Najświętsza Panna jest Bramą Nieba
Najświętsza Panna jest Bramą Nieba
Winni jesteśmy cześć Matce Bożej, ponieważ jest Ona rękojmią naszego wiecznego zbawienia, znakiem przeznaczenia do raju.
Św. Augustyn mówi, że na ziemi wszyscy wybrani są ukryci w łonie Maryi. Św. Bonawentura twierdzi: „Ktokolwiek naznaczony jest czcią dla Maryi, będzie zapisany w księdze życia”. Czyli, ujmując rzecz jeszcze dobitniej – kto kocha Najświętszą Pannę, ma zapewnione niebo. Św. Alfons posuwa się do stwierdzenia: „Kto kocha Matkę Bożą, ten może być tak pewny raju, jakby już w nim był”.
Nabożeństwo do Bożej Rodzicielki daje więc pewność Królestwa Niebieskiego. Najświętsza Panna została nazwana Bramą Nieba i tylko przez Nią można dostać się do raju. W wyrazisty sposób ujął to św. Bonawentura: „Nikt nie wejdzie do nieba inaczej, jak przez Maryję, która jest bramą”. Pocieszająca jest myśl, że wszyscy – święci i grzesznicy, wierzący i niedowiarkowie – mogą stać się czcicielami Matki Bożej, a tym samym stanąć blisko tej Bramy Nieba.
Maryja jest Matką każdego z nas, naszą Współodkupicielką i Pośredniczką dla każdego, kto pragnie się zbawić, jest miłującą Królową wszechświata. Jeśli Bóg Ojciec „pragnie, by wszyscy ludzie zostali zbawieni” (1Tm 2,4), to zbawienie wieczne wszystkich ludzi jest również pragnieniem Maryi, ich Matki. I jak Pan Jezus powiedział o Swoich owcach: „Ja daję im życie wieczne. Nie zginą one na wieki i nikt nie wyrwie ich z Mojej ręki” (J 10,28), tak samo Maryja, niebiańska Współodkupicielka, nigdy nie dopuści, aby demon wyrwał Jej z rąk tych, którzy Jej się powierzyli. „Bo kto mnie znajdzie, ten znajdzie życie i uzyska łaskę u Pana” (Prz 8,35) – takie słowa Liturgia Kościoła wkłada w usta Najświętszej Maryi Panny.
Łaska i wierność
Matka Boża jest Skarbniczką wszelkich łask. Dlatego do Niej musimy się uciekać, aby otrzymać pomoc i wsparcie w naszej drodze do zbawienia wiecznego. Przywołajmy raz jeszcze List do Hebrajczyków (Hbr 4,16): „Przybliżmy się więc z ufnością do tronu łaski, abyśmy otrzymali miłosierdzie i znaleźli łaskę dla uzyskania pomocy w stosownej chwili”. Przybliżmy się pospiesznie i pozwólmy, aby Jej ręce obsypały nas łaskami. Wspomnijmy pouczającą historię małego synka artysty Bramantego, którego ojciec wysłał do papieża z kilkoma szkicami do oceny i zatwierdzenia. Chcąc nagrodzić chłopca, papież otworzył szufladę ze złotymi monetami i powiedział: „Weź sobie, ile chcesz”. Chłopczyk szybko wyciągnął rączkę, ale zaraz ją cofnął i powiedział do papieża: „Niech Ojciec Święty sam mi da, bo ma o wiele większą rękę”.
Zaiste – ręce Maryi mogą objąć i rozdawać znacznie więcej łask i błogosławieństw, jakich potrzebujemy dla siebie samych i dla innych. Powierzajmy się więc Jej matczynym dłoniom! Z drugiej strony jednak, nie wolno nam przypuszczać, że otrzymamy łaski, nie wypełniając naszego obowiązku wierności i wzrastania w życiu chrześcijańskim. Koleżanki zapytały raz św. Bernadettę Soubirous: „Czy skoro Matka Boża powiedziała ci, że nie uszczęśliwi cię na ziemi, ale w niebie, to znaczy, że jesteś pewna pójścia do nieba?” Święta odpowiedziała: „Tak, o ile wypełnię do końca swoje zadanie”. Trzeźwa i mądra odpowiedź. Najświętsza Panna jest Bramą Nieba dla tych, którzy dochowają wierności woli Bożej: „Dobrze, sługo dobry i wierny! (...) wejdź do radości twego pana” (por. Mt 25,21), mówi Pan Jezus.
Ucieczka grzesznych
To wielka pociecha wiedzieć, że Niebieskiej Matce powierzono przede wszystkim zbawienie grzeszników, błądzących, zrozpaczonych, którzy do Niej się uciekają.
Św. Gertruda ujrzała w pewnej wizji Najświętszą Dziewicę w płaszczu, pod którym chowało się mnóstwo najróżniejszych zwierząt. Matka Boża dała jej do zrozumienia, że pod Jej płaszczem znaleźli schronienie i ocalenie wszyscy grzesznicy, którzy się do Niej uciekali.
Tę prawdę potwierdzają, w budzący otuchę sposób, wielcy święci i doktorzy Kościoła. Przytoczmy kilka ich myśli.
Św. Ignacy męczennik mówi: „Ten, kto będzie zawsze pełen gorliwości i czci względem dziewiczej Matki Boga, nigdy źle nie skończy. Niemożliwe, Dziewico, aby jakiś grzesznik mógł osiągnąć zbawienie inaczej, jak dzięki Twojej pomocy i Twojemu wstawiennictwu”.
Św. Augustyn nazywa Maryję „jedyną nadzieją grzeszników”, a św. Hilary uspokaja: „choćby ktoś był najpierw grzesznikiem, lecz potem oddał się Maryi, to niemożliwe, aby się potępił”. Św. Piotr Damiani wyznaje: „O Maryjo, Ty możesz przywrócić nadzieję zbawienia nawet najbardziej zrozpaczonym duszom.” Św. Anzelm akcentuje tę wypowiedź zawierzeniem: „O Maryjo! Niemożliwe, by zginął ktokolwiek, kto odwołał się do Ciebie”.
Św. Bernard przytacza piękne biblijne obrazy arki i drabiny, pisząc że „Maryja jest tą arką, za pomocą której ratujemy się z potopu wiecznego potępienia… Dzieci moje najmilsze, Maryja (…) jest drabiną grzeszników, Ona jest moją ufnością, Ona jest całą podstawą mojej nadziei”. Powinniśmy też pamiętać o św. Bonawenturze, św. Ludwiku M. Grignion de Montfort, św. Pawle od Krzyża, św. Alfonsie Liguori, św. Leonardzie z Porto Maurizio, św. Janie Marii Vianney’u (Proboszczu z Ars), św. Antonim M. Clarecie i wielu innych.
Być może cała nauka o tej prawdzie zawiera się w jasnej myśli św. Jana Damasceńskiego: „Bóg udziela łaski pobożności maryjnej tym, których pragnie zbawić”. Dlatego św. Alfons niestrudzenie zalecał czcicielom Maryi, aby z wdzięcznością strzegli słodkiego zastawu zbawienia wiecznego. Każdemu zaś, kogo spotkał, wręczał obrazek Najświętszej Panny, zachęcając do nabożeństwa do Matki wszelkiego Miłosierdzia. Powinniśmy mieć zawsze w pamięci zawołanie św. Kamila Lellis: „Biada nam grzesznym, jeśli w niebie nie będziemy mieli tej wspaniałej Orędowniczki!”
Wybawia od piekła
Od świętych możemy zaczerpnąć także pocieszającą pewność nieograniczonego działania miłosiernej miłości Maryi względem tych Jej czcicieli, którzy według sprawiedliwości zasługiwaliby na piekło.
Począwszy od św. Jana Chryzostoma, przez św. Bernarda i św. Alfonsa, po św. Maksymiliana M. Kolbego, chór najszlachetniejszych głosów powtarza, że podczas gdy Pan Jezus jest Królem miłosierdzia i sprawiedliwości, Najświętsza Maryja Panna jest Królową samego tylko miłosierdzia.
To dlatego św. Jan Chryzostom napisał w dobitnych i przejrzystych słowach: „Niezmierzone miłosierdzie Maryi ratuje wielką liczbę nieszczęśników, którzy według praw Boskiej sprawiedliwości byliby potępieni.”
Matka św. Tereski opowiada wdzięczny szczegół z dzieciństwa swej świętej córki: „Mała Tereska zapytała mnie któregoś dnia, czy pójdzie do nieba. – Tak, jeśli będziesz grzeczna i dobra – odpowiedziałam jej. – Och, mamo – odparła na to – to znaczy, że jeśli byłabym niegrzeczna i niedobra, to poszłabym do piekła? Wiem, co bym wtedy zrobiła: przytuliłabym się mocno do ciebie, kiedy ty szłabyś do nieba, tak że zaniosłabyś mnie tam. Co mógłby wtedy zrobić dobry Bóg?... Wyczytałam w jej spojrzeniu niezachwiane przekonanie, że dobry Bóg nie mógłby uczynić nic przeciw niej, skoro schroniłaby się w ramionach matki…”.
Powszechnie znana jest pouczająca historyjka, jaką często opowiadał także św. Ojciec Pio: Przechadzając się po niebie Pan spotyka wielu grzeszników zasługujących na piekło. Woła więc św. Piotra i poleca mu pilnować, żeby do nieba nie wchodził nikt, kto na to nie zasługuje. Św. Piotr obiecuje większą czujność i stara się być uważniejszy. Nazajutrz Pan, przechadzając się, spotyka jednak jeszcze więcej grzeszników. Ponownie przywołuje więc niebieskiego Klucznika i tym razem surowo go upomina. Ten czuje się upokorzony i przyrzeka najwyższą czujność.
