. Przypomnijmy sobie uczynki miłosierdzia względem ciała oraz względem ducha:

  • Głodnych nakarmić, spragnionych napoić, nagich przyodziać, podróżnych w dom przyjąć, więźniów pocieszać, chorych odwiedzać, umarłych pogrzebać.

  • grzesznych upominać, nieumiejętnych pouczać, wątpiącym dobrze radzić, strapionych pocieszać, krzywdy cierpliwie znosić, urazy chętnie darować, modlić się za żywych i umarłych.

Przebaczenie, współczucie i troska o innych to najlepszy sposób na praktyczne realizowanie Bożej miłości.

Znaczenie Bożego Miłosierdzia dziś

Współczesny świat często zmaga się z lękiem, samotnością i brakiem nadziei. Orędzie o Miłosierdziu Bożym przypomina, że Bóg jest zawsze gotów przyjąć człowieka, niezależnie od jego błędów i słabości. Święty Jan Paweł II podkreślał, że Bóg jest bogaty w Miłosierdzie i że Miłosierdzie jest kluczem do lepszego świata, w którym ludzie wybaczają sobie nawzajem i żyją w pokoju.

Boże Miłosierdzie to nie tylko teologia – to żywa rzeczywistość, która zmienia ludzkie serca. Dlatego warto się na nie otworzyć i przekazywać je innym w codziennym życiu.

Podkategorie

Czy możemy pomóc duszom czyśćcowym dostać się do nieba?

Oto nauczanie Kościoła w tej kwestii: Możemy pomagać, a także uwalniać zmarłych od cierpień czyśćcowych, „ofiarując za nich modlitwy za zmarłych, w szczególności Ofiarę Eucharystyczną, lecz także jałmużnę, odpusty i dzieła pokutne” [Kompendium KKK 211].

Dzięki obcowaniu świętych, członkowie Kościoła triumfującego w niebie, Kościoła cierpiącego w czyśćcu oraz Kościoła walczącego na ziemi mogą pomagać sobie wzajemnie w miłości Chrystusa, Głowy Ciała Mistycznego.

Jakkolwiek znajdują się oni w różnych warunkach i stanach życia, członkowie potrójnego Kościoła stanowią istotnie jedno Ciało Mistyczne, którego Głową jest Pan Jezus, obecny i działający zawsze w miłości tych, którzy pomagają innym. Oto zachwycająca solidarność łaski łącząca trzy części Kościoła, poprzez wzajemną pomoc, w jedności miłości z Głową Kościoła, Jezusem Chrystusem.

Copyright © 2026 Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Niepokalanej