Mimo to nazajutrz sytuacja się powtarza: Pan spotyka kolejnych grzeszników. Woła więc św. Piotra i tym razem chce go ukarać odebraniem mu kluczy niebieskich. Św. Piotr ma jednak coś do powiedzenia na swoją obronę. Odkrył bowiem, w jaki sposób grzesznicy przedostają się do nieba: Późną nocą, kiedy wszyscy śpią, Najświętsza Panna otwiera bramę nieba i wpuszcza wszystkich grzeszników. Tak więc – kończy św. Piotr – Nie mogę przeciwstawić się Twojej Matce... Na co Pan odpowiada: Ja też!
Miał więc rację św. Grzegorz Wielki, kiedy twierdził: „Nic nie oprze się Twej władzy, o Maryjo, i Twój Syn wydaje się spełniać swój obowiązek, kiedy wysłuchuje Twoich modlitw”. Dokładnie tak: Pan Jezus nie może odmówić swojej Mamie!
W żywocie św. Gemmy czytamy, że pewnego dnia święta w ekstazie prosiła Pana Jezusa o nawrócenie pewnego zatwardziałego grzesznika, wysoko postawionego masona. Pan nie chciał o tym słyszeć: „Zanadto nadużył łask; uparcie trwa w grzechu – pozostawiłem go więc samemu sobie!”. Św. Gemma nie ustępowała jednak, wciąż nalegając w modlitwie – ale bez efektu. Wreszcie, widząc zdecydowany sprzeciw Pana Jezusa, zawołała ze wzburzeniem: „W porządku. Zrozumiałam. Powiem to Twojej Matce – a Ty odmawiaj Jej” i zwróciła się do Jego Matki. Najświętsza Panna raz tylko spojrzała na Syna – a On uśmiechnął się: łaska została udzielona. Tego samego dnia grzesznik przystąpił do spowiedzi.
Św. Bernard słusznie twierdził, że „Maryja jest całą podstawą naszej nadziei!” Nie ustawajmy więc w zawsze ufnym zwracaniu się do Matki Bożej, wołając do Niej jak św. Efrem: „Witaj, Nadziejo duszy! Pewne Ocalenie Chrześcijan! Witaj, Wspomożenie grzesznych! Witaj Podporo wierzących! Ucieczko świata całego!”
Wszechmoc prosząca
Najlepsze potwierdzenie pocieszającej prawdy o potędze matczynego wstawiennictwa znajdujemy w samej Ewangelii, w opowieści o weselu w Kanie Galilejskiej. Interwencja Matki Bożej następuje w chwili, nie będącej jeszcze czasem Boga „jeszcze nie nadeszła godzina moja” (J 2,4), a jednak uzyskuje to, co nie miało jeszcze być udzielone. Upewnia nas to, że miłosierdzie Maryi jest naprawdę wszechmocne w sercu Boga do tego stopnia, że zmienia Boskie postanowienia. Celnie ujął to św. Tomasz z Akwinu: „Słowami z Kany jeszcze nie nadeszła godzina Moja, Jezus daje nam do zrozumienia, że nie dokonałby cudu, gdyby prosił o to ktoś inny, a nie Dziewica; skoro jednak prośba przychodziła od Jego Matki, spełnił ją natychmiast.”
Jeśli Matka Boża była tak troskliwa i tak wszechmocna na weselu w Kanie, to o ileż bardziej będzie taką wobec dużo poważniejszych sytuacji, w jakich
znajdzie się cała ludzkość, bądź poszczególne dusze! Czy moglibyśmy w to wątpić? Byłoby to nieracjonalne. Najświętsza Panna jest zawsze kochającą Matką, która obserwuje, przeczuwa i zachowuje od niebezpieczeństw, używając wszystkich sposobów oszczędzenia ich swoim dzieciom. Kto wie, ile razy zmieniała Boże wyroki, żeby uchronić nas od zasłużonych kar!
21 marca 1812 roku, bł. Anna Maria Taigi miała widzenie podczas nocnej modlitwy o oddalenie zła trawiącego Kościół i ludzkość. Ujrzała glob ziemski w przerażających płomieniach, które miały go zniszczyć. Zobaczyła też ukrzyżowanego Jezusa, który przelewał Krew, a u Jego stóp Matkę, błagającą Boga przez zasługi krwi Chrystusa, którą Ona sama ofiarowała za grzeszników, o powstrzymanie tej plagi. I uzyskała miłosierdzie. Podobną wizję miała także św. Koleta, klaryska.
Jej niezmierzone miłosierdzie
Kiedy papieżem był św. Grzegorz Wielki, w Rzymie wybuchła gwałtowna epidemia dżumy. Codziennie umierały tysiące osób. Św. Grzegorz zarządził pokutną procesję z bazyliki Santa Maria Maggiore do bazyliki Świętego Piotra. On sam niósł obraz Matki Bożej i boso, w pokutnym stroju przemierzył miasto. Kiedy procesja dotarła do mostu, dał się słyszeć anielski chór, który śpiewał:
Raduj się, Królowo Niebios, alleluja;
Bo Chrystus, któregoś nosiła, alleluja;
Zmartwychwstał, jak zapowiedział, alleluja
Święty papież dodał natychmiast wezwanie: „Módl się do Boga za nami, alleluja”. Ukazał się anioł chowający miecz do pochwy. W tej chwili zaraza ustąpiła. Most nazwano Mostem Anioła.
Dopiero w niebie będziemy mogli poznać ogrom wszechmocnego miłosierdzia Maryi. A wtedy nie sposób będzie nie wyśpiewywać Jej przez całą wieczność hymnu wdzięczności. Tymczasem tu, na ziemi pełnej cierni i kolców, we wszelkich naszych potrzebach: osobistych, rodzinnych i społecznych powinniśmy pokładać ufność we wszechmocnym wstawiennictwie naszej kochającej Mamy, uciekając się do Niej i Jej zawierzając z dziecięcą miłością.
Za przykład posłużyć może św. Jan Bosko. Któż zdoła zliczyć, ile razy Najświętsza Panna ratowała go z krytycznych sytuacji! Raz zdarzyło się, że piekarz z powodu ogromnego już długu odmówił dostarczenia chleba, którym święty miał nakarmić swoich wychowanków. Św. Jan ciągle nie mając pieniędzy poprosił, żeby piekarz przyniósł jednak chleb, gdyż Matka Boża pomyśli o spłacie długu w ciągu tego dnia. Piekarz przyniósł chleb i zażądał pieniędzy, ale w tym czasie ksiądz Bosko spowiadał. Piekarz odszedł, zamierzając wrócić później. Po wyjściu z konfesjonału święty zwrócił się do Najświętszej Panny o pomoc, nie wiedział bowiem, co zrobić. W tej samej chwili pojawił się nieznajomy mężczyzna, który wręczył mu zaklejoną kopertę. Św. Jan włożył nieotwarty list do brewiarza i poszedł odprawić Mszę. Kiedy następnie wszedł do refektarza, przypomniał sobie o kopercie, otworzył ją i znalazł szczodrą ofiarę, pozwalającą spłacić dług.
Najświętsza Panna jest Pośredniczką Łask cz. 1
Najświętsza Panna jest Pośredniczką Łask
Pierwszym działaniem Najświętszej Maryi Panny, o jakim opowiada Ewangelia, jest nawiedzenie św. Elżbiety (Łk 1,39-56). Po dokonaniu się Wcielenia Słowa w Jej dziewiczym łonie Maryja spełnia pierwszy uczynek. Podejmuje się pośrednictwa i idzie do Elżbiety, żeby zanieść Pana Jezusa do tego domu i wlać łaskę uświęcającą w duszę Jana Chrzciciela, jeszcze zamkniętego w łonie matki.
Pośrednictwo Najświętszej Panny Maryi św. Jan Paweł II nazywa pośrednictwem matczynym. Jest to pośrednictwo podwójne: współodkupieńcze i zarazem udzielające. Współodkupieńcze przez wzgląd na współudział Maryi w uzyskiwaniu łaski odkupieńczej. Na szczycie Kalwarii Najświętsza Panna, współpracując z Chrystusem- Odkupicielem poprzez swoje cierpienie, stała się Współodkupicielką.
Udzielające pośrednictwo Matki Bożej polega na rozdawaniu łaski odkupieńczej poszczególnym ludziom dla ich zbawienia. Dlatego Maryja stała się Szafarką wszelkich łask, potocznie nazywaną Matką Bożą Łaskawą, Matką Łaski Bożej.
Najświętsza Panna, jako Matka Jezusa, który jest wszelką łaską, przynosi nam Jego, a nas do Niego prowadzi. Jest więc Pośredniczką pomiędzy nami a Jezusem, pomiędzy duszami a łaską. Jej rola Pośredniczki staje się podobna do roli matki rodziny, która swoją pracą i poświęceniem zasługuje na cały zarobek ojca rodziny i otrzymuje go, aby został użyty wedle jej uznania na potrzeby domu.
Św. Maksymilian M. Kolbe tak mocno odczuwał tę prawdę, że gorąco pragnął jej dogmatycznego zdefiniowania. Pisał, nauczał, modlił się i zachęcał do modlitwy o jak najszybsze uroczyste ogłoszenie dogmatem wiary Wszechpośrednictwo Łask oraz Współodkupicielstwo Maryi.
Św. Ojciec Pio, w cudowny sposób odmawiający każdego dnia swoje sto różańców, jasno ukazywał, że wszelkie łaski pozyskiwania dusz na całym świecie, olśnienia, nawrócenia, zbawienia i uświęcenia otrzymywał od Bożej Pośredniczki za pomocą modlitwy różańcowej.
Ona przynosi nam Jezusa Jeżeli „zapłatą za grzech jest śmierć” (Rz 6,23), a za Odkupienie życie, czyli Jezus i Jego łaska, nadprzyrodzone życie duszy: „Ja jestem życiem” (J 11,25) to Najświętsza Panna jest Tą, która przynosi nam Jezusa i przekazuje Jego łaskę – podobnie jak wtedy, kiedy zaniosła Pana Jezusa do domu Elżbiety, przynosząc zarazem łaskę uświęcającą duszy małego Jana Chrzciciela: „poruszyło się dzieciątko w jej [Elżbiety] łonie” (Łk 1,41).
Wraz ze swoim fiat („niech tak się stanie”) w odpowiedzi na zwiastowanie Anioła, Maryja wzięła na siebie zadanie jednoczenia Boga i ludzi. Jej niepokalane, dziewicze łono było miejscem spotkania i pojednania pomiędzy Bogiem i rodzajem ludzkim. Sam Bóg zapragnął dla Maryi misji niebiańskiej Pośredniczki, zgodnie ze sławnym powiedzeniem św. Bernarda: „Zechciał Bóg, abyśmy wszelkie łaski otrzymywali przez Maryję”. To samo mówi św. Bonawentura, św. Antoni, św. Ludwik Maria Grignon de Montfort, św. Alfons Liguori. Twierdzą oni, że tak jak Bóg uczynił bezmiar wód i nazwał je morzem (łac. mare), tak też uczynił bezmiar łask i nazwał je Maryją (łac. Maria - „morze”).
Papieże, doktorzy Kościoła i święci potwierdzali tę prawdę poręczając ją jako spuściznę naszej świętej wiary.
Kiedy św. Leonard z Porto Maurizio swoimi kazaniami usiłował otworzyć serca dla Pana Jezusa mówił, że „wrażenia, jakiego nie wywrze przerażająca nauka o piekle i sądzie Bożym, wywrze kazanie o mojej najdroższej Matce – Maryi”. Wielki misjonarz, św. Franciszek Ksawery, zaświadczał, że poganie przyjmowali Ewangelię tylko wtedy, gdy ukazywano im Maryję u stóp Ukrzyżowanego. Również Trzej Królowie, którzy przybyli ze Wschodu poszukując Chrystusa – gdzie Go znaleźli? – W ramionach Matki! „Zobaczyli Dziecię z Matką Jego, Maryją.” (Mt 2,11).
Serce i Szyja Ciała Mistycznego
Powiedziano o Maryi, że w Mistycznym Ciele Chrystusa stanowi Ona serce, ponieważ przekazuje krew łaski Bożej wszystkim członkom Ciała, a także jest żywym obrazem miłości macierzyńskiej, którą jako Matka ucieleśnia w wielkiej rodzinie Kościoła.
Jeszcze bardziej wyraziste (choć może mniej piękne) jest wyrażenie św. Piusa X, który naucza, że Chrystus jest głową Ciała Mistycznego, natomiast Najświętsza Panna jego Szyją, ściśle połączoną zarówno z Głową, jak i Ciałem. Nie ma pomiędzy nimi równości: szyja położona jest niżej niż głowa, ale wyżej niż ciało. Matka Boża podlega Głowie (Chrystusowi), a Ciało (Kościół) podlega Jej – pozostaje Ona jednakowo żywo połączona z obydwoma. Tak, jak szyja stanowi ogniwo łączące głowę z ciałem, tak Maryja jest ogniwem łączącym (czyli Pośredniczką) pomiędzy Jezusem i duszami, pomiędzy Jezusem – Głową i Jego Ciałem mistycznym – Kościołem. Stąd wynika, że każde oddziaływanie
Głowy na Ciało (którym jest Kościół) dokonuje się koniecznie i jedynie za pośrednictwem Szyi. Św. Bernardyn ze Sieny mógł więc napisać, że „Ona jest Szyją naszej Głowy, poprzez którą wszystkie dary duchowe przekazywane są Ciału Mistycznemu”. Św. Ojciec Pio zwierzał się swojemu ojcu duchownemu, że czuje się „przyciśnięty i przywiązany do Syna przez tę Matkę”.
W tym kontekście łatwo zrozumieć moralną niezbędność nabożeństwa maryjnego dla zbawienia i uświęcenia. Skoro bowiem jest prawdą, że bez łaski Bożej niemożliwe staje się ani jedno, ani drugie, to jasnym jest, że nikt nie może osiągnąć tych celów inaczej, jak tylko przez Maryję – jedyną drogę, przez którą łaska może dotrzeć do duszy, by ją zbawić i uświęcić.
Potwierdził to także papież Paweł VI, pisząc, że Matka Boża „w dalszym ciągu pełni z nieba swe zadanie i poświęca się rozwojowi życia Bożego w poszczególnych duszach odkupionych”. Jest to, jak dodaje papież, prawda, która bardzo nas umacnia.
Ostatecznie można z pewnością powiedzieć, że Matka Boża jest drogą, którą Jezus przychodzi do nas i którą każdy człowiek ma iść do Jezusa. Św. Bonawentura stwierdza: „Jak przez Nią Bóg zstąpił do nas, tak też koniecznie przez Nią my do Boga wstąpimy”. Doktor Seraficki pisze o „konieczności”, a nie tylko „pożyteczności” czy „stosowności” nabożeństwa do Najświętszej Panny. Dlatego św. Alfons mawiał, że w kontekście zbawienia wiecznego brak czci dla Maryi jest „złym znakiem”. Natomiast św. Leonard z Porto Maurizio nauczał wprost: „Nie sposób zbawić się, nie czcząc Maryi”.
Łaska po łasce
Fakty potwierdzają tę, jakże pocieszającą prawdę, ukazując nieprzebrane bogactwo działań naszej Matki, zanoszącej Jezusa duszom i dusze Jezusowi, wypraszającej i udzielającej ludziom wszelkich łask – łask duchowych, doczesnych, materialnych, łask nawrócenia, uświęcenia, uzdrowienia…
Co takiego mówił św. Ojciec Pio, kiedy ktoś chciał mu podziękować za otrzymane dobro? „To Matka Boża wyświadczyła ci tę łaskę! Idź, podziękuj Matce Bożej”.
Św. Ludwik Grignion de Montfort twierdził, że łaski są własnością Najświętszej Panny, która nimi dysponuje, udzielając ich komu chce, jak chce i kiedy chce. Któż zdoła policzyć, ile razy Maryja, w sposób całkiem niezauważony, prowadziła dusze do Jezusa, uchylając drzwi łasce uświęcającej i oczyszczającej? Przytoczmy tylko kilka znanych przykładów.
Św. Kamil de Lellis w młodości żył rozpustnie. Jednak pewnego dnia, wracając z San Giovanni Rotondo, nagle, jak gdyby rażony piorunem, zobaczył w wewnętrznym olśnieniu nędzę swej duszy i tak się przestraszył, że upadł na kolana i zaczął szlochać. „O, ja nieszczęsny! Dlaczego wcześniej nie poznałem Pana? Dlaczego byłem tak głuchy na Jego wezwania?” Przez całe godziny pozostawał jakby nieobecny, pogrążony w oczyszczającym, bolesnym płaczu. Zrozumiawszy nieocenioną wartość tej żarliwej skruchy, chciał rozważyć ogrom otrzymanej. Kiedy przypomniał sobie, że tego dnia przypadało wspomnienie Oczyszczenia Najświętszej Maryi Panny, wykrzyknął: „Och! Dziś jest 2 lutego – święto Oczyszczenia Matki Bożej! Wiem teraz, kto wyprosił mi taką łaskę!”.
Św. Franciszek Salezy jako młody człowiek przeżywał wewnętrzną burzę, która wyniszczała go psychicznie i fizycznie. Pewnego dnia w kaplicy Matki Bożej zwrócił się – niemal w rozpaczy – do Matki Miłosierdzia słowami modlitwy św. Bernarda Memorare. Skutek tej modlitwy okazał się natychmiastowy: święty, nagle uwolniony od bolesnego doświadczenia, doznał niewypowiedzianego pokoju, którego odtąd nigdy nie utracił.
Błyskotliwy i elegancki młodzieniec ze Spoleto, Franciszek Possenti, zanim stał się św. Gabrielem od Matki Bożej Bolesnej, postępował wprawdzie nienagannie, ale był oporny wobec poruszeń łaski, która zdawała się kierować go ku wyższym celom. Któregoś dnia, podczas procesji z obrazem Matki Bożej, jego oczy napotkały spojrzenie Maryi, a on sam usłyszał wyraźnie słowa: „Franciszku, Franciszku, świat nie jest dla ciebie, na ciebie czeka życie zakonne”. Wtedy zdecydował bez zwłoki wstąpić do klasztoru i w ciągu kilku lat został świętym.
Najświętsza Panna jest Królową
Najświętsza Panna jest Królową
Święta Tereska mówiła o Matce Bożej: „Królowa mojego serca”. My także powinniśmy żywić cześć dla Najświętszej Panny, ponieważ jest Ona naszą Królową, a obowiązkiem poddanych jest kochać, czcić i wychwalać swoją Królową.
Maryja ma udział w Boskim majestacie swego Syna. Jako Matkę Najwyższego Króla, można nazwać Ją Królową Matką. Po Wniebowzięciu zasiada w chwale po prawicy Pana Jezusa: „Siedzi Królowa po Twojej prawicy, odziana w złotogłów” (Ps 45,10).
Rzeczywiście: Boskie Macierzyństwo i Niepokalane Poczęcie czynią z Maryi Królową Wszechświata, Władczynię Raju, Tę, która może powiedzieć do Boga: „Tyś Synem moim” (Ps 2,7), a do całego świata: „Pan mnie stworzył, swe arcydzieło, jako początek swej mocy, od dawna, od wieków jestem stworzona, od początku, nim ziemia powstała. Przed oceanem istnieć zaczęłam, przed źródłami pełnymi wody; zanim góry zostały założone, przed pagórkami zaczęłam istnieć” (Prz 8,22-25).
Niewiasta obleczona w słońce
Św. Brygida, bł. Katarzyna Emmerich, służebnica Boża Maria z Agredy starały się opisać, co poznały podczas ekstaz i cudownych wizji. Święci ojcowie i doktorzy Kościoła starali się jak najwznioślej odmalować splendor królewskiej godności Maryi, lecz – jak mówił św. Maksymilian M. Kolbe – „Bóg tak Ją wywyższył, że wszystko, co najbardziej miłujące Ją dusze ludzkie zdołają uczynić dla Niej aż do końca świata, nie dorówna należnej Jej chwale”.
Kiedyś św. Ojciec Pio przysłuchując się z innymi braćmi, jak grupka wiernych śpiewa pieśń o Matce Bożej, której refren brzmiał: „Piękna jesteś jak słońce, bielsza nad blask księżyca…” powiedział: „Gdyby Maryja była taka, jak mówią te słowa, nie chciałbym iść do nieba”. –To Matka Boża jest aż o tyle piękniejsza? – zapytał jeden z braci. Ojciec Pio odpowiedział zmienionym głosem: „Gdybyś wiedział…”
Sługa Boży Pius XII, papież, który uroczyście ogłosił święto Matki Bożej Królowej, pozostawił nieśmiertelne stronice poświęcone tej jakże podnoszącej na duchu prawdzie. To właśnie on zaleca z drżeniem serca: „Zachowujcie względem Niepokalanej najżywszą cześć! Nie obawiajcie się nigdy, że będziecie nadmiernie wysławiać Tę, która jaśnieje w wieczności jako Boże arcydzieło, najwspanialsze stworzenie, promienne odbicie Boskiej doskonałości”. Najchwalebniejsze przedstawienie Maryi – Królowej jest jednak dziełem samego Boga, zawartym na początku Pisma Świętego. Oto ponury mrok, uczyniony przez szatana wraz z upadkiem pierwszych rodziców, zostaje rozświetlony przez proroctwo o Niewieście, która pewnego dnia razem z Synem zatriumfuje nad piekielnym wężem, miażdżąc mu głowę (Rdz 3,15). Oto Królowa zwyciężająca grzech. Królowa miłości i chwały, którą prorok ujrzy, kiedy „zbliża się jaśniejąca jak słońce, piękna jak księżyc, groźna jak zbrojne zastępy nacierające w polu” (Pnp 6,10), a św. Jan Ewangelista zobaczy, pojawiającą się na niebie na końcu czasów „obleczoną w słońce, i księżyc pod jej stopami, a na jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu” (Ap 12,1).
Jej chwała jest naszą radością
Będąc Królową, Maryja otoczona zostaje niezmierną chwałą. Jest to jednak chwała zdobyta – również niezmierzoną – pokorą. „Bóg wywyższa pokornych” (Łk 1,52). Św. Bonawentura twierdzi, że Bóg tak bardzo wywyższył Maryję przez wzgląd na Jej pokorę, że teraz na dźwięk Jej królewskiego Imienia, tak samo jak na dźwięk Imienia Jezus, muszą zginać się kolana istot niebieskich, ziemskich i piekielnych (Flp 2,10). Podobnie mówił także św. Augustyn oraz powtarzający za nim św. Bernard, św. Ludwik Maria Grignion de Montfort, a przede wszystkim św. Alfons Liguori.
Królewska godność Maryi stanowi także naszą radość. Wspaniale jest mieć Matkę wyniesioną na szczyty Niebios, Matkę – Królową Nieba! Jak dziecko mogłoby nie radować się na widok chwały swojej mamy? Które dziecko nie chciałoby oglądać wywyższenia swojej mamy?
W ostatnim liściku przed śmiercią św. Tereska zapisała zachwycającą, całkowicie maryjną myśl: „O Maryjo, gdybym to ja była Królową Nieba, a Ty Teresą, to chciałabym być Teresą, abyś Ty, Pani, była Królową Nieba!”
Biada więc tym wszystkim, którzy nie kochają Maryi jak Królowej, a nawet usiłują obalić Jej królewską godność, uważając Ją za zwykłą kobietę!
Jakież są z nich dzieci? Okazują miłość na opak, zamiast wywyższać swoją Matkę, próbują Ją poniżyć – jak gdyby Jej honor był dla nich hańbą.
Św. Ojciec Pio dowiedział się kiedyś od samych demonów, że kiedy chcą oszukać duszę, przybierając wygląd Najświętszej Panny, kosztuje je to więcej cierpień, niż gdyby miały przybrać postać samego Pana Jezusa. Kiedy św. Alfons Liguori napisał swoje cudowne Wysławianie Maryi, zadedykował je Panu Jezusowi. Dlaczego? Uznał bowiem, że „najlepiej polecić to dziełko Tobie, Panie, któremu najbardziej zależy na chwale Maryi. Tobie je więc dedykuję i powierzam”.
Nigdy też nie zapominajmy bardzo krzepiącej prawdy, objawionej przez Ducha Świętego: „Kto szanuje matkę, jakby skarby gromadził” (Syr 3,4). Jeżeli słowa te odnoszą się do tych, którzy szanują swe matki ziemskie, to o ileż bardziej do czcicieli Matki Niebieskiej?
Godność macierzyńska i królewska są zresztą w Maryi nierozłączne. Jest Ona Królową, ponieważ jest Matką Boga, a nie mogłaby być Matką Boga, nie będąc Królową.
Bardziej jeszcze poruszające staje się to, że Niebieska Królowa jest najsłodszą i najbardziej ludzką mamą, przewyższającą jakąkolwiek matkę na świecie. Królowa, która okazuje się pełną czułości mamą dla swoich dzieci zasługuje na podziw jeszcze bardziej, niż gdyby była tylko matką. Królewska godność rozświetla Jej macierzyństwo, a macierzyństwo przepaja miłością Jej królewskość.
Liturgia Kościoła zwraca się do Maryi słowami: „Witaj, Królowo Niebios!” (Ave Regina Caelorum). Tak też powinniśmy śpiewać i my, pragnąc w duchu, aby nasza Królowa Matka była „chwałą i czcią ukoronowana”, tak jak Chrystus, Król Wszechświata (Hbr 2,9).
Z Nią do nieba
Trzeba wreszcie zauważyć, że królewska godność Maryi żąda od nas, dzieci i poddanych, oddawania Jej czci także dla naszego własnego zbawienia. Św. Tomasz z Akwinu nauczał wprost, że „Matka Boża otrzymała majestat królewski, aby być Królową Miłosierdzia tam, gdzie Syn jest Królem Sprawiedliwości”. Kto z nas nie potrzebuje miłosierdzia?
Tylko ten, kto znajdzie się pod płaszczem Królowej, będzie miał udział w Jej zwycięstwie nad piekielnym wężem („zmiażdży ci głowę” – Rdz 3,15). Uchylanie się od miłości Królowej jest zatem niewdzięcznością i szaleństwem. Św. Maksymilian M. Kolbe miał prawo twierdzić, że „Niepokalana musi stać się, i to jak najprędzej, Królową wszystkich ludzi, wszystkich razem i każdego z osobna. Kto się temu przeciwstawia, kto nie uwierzy w Jej miłość, zginie; kto zaś uzna Królową i jako Jej rycerz wyruszy na podbój świata dla Niej, ten przeżyje, rozkwitnie i zawsze będzie obfitował”.
Bądźmy tego pewni. Zwycięska Królowa w najmniejszym stopniu nie obawia się piekła. Św. Weronika Giuliani bywała często atakowana przez demona, także fizycznie. Jeśli jednak wzywała Madonnę, napastnik uciekał z krzykiem: „Nie wołaj mojej nieprzyjaciółki!” Podczas jednego z objawień w Lourdes św. Bernadetta przeraziła się na widok zgrai demonów, wrzeszczących tuż obok niej. Wystarczyło jednak jedno surowe spojrzenie Niepokalanej Królowej i wszystkie gwałtownie rzuciły się do ucieczki. W obliczu Niepokalanej, Królowej Nieba i ziemi, diabły są tylko chmarą much, a szatan prawdziwym Belzebubem, co oznacza właśnie władcę much.
Uciekać się do Niej
Bł. Edwarda Poppe poproszono raz, aby towarzyszył ciężko choremu parafianinowi. Uprzedzony,że chodzi o osobę niewierzącą, powiedział niezrażony: „To nic, wyślemy go do nieba”. Kiedy wchodził do pokoju chorego, zauważył figurkę Niepokalanej. Natychmiast zapalił przed nią świecę i zaczął modlić się na głos do Matki Bożej, aby wyrwała tę duszę ze szponów szatana. Wyszedł bez słowa. Następnego dnia wrócił i od progu usłyszał pytanie chorego: „Wielebny księże, nie potrzebuje ksiądz zapałki?” Serce proboszcza zadrżało z radości, przyjął zapałkę, zapalił świeczkę i podjął modlitwę. Jakiś czas potem niewierzący poprosił, aby usiadł bliżej i powiedział: „Księże proboszczu, proszę mnie wyspowiadać. Matka Boża i ksiądz jesteście silniejsi od diabła...”
Jeszcze jeden znaczący epizod. Gorliwy czciciel Najświętszej Panny i założyciel maryjnego zgromadzenia zakonnego, bł. Chaminade, w ostatnich latach życia oślepł i nie mógł czytać brewiarza. Codziennie kazał się jednak prowadzić w głąb lipowej alei w klasztornym ogrodzie, pod figurę Niepokalanej. Dotarłszy tam, odszukiwał dłońmi węża pod stopami Matki Bożej i ściskając go, powtarzał wiele razy: „Zmiażdżyła ci głowę. Zawsze będzie ci ją miażdżyć!”
Rzeczywiście Maryja jest Królową „groźną jak zbrojne zastępy” (Pnp 6,10). Św. Maksymilian M. Kolbe zapisał: „Wąż podnosi głowę na całym świecie, ale Niepokalana miażdży ją w głośnych zwycięstwach”.
To prawda, że dziś wąż podnosi głowę na całym świecie. Wystarczy pomyśleć o morderczym prawie legalizującym aborcję, o prawie, które rozbija rodzinę przez rozwody, o zezwierzęceniu ludzi utrzymujących przedmałżeńskie stosunki seksualne, o parach mieszkających ze sobą bez ślubu, o antykoncepcji, homoseksualizmie, pornografii, nudyzmie. Wystarczy pomyśleć o skandalu wojen albo umierających z głodu ludach trzeciego świata, wykorzystywanych i spychanych na margines przez światowe potęgi. Oto zwycięstwa szatana, oto jego ewangelia. Oby Najświętsza Panna ocaliła nas od tego „panowania ciemności” (Łk 22,53)! Do nas wszak skierowana jest najbardziej pocieszająca obietnica Matki Bożej z Fatimy: „Ostatecznie moje Niepokalane Serce zatriumfuje”.
Wzajemność i ufność
Konieczna jest jednak nasza wzajemność; nasza ufność w potęgę niebieskiej Matki i Królowej, kochającej nas Swym Sercem Niepokalanym i strzegącej nas mocą łaski Bożej, której jest zawsze pełna (Łk 1,28).
Jej królewskie i matczyne miłosierdzie zawsze gotowe jest ratować tego, kto się do Niej ucieka, kto Jej ufa i Jej się zawierza nawet w najbardziej dramatycznym położeniu. Jak mawiał św. Maksymilian: „Nawet jeżeli jedną nogą jesteś już w piekle, a uciekniesz się do Niepokalanej i Jej zawierzysz, to Ona – wszechmocna Królowa – wyrwie cię z piekła i ocali”.
W tym miejscu przyjrzyjmy się pouczającemu przykładowi św. Franciszka Salezego, który jako student uniwersytetu w Padwie, przeżywał straszliwe próby wewnętrzne. Pobożny młodzieniec czuł się nimi tak osaczony, że niemal popadał w rozpacz. Męczył się również fizycznie sądząc, że jest potępiony przez Boga i skazany na piekło. Pewnego dnia wszedł do kościoła i zbliżył się do ołtarza Matki Bożej, by rzucić się Jej do stóp. Dotykając czołem ziemi, prosił Ją, aby mógł przynajmniej kochać Pana Boga, dopóki żyje na świecie – skoro ma być potępiony na wieki. Ze łzami, rwącym się głosem, zaczął odmawiać modlitwę św. Bernarda: „Pomnij, o Najświętsza Panno Maryjo, że nigdy nie słyszano, abyś opuściła tego, kto się do Ciebie ucieka…” I oto ledwie skończył się modlić, wewnętrzna udręka ustąpiła w jednej chwili, spokój powrócił do jego duszy, a serce napełniło się ufnością. Matka i Królowa zadziałała i nieprzyjaciel natychmiast odstąpił. Maryja zawsze otacza matczynym miłosierdziem swoje najbardziej potrzebujące dzieci. Już jeden z wielkich Ojców Kościoła, św. Jan Chryzostom, mówił, że „niezmierzone miłosierdzie Maryi niesie ratunek wielkiej liczbie nieszczęśników, którzy według praw Bożej sprawiedliwości byliby potępieni”.
Tak, Maryjo, Matko Boża, Panno Czysta, najwyższa Chwało Boga – chcemy iść za Tobą, naszą Królową miłości, możną, niebiańską, miłującą i wspaniałą! Witaj, Królowo, Matko Miłosierdzia!
Najświętsza Panna jest Matką
Najświętsza Panna jest Matką
Matka Boża zasługuje byśmy Ją czcili, ponieważ jest naszą Matką. Kiedy św. Jan Bosko zapytał wiernych podczas głoszonej nauki, kim jest Maryja, otrzymał różne odpowiedzi: Maryja jest Matką Boga, Królową Nieba, Niepokalaną… Święty oczekiwał jednak nade wszystko odpowiedzi, której w końcu udzielił sam: „Maryja jest naszą Mamą”.
Tak, Matka Boża, Królowa Niebios, Niepokalana, Wniebowzięta jest naszą Matką. Najświętsza Panna jest Matką Mistycznego Ciała, jest Matką Pana Jezusa i Matką nas – Jego braci. Papież Paweł VI powiedział: „Maryja jest Matką Chrystusa i dlatego jest Matką Bożą i naszą Matką”.
„Oto Matka twoja”

Pierwszym fundamentem nabożeństwa do Najświętszej Panny jest Jej macierzyństwo i nasze dziecięctwo. Dla każdego z nas znaczące są boskie słowa Pana Jezusa skierowane do Matki Najświętszej: „Oto syn Twój” oraz do ucznia Jana: „Oto Matka twoja” (J 19,27).
Na myśl o tej rzeczywistości powinna przepełnić nas miłość i czułość. Macierzyństwo Maryi w stosunku do Pana Jezusa rozciąga się na każdego z nas. Ona duchowo przyjmuje nas wszystkich jako własne dzieci do swego łona, do swego serca, w swoje ramiona. Dzięki Ci, Boże Ojcze, Synu Boży, Duchu Święty!
Miał rację św. Ojciec Pio, który zapytany o Najświętszą Pannę, odparł z nieukrywanym wzruszeniem: „Najświętsza Panna jest naszą Mamą!” Czy może być dla nas prawda piękniejsza od tej?
Miał rację także św. Maksymilian M. Kolbe, który pewnego razu na ulicy w Rzymie usłyszał, człowieka znieważającego Matkę Bożą. Święty natychmiast oddalił się od swoich współbraci i ze łzami w oczach podszedł do niego, pytając: „Czyżbyś przeklinał swoją matkę?”. Ten, zaskoczony przez młodego zakonnika, przeprosił i obiecał, że więcej się to nie powtórzy.
Powinniśmy naprawdę odczuwać wielką radość, wiedząc i czując, że Najświętsza Panna jest naszą Matką – i tak Ją nazywać.
Pomyślmy o serdecznym zapale, z jakim św. Gemma Galgani wołała do Maryi: „Mamo!” Wydawało się, że nigdy nie miała dość zwracania się do Najświętszej Panny w ten sposób. Pewnego razu, będąc w ekstazie nazwała Maryję „mamą” trzydzieści razy. Innym razem zwróciła się do Niej tymi słowami: Mamusiu moja! Jak bardzo raduje mnie nazywanie Cię Mamą! Moje serce – Ty wiesz to! – drży we mnie jak wtedy, kiedy wspominam Jezusa!
Przy naszej kołysce
Kiedy Maryja staje się naszą Matką, a my Jej dziećmi? Na Chrzcie świętym.
Poprzez łaskę chrztu zostajemy odrodzeni „z wody i Ducha Świętego” (J 3,5) a także stajemy się dziećmi Boga i Maryi, braćmi Pana Jezusa.
Słusznie powiadał św. Leon Wielki, że każda chrzcielnica to dziewicze łono Maryi! Dlatego można powiedzieć, że każdy chrześcijanin rodzi się na Chrzcie świętym wraz z nabożeństwem do Matki Bożej. Rodzi się bowiem jako Jej dziecko, a naturalna dla dziecka jest instynktowna miłość względem matki. Przy kołysce każdego ochrzczonego dziecka, razem z rodzoną matką, obecna jest Matka nadprzyrodzona. Maryja jest matką w większym stopniu, ponieważ daje nam życie duchowe, podczas gdy matka biologiczna – jedynie życie cielesne. Najświętsza Panna jest więc o tyle bardziej naszą Matką, o ile porządek duchowy przewyższa porządek naturalny. Mieli rację święci, jak św. Józef z Kupertynu, dla których Maryja była Matką życia duchowego, a matka ziemska jedynie „karmicielką”. Matka św. Kajetana poświęciła swego syna Matce Bożej już jako niemowlę, a siebie samą uważała tylko za „karmicielkę” dziecka, które nazywała „Kajetanem Maryi”.
Bez wątpienia piękny i zbawienny jest zwyczaj ofiarowywania dzieci Najświętszej Pannie, która jest prawdziwą Matką nas wszystkich. Niektóre chrześcijańskie matki w świętym natchnieniu poświęcały swoje dzieci Maryi jeszcze przed ich narodzeniem. Tak postąpiły matki św. Antoniego z Padwy i św. Piotra M. Chanel.
Bł. Stefan Bellesini, wieloletni proboszcz sanktuarium maryjnego w Genazzano, wprowadził tam pobożny zwyczaj zanoszenia nowo ochrzczonych dzieci do ołtarza Matki Bożej, aby je poświęcić Niebieskiej Matce. Natomiast św. Proboszcz z Ars zachęcał wszystkich rodziców do codziennego zawierzania swoich dzieci Maryi, tak jak robiła to matka św. Gerarda. Oby rodzice pamiętali o tych przykładach i chcieli je naśladować!
Kocha nas bezwzględnie
Tylko wiara, oświetlając nasze więzi z Maryją w ich najgłębszym i najsłodszym wymiarze, odsłania przed nami tę rzeczywistość. Jak dziecko łączą z matką więzy krwi, tak i my jesteśmy w niewidzialny sposób związani z Matką Bożą. Łączą nas z Nią jednak nie więzy „ciała i krwi” (J 1,13), ale więź duchowa, o wiele wznioślejsza i silniejsza. Nie da się porównać miłości, którą żywi względem nas nasza Niebieska Matka, z miłością jakiejkolwiek matki ziemskiej. Bardzo trafnie mówił św. Proboszcz z Ars: „Serce Maryi jest dla nas tak czułe, że serca wszystkich matek razem wzięte wydają się w porównaniu z nim kawałkiem lodu… Najświętsza Dziewica jest tak dobra, że odnosi się do nas zawsze z miłością i nigdy nas nie karze. Syn posiada Swą sprawiedliwość, podczas gdy Matka – tylko miłość”.
Św. Alfonsowi Rodriguezowi zdarzyło się raz podczas modlitwy do Madonny wypowiedzieć te gorące słowa: „O jakże Cię kocham, Pani Anielska i Matko mojego Boga! Jak wielka jest moja miłość do Ciebie! Większa, niż Twoja do mnie!” Wówczas ukazała mu się Matka Boża, przepiękna i łagodna, i z miłością odrzekła: „Nie, Alfonsie, nie aż tak. Oszukujesz sam siebie – ja cię kocham bez porównania bardziej”. Ten sam święty, jako starzec wspinał się kiedyś na górę, aby pomodlić się w kaplicy Matki Bożej, gdy nagle poczuł, jak czyjaś delikatna dłoń ociera mu pot z czoła. Tak wielka jest matczyna czułość Maryi!
Zastanówmy się, z jaką miłością Matka Boża troszczy się nawet o proste sprawy, jak na przykład codzienne zajęcia domowe. Pewnego razu św. Katarzyna ze Sieny spostrzegła, że Matka Boża pomaga jej wyrabiać ciasto na chleb. Św. Zyta, kiedy zgubiła się w nocy, zobaczyła Najświętszą Pannę, która odprowadziła ją do samego domu. Św. Weronika Giuliani doświadczała pomocy Maryi podczas prania – święta prała znacznie szybciej niż pozostałe siostry i one rozumiały, że pomaga jej Matka Boża, bo za każdym razem Weronika mówiła, jakby zaskoczona: „O Pani moja! Czy chcesz wszystko zrobić sama? Nie chcesz, żebym ja cokolwiek zrobiła?”
Nie przesadzał więc bł. Guntard Ferrini, kończący każdy swój list prośbą do adresata, by wspominał o nim „naszej drogiej i kochającej Mamie”. Nie było też przesady w nadawaniu Maryi przez świętych różnych pełnych miłości tytułów i najczulszych imion.
Św. Ojciec Pio w jednym z listów do swojego ojca duchowego nazywa Matkę Bożą „tyranką”, ponieważ wlewa Ona do naszych serc tyle łask, że staje się to „nie do wytrzymania”, doprowadzając „do szaleństwa”. Słodka to tyrania i błogosławione szaleństwo! Doprawdy, można o miłości Matki Bożej powiedzieć to samo, co św. Paweł mówił o miłości Jezusa: miłość ta „przewyższa wszelką wiedzę” (Ef 3,19).
Wieczny niedosyt miłości do Niej
Maryja jest arcydziełem miłości Bożej, wszelkiej miłości, jaką Bóg napełnił stworzenia: miłości macierzyńskiej, dziecięcej, małżeńskiej, dziewiczej. Św. Maksymilian M. Kolbe mówi nawet, że Niepokalana jest nieomal wcieleniem Ducha Świętego – Miłości. Jest Ona Niepokalanym Poczęciem stworzonym, podczas gdy Duch Święty jest Niepokalanym Poczęciem niestworzonym.
Odwzajemnijmy więc Jej miłość z całym zapałem – chociaż i tak nigdy nie będziemy kochać Jej tak, jak należałoby. Pewnego razu jedna z duchowych córek powiedziała do św. Ojca Pio: „Szczęśliwy Ojciec, że tak bardzo kocha Matkę Bożą!” Ojciec Pio odrzekł: „Chciałbym kochać Ją tak jak na to zasługuje, ale pamiętaj, że wszyscy święci i aniołowie razem nie są w stanie kochać i wychwalać Matki Bożej tak bardzo!”
Nigdy nie powinniśmy czuć się nasyceni miłością do Matki Bożej. „Którzy mnie spożywają, dalej łaknąć będą, a którzy mnie piją, nadal będą pragnąć” (Syr 24,21) – mówi Liturgia o Najświętszej Maryi Pannie. Tak też kochali Ją święci – aż do tego stopnia, że nie potrafili powstrzymać pragnienia, by umrzeć i jak najprędzej znaleźć się blisko Niej. Mówili o tym św. Stanisław Kostka, św. Antoni M. Claret czy św. Bernadetta Soubirous.
Do św. Maksymiliana kilku braci wysłało raz życzenia, aby mógł pofrunąć do nieba, prosto do Niepokalanej. Święty odpowiedział: „Dziękuję zwłaszcza tym, którzy nie życzyli mi długiego życia, ale prędkiej śmierci i spotkania z Niepokalaną”.
Żarliwy apostoł, jakim był św. Leonard z Porto Maurizio, głosił z ambony pragnienie, aby prędko umrzeć i połączyć się z Błogosławioną Dziewicą w niebie. Pewnego dnia podczas kazania powiedział: „Pragnę umrzeć, aby być tam, gdzie Maryja. Wy zaś zmówcie za mnie Zdrowaś… Wyproście mi łaskę, abym umarł teraz, na tej ambonie… Chcę spotkać Maryję”. Jest to takie samo pragnienie, jakie żywo płonęło w sercu św. Pawła pragnącego „odejść, a być z Chrystusem” (Flp 1,23). Kto kocha, ten rozumuje inaczej niż ktoś, kto nie kocha.
Na łożu śmierci
Skoro Maryja była obecna przy naszej kołysce w chwili Chrztu świętego, powinniśmy również pragnąć Jej obecności w godzinę śmierci. O to prosimy przecież w każdym Pozdrowieniu Anielskim: „módl się za nami grzesznymi teraz i w godzinę śmierci naszej”… To właśnie na łożu śmierci rozgrywa się ostatnia, decydująca o wieczności walka. Jeżeli Matka Boża będzie przy nas podczas tej walki, możemy być spokojni, że jak zawsze „zmiażdży głowę” węża piekielnego (Rdz 3,15). Dlatego święci żywili nadzieję, że Maryja będzie z nimi w chwili konania i modlili się o to.
Przytoczmy wzruszające słowa św. Alfonsa Liguori z jego Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny: „O Matko moja, proszę Cię przez Twoją miłość ku Bogu, przybywaj mi na pomoc zawsze, a szczególnie w ostatnim momencie mojego życia. Błagam Cię, nie opuszczaj mnie tak długo, aż ujrzysz mnie zbawionego w niebie, gdzie będę Cię chwalił i na wieki wyśpiewywał Twoje miłosierdzie. Amen. Tak ufam, niech się tak stanie!”
Św. Bonawentura napisał, że „pobożne wzywanie Maryi Panny jest znakiem zbawienia”. Ostatnia modlitwa do Matki Bożej towarzyszyła przejściu do życia wiecznego wielu świętych. Nie możemy zresztą zapominać, że sam Pan Jezus wśród ostatnich słów wypowiedzianych z Krzyża przed skonaniem, wymówił słowo: „Matka”. To, co ludzkie w Synu uchwyciło się po raz ostatni umiłowanej Matki. Przypomnijmy niektóre przykłady świętych.
Św. Franciszek z Asyżu umarł w Kościółku Matki Bożej Anielskiej, u stóp Królowej Nieba.
Św. Antoni Padewski umarł śpiewając hymn maryjny: O chwalebna Pani! Wyniesiona ponad gwiazdy…
Św. Kamil de Lellis prosił na łożu śmierci o wizerunek Ukrzyżowanego z Najświętszą Panną stojącą pod Krzyżem. Z żarliwością modlił się do Matki Bożej Bolesnej, aby wstawiła się za nim!
Św. Józef Benedykt Labre zmarł po długiej, ostatniej modlitwie przed Madonną dei Monti w Rzymie.
Św. Jan Józef od Krzyża wypowiedział ostatnie słowa, zwracając się w agonii do brata: „Polecam ci Matkę Bożą!” Natomiast bł. Anna M. Taigi umarła, polecając swojej rodzinie nabożeństwo maryjne i codzienne odmawianie różańca.
Św. Bernadetta umarła, modląc się w ostatniej chwili słowami: „Święta Maryjo, módl się za mną, biedną grzesznicą!”
Kiedy umierał św. Gabriel od Matki Bożej Bolesnej był bardzo niespokojny. Sądzono, że chce zmienić pozycję, jednak okazało się, że nie. Wyszeptał: „Chcę obrazek Matki Bożej”. Miał go wcześniej przy sobie, ale zgubił w pościeli. Gdy podano mu, spojrzał nań z gorącą miłością i powiedział: „Mamusiu, pośpiesz się”.
Św. Wincenta Gerosa konając, powiedziała: „Maryja!” Św. Augustyna Pietrantoni i św. Maria Bertylla Boscardin umarły z wezwaniem na ustach: „Madonno moja, pomóż mi!”
Św. Gemma Galgani kilka dni przed śmiercią napisała list do Matki Bożej. W pewnym jego fragmencie zwróciła się do Pana Jezusa słowami: „Weź, o Jezu, moją biedną duszę, powierz ją swojej Mamie, a nie będę się bała nawet piekła”. Kiedy oddawała ducha, powiedziała jeszcze do Maryi: „Mamusiu moja, Tobie powierzam swoją duszę. Powiedz Jezusowi, aby miał dla mnie miłosierdzie”.
Św. Ojciec Pio umierał, powtarzając do samego końca dwa najświętsze Imiona: „Jezus, Maryja”.
Niektórzy święci otrzymali łaskę śmierci w dniu szczególnie poświęconym Matce Bożej. Św. Rita z Cascii umarła w sobotę, w maju. Św. Jan od Krzyża także zmarł w sobotę. Święty Jacek i św. Stanisław Kostka umarli w dzień uroczystości Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Św. Maria Magdalena z Canossy zmarła w święto Matki Bożej Bolesnej. Bł. Stefan Bellesini wyprosił sobie łaskę umierania w przytomności umysłu podczas modlitwy różańcowej, a zmarł 2 lutego, w święto oczyszczenia Maryi. Św. Gemma Galgani umarła w Wielką Sobotę. Św. Maksymilian M. Kolbe skonał 14 sierpnia w porze pierwszych nieszporów uroczystości Wniebowzięcia.
Wielu świętym na łożu śmierci Bóg udzielił łaski oglądania w ekstazie Matki Bożej – dostąpili tej łaski św. Jan Boży, bł. Angelico, św. Gerard i św. Paweł od Krzyża. Św. Antonin mógł powiedzieć uszczęśliwiony w dniu swojej śmierci: „Dziś zobaczę moją Matkę!” W godzinie śmierci Maryja powiedziała do św. Jana Bożego pocieszające dla nas wszystkich słowa: „Oto godzina, w której nigdy nie odstępuję Moich wiernych sług”.
Najbardziej pocieszające
Nie potrzeba dodawać, że niemal każdy z nich trzymał w ręku różaniec, ten widomy znak więzi łączącej ich z Najświętszą Panną, jak gdyby dając Jej prowadzić się za rękę na tamten świat.
Błogosławiona śmierć tego, kto wzywa Maryję! W tym najważniejszym momencie modlitwa do Niej przynosi niebiańską pociechę bliskości Matki Miłosierdzia. Pamiętanie o miłości do Najświętszej Panny rodzi synowską ufność w wieczne zbawienie. Św. Magdalena Zofia Barat wdzięcznie opisuje „śmierć kogoś prawdziwie oddanego Maryi” jako „skok dziecka w ramiona matki”.
Św. Dominik Savio ukazał się po swojej śmierci cały promieniejący św. Janowi Bosko. Ucieszony św. Jan spytał go:
- Co było dla ciebie największym wsparciem w chwili śmierci?
- Niech ksiądz zgadnie!
- Może świadomość, żeś dobrze ustrzegł kwiatu czystości?
- Nie.
- Może więc myśl o odbytej za życia pokucie?
- Też nie.
- W takim razie, może sumienie nieobciążone żadnym grzechem?
- Pomogło mi ono – jednak najbardziej pocieszała mnie w godzinie śmierci myśl, że byłem oddany Matce Bożej! Powiedz to swoim chłopcom i z naciskiem polecaj im nabożeństwo do Najświętszej Panny.
Jest to zalecenie także dla nas.
Rozważania majowe
Ave Maria!
Wielki „Szaleniec Niepokalanej”, św. Maksymilian Maria Kolbe, mawiał z entuzjazmem: „Moje drogie dzieci, jeśli pragniecie żyć i umrzeć szczęśliwi, starajcie się usilnie pogłębić synowską miłość do naszej Niebieskiej Mamusi”.
Oto więc cel miesiąca maja i tych rozważań: rzucić odrobinę światła na piękno i wartość oddania się pod opiekę Maryi, rozniecić trochę ognia miłości do naszej słodkiej Matki, wzbudzić nieco zapału do naśladowania życia i cnót Przenajświętszej. A wszystko to według nauki i przykładu naszych drogich nauczycieli – świętych.
4 maja: Najświętsza Panna jest Matką
5 maja: Najświętsza Panna jest Niepokalaną
6 maja: Najświętsza Panna jest Królową
7 maja: Najświętsza Panna jest Pośredniczką Łask
8 maja: Pośredniczka łask cz. 2
9 maja: Najświętsza Panna jest Bramą Nieba
10 maja: Czcić Najświętszą Maryję Pannę cz.1
11 maja: Czcić Najświętszą Maryję Pannę cz. 2
12 maja Kochać Najświętszą Maryję Pannę cz.1
13 maja: Kochać Najświętszą Maryję Pannę cz. 2
14 maja: Kochać Najświętszą Maryję Pannę cz. 3
15 maja: Kochać Najświętszą Maryję Pannę cz. 4
16 maja: Kochać Najświętszą Maryję Pannę cz. 5
17 maja: Działać, by Maryja była znana
18 maja: Pracować wszelkimi sposobami dla Niej
19 maja: Naśladować Najświętszą Pannę cz.1
20 maja: Naśladować Najświętszą Pannę cz. 2
21 maja: Naśladować Najświętszą Pannę cz. 3
22 maja: Naśladować Najświętszą Pannę cz. 4
23 maja: Praktyki Pobożności Maryjnej - o poświęceniu się Maryi
24 maja: Różaniec święty
25 maja: Pięć i piętnaście sobót
26 maja: Trzy Zdrowaś Maryjo
27 maja: Anioł Pański
28 maja: Cudowny medalik
29 maja: Szkaplerz karmelitański
30 maja: Szczególny czas dla Maryi
31 maja: Podsumowanie
Być Maryją dla Jezusa
Być Maryją dla Jezusa
Ostatecznym celem nabożeństwa do Matki Bożej nie jest Ona sama, ale Jezus. Tak, Jezus! Prawdziwa cześć dla Maryi nie jest celem samym w sobie, ale stanowi narzędzie, drogę i siłę miłości prowadzącej do ostatecznego celu egzystencji ludzkiej: Jezusa i Nieba.
Pan Jezus jest „Początkiem i Końcem” (Ap 21,6) każdej rzeczy. „Wszystko przez Niego się stało” (J 1,3). Także Najświętsza Panna. Przede wszystkim Ona! Bez Jezusa Maryja nigdy by nie zaistniała.
Kochać Maryję zatem, poświęcić się Jej i należeć do Niej bezwarunkowo, oznacza ofiarować siebie Tej, która w całości odnosi się do Jezusa, która jest Jemu oddana od wieków i na zawsze, i która oddaje Panu Jezusowi siebie samą wraz ze wszystkimi, którzy Jej się powierzają. Oto droga pobożności maryjnej: iść do Jezusa z Maryją i w Maryi. Dobrze mówi św. Ludwik M. Grignion de Montfort: oddawanie czci Maryi polega głównie „na oddaniu siebie w całości Maryi, a przez Jej pośrednictwo Jezusowi, oraz na czynieniu wszystkiego z Maryją, w Maryi i przez Maryję”.
Wszyscy czciciele Maryi powinni realizować natchnione słowa św. Ambrożego: „Niech będzie w was dusza Maryi, ażeby wychwalać Boga. Duch Maryi niech w was będzie, by uwielbiać Pana”.
Przeniknąć do pałacu
„Maryja jest jak cudowny pałac” – mawiał św. Maksymilian M. Kolbe. Wewnątrz i pośrodku tego pałacu suwerennie panuje Jezus Chrystus. Żeby więc dostać się do Jezusa, musimy przeniknąć do tego pałacu. „Bądź pozdrowiona, Pałacu Jego!” – wołał św. Franciszek z Asyżu.
Trzeba więc przeniknąć do Maryi – czyli pokochać Ją aż do zjednoczenia się z Nią; aż do wniknięcia i zamknięcia się w Niej. „Przemienić się w Nią” – tak z kolei mawiali św. Ludwik Grignion de Montfort i św. Maksymilian Kolbe. Św. Maksymilian używa wręcz odważnego wyrażenia: „przeistoczenie się” w Maryję, aby „stać się Nią, sprawić by w nas pozostała tylko Ona”. Błogosławiony Karol de Foucauld również pragnął „stać się drugą Maryją, żyjącą i działającą”, „umaryjnić się”, to znaczy realizować w odniesieniu do Maryi wielkie słowa św. Pawła: „Moim życiem jest Maryja”, „Nie żyję już ja, lecz żyje we mnie Maryja” (por. Flp 1,21). Po co jednak to wszystko?
Stawanie się Maryją oznacza możliwość kochania Pana Jezusa poprzez uczestnictwo w miłości najdoskonalszego stworzenia. Stawanie się Maryją oznacza możliwość podobania się Jezusowi, sprawiania mu radości i przyjemności poprzez okazywanie Mu w nas niebiańskich rysów twarzy Jego Najświętszej Matki, poprzez dawanie Mu odczuć w naszym sercu impulsów czystej i wzniosłej miłości Jego Matki zawsze Dziewicy.
Kiedy się wzrasta w pobożności maryjnej – naucza św. Maksymilian M. Kolbe – dochodzi się do momentu, w którym „Ona naszym ubogim sercem kocha swoje Boże Dzieciątko. Stajemy się narzędziem, którym Niepokalana kocha Jezusa – a Jezus, widząc, że jesteśmy własnością i niemalże częścią Matki Najświętszej, kocha Ją w nas i przez nas”. Dlatego też prawdziwe nabożeństwo do Maryi, dalekie jest od ujmowania czegokolwiek Panu Jezusowi. Jest ono radością najsłodszą, najmilszym weselem w sercu Syna.
Pewnego dnia św. Gertruda wysłuchała kazania, w którym wysławiano Maryję w silnym porywie miłości, nie mówiąc jednak ani słowa o Panu Jezusie. Świętej zrobiło się przykro z powodu milczenia na Jego temat, i kiedy przechodziła obok obrazu Maryi, doświadczyła tym razem mniejszego uniesienia, pozdrawiając Ją. Natychmiast ukazał jej się Pan Jezus i powiedział: „Uznaję za uczyniony wobec Mnie samego każdy wyraz uszanowania dla Mojej Matki”.
Nie jest możliwe, aby syn poczuł się obrażony lub zasmucony, widząc swoją matkę otaczaną szacunkiem i miłością. Jest wręcz odwrotnie. Wielki św. Bernard twierdził: „Nic mnie tak nie cieszy, jak mówienie o chwale Maryi Dziewicy”. Pokorna św. Bernadetta Soubirous mówiła, że ma w sercu tylko jedną ambicję: widzieć Najświętszą Pannę przez wszystkich „kochaną i wychwalaną”.
A św. Joanna de Chantal napisała, że „ten modli się w sposób dostatecznie miły Najświętszej Pannie, kto wielbi Boga za wielkie rzeczy, które w Niej uczynił oraz za to, że Ją wybrał na Swą godną i prawdziwą Matkę”.
Dlatego Kościół zawsze nauczał, że zjednoczenie z Maryją nie tylko „nie przeszkadza w żaden sposób bezpośredniej łączności wiernych z Chrystusem, przeciwnie, umacnia ją” (Lumen Gentium, 60). Nie może być inaczej – im bardziej jest się zjednoczonym z Maryją, tym bardziej jest się zjednoczonym z Jezusem.
Na najlepszej drodze
Prawdziwe i doskonałe nabożeństwo do Maryi prowadzi nas do Pana Jezusa, naszego ostatecznego celu, najjaśniejszą drogą; drogą, jaką On sam wybrał, aby przyjść do nas. Św. Bernard mówił, że Najświętsza Panna była „królewską Drogą Zbawiciela”. Skoro zaś Pan Jezus wybrał tę Drogę, ażeby dać nam Siebie, nie myślimy chyba, że znajdziemy lepszą, by dać się Jemu! Działanie Boga jest doskonałe. Jeśli więc my działamy odmiennie, siłą rzeczy popadamy w niedoskonałość.
Na ten temat, zarówno św. Ludwik Grignion de Montfort, jak i św. Maksymilian, twierdzą zgodnie, że doskonałe nabożeństwo do Maryi stanowi „prostą, krótką, doskonałą i bezpieczną drogę do zjednoczenia z naszym Panem”, ponieważ Maryja zna matczyną sztukę osładzania tego, co kwaśne lub gorzkie i zmiękczania tego, co zbyt twarde. Bł. Guntard Ferrini mawiał: „Jeśli droga prowadząca do Serca Jezusowego jest długa i stroma – jedno spojrzenie na Serce tej Matki, i dalej, odwagi!”.
Tak, Maryja naprawdę skraca odległości, pomaga lepiej maszerować i szybciej osiągnąć cel.
Pewnego razu jeden z synów duchowych św. Pio z Pietrelciny poprosił: – „Ojcze, pokaż mi drogę na skróty do Pana Boga”. Ojciec Pio odpowiedział: – „Drogą na skróty jest Panna Maryja”.
Skoro więc nabożeństwo do Matki Bożej rzeczywiście jest drogą na skróty do uświęcenia, dlaczego mielibyśmy narażać się na niebezpieczeństwa długiej drogi? Powinniśmy raczej dziękować Bogu, że pozwala nam korzystać z tej niebiańskiej „drogi na skróty”, którą moglibyśmy nazwać „autostradą” do Serca Jezusowego. Co więcej, św. Alfons Liguori, ze zwykłą sobie serdecznością, zachęca nas usilnie do proszenia Najświętszej Panny, żeby wręcz niosła nas na rękach! „Ach, Pani! Nie oczekuj, że sam będę szedł do Boga, jeśli Ty mnie nie poniesiesz na swoich ramionach. Weź mnie na ręce i nieś; a jeśli będę się opierać, weź mnie siłą”.
Po białej drabinie
Droga pobożności maryjnej to „biała drabina”, jaką w sławnej wizji ujrzał brat Leon. Świątobliwemu zakonnikowi ukazało się niezmierzone pole, a na nim wielu współbraci, którzy mieli wejść do nieba. Stały tam też dwie drabiny – czerwona i biała. Na szczycie czerwonej, obok Pana Jezusa stał św. Franciszek, który zapraszał do wejścia. Bracia zaczynali więc z ufnością wspinać się po niej – wkrótce jednak spadali, jedni z pierwszego szczebla, drudzy z drugiego, jeszcze inni z trzeciego. Nieliczni, z wielkim mozołem, już prawie osiągali szczyt – lecz i oni spadali na dół. Seraficki Ojciec zachęcił więc swoich synów: „Odwagi, ufajcie! Biegnijcie do białej drabiny”. Tam zaś Przepiękna, tam Niepokalana zapraszała tych, którzy do Niej się uciekali i wszyscy oni z cudowną łatwością wchodzili na sam szczyt.
Przede wszystkim jednak, prawdziwe nabożeństwo maryjne jest najdoskonalszą – to znaczy najszlachetniejszą i najpiękniejszą – drogą do Jezusa. Zaiste któreż stworzenie prócz Maryi było kiedykolwiek tak bezpośrednio zjednoczone z Jezusem, tak całe Jezusa, z Jezusem i dla Jezusa? Żadne stworzenie, ani niebieskie, ani ziemskie.
Być Maryją dla Jezusa oznacza zatem oddanie siebie Jezusowi w najdroższej, najmilszej i najdelikatniejszej formie. Oznacza pokorne zachowanie względem Niego, odnoszenie się doń z miłością, otaczanie Go troskliwym uczuciem i wielką czułością, jak robiła to Maryja – jakże wielkie to marzenie dla nas biednych! A przecież nabożeństwo do Bogurodzicy prowadzi nas do przemienienia się w Maryję. Pozwala nam stać się na Jej obraz i podobieństwo (por. Rdz 1,26), ku radości Pana Jezusa.
Być może teraz lepiej rozumiemy, dlaczego św. Jan Berchmans mawiał: „Nie spocznę, póki nie będę prawdziwie czcił Maryi”; lepiej rozumiemy, dlaczego wszyscy święci z pasją pielęgnowali nabożeństwo do Najświętszej Panny, modląc się o nie, do czego także zachęcał św. Maksymilian.
„Nigdy nie czytałem o żadnym świętym – mówi św. Bonawentura, – który by nie żywił szczególnego nabożeństwa względem chwalebnej Dziewicy”. Co więcej, w świętych wręcz oczarowuje ów niebiański niepokój, by pobić każdy rekord w miłości do Maryi.
Na przykład św. Jan Eudes nie chciał pogodzić się z myślą, że ktoś mógłby kochać Maryję bardziej od niego, a św. Teresa od Jezusa, gorąco wyrażała życzenie: „Pragnę być po Jezusie tą osobą, która najbardziej ukocha Maryję”.
Być dziećmi Maryi
Być dziećmi Maryi
Pewnego razu zdarzyło mi się usłyszeć krótką rozmowę między pewną dziewczynką a jej proboszczem, kapłanem w podeszłym wieku:
- Co to jest nabożeństwo do Maryi? – z prostotą zapytała dziewczynka.
- To jest oddanie się Maryi – odpowiedział prawie bez namysłu kapłan.
Przepiękne! Pytanie – odpowiedź. Dotknęła mnie szybkość i kompletność tej rozmowy. W prosty sposób powiedziane zostało to, co najważniejsze.
Chyba nie można było sedna sprawy ująć lepiej w tak niewielu słowach.
Rzeczywiście, św. Tomasz z Akwinu uczy nas, że prawdziwa pobożność polega na „gotowym i zupełnym ofiarowaniu w darze całego siebie”. „Nabożeństwo” oznacza, zatem „obdarowywanie”, albo lepiej: „obdarowywanie sobą samym”. Oczywiście nie jakiekolwiek obdarowywanie sobą samym, ale oddanie się z miłością, z hojnością, z entuzjazmem.
Moje nabożeństwo do Maryi musi zatem polegać na „miłosnym obdarowywaniu Maryi mną samym”, to znaczy na czynieniu ze mnie samego daru dla Maryi. A ponieważ z otrzymanym darem można zrobić, co się chce, Maryja może ze mną, darem należącym do Niej, zrobić to, co zechce – ja zaś nie mogę zrobić nic poza tym, co zechce Ona, co się Jej spodoba, co Ona ze mną uczyni. Tym większe jest moje nabożeństwo do Najświętszej Panny, im pełniej Jej się oddaję i im bardziej upodabniam się do Niej, żyjąc całkowicie pod Jej kierownictwem.
Tak rozumiana pobożność maryjna, w swoim najpełniejszym i najdoskonalszym sensie, zakłada „poświęcenie” siebie Maryi, czyli otwarcie wyrażoną decyzję ofiarowania Maryi całego swego jestestwa – tego, kim się jest i tego, co się posiada (duszy, ciała, zmysłów; dóbr widzialnych i niewidzialnych, teraźniejszych i przyszłych; życia, śmierci, wieczności...).
W ten sposób, poprzez poświęcenie się, realizowana jest pełnia nabożeństwa do Maryi, a poprzez nie rzeczywiście jest się całkowicie oddanym Maryi. Bez reszty należy się do Niej. Nie stawiając żadnych warunków, chce się żyć, jako Jej dziecko i „niewolnik miłości” (św. Ludwik Grignion de Montfort), jako „własność, narzędzie, rzecz w Jej rękach” (św. Maksymilian M. Kolbe), czy „całopalna ofiara” Jej matczynej i miłosiernej miłości, w nadziei na nastanie Królestwa Bożego we wszystkich duszach.
W tych rozważaniach piszemy o nabożeństwie do Maryi, od najniższego do najwyższego stopnia doskonałości. Posługujemy się terminem „nabożeństwo”, odnosząc go zarówno do początkowego etapu okazywania pobożności maryjnej, jak również do najbardziej dojrzałego i najdoskonalszego jej wyrazu – poświęcenia się Najświętszej Pannie. Najważniejsze, byśmy wszyscy mogli zacząć uprawiać, bądź uprawiać coraz lepiej ów niebiański ogród nabożeństwa do Maryi – ogród wszystkich świętych.
Tak jak Jezus
Najdoskonalszy przykład nabożeństwa do Maryi dał nam sam Bóg. On był pierwszym, który oddał Siebie Maryi i to w sposób tak doskonały, że stał się Jej Synem! W tym sensie Pan Jezus był pierwszym i największym czcicielem Matki Najświętszej.
- Słuchaj... Wiesz co, nigdy o tym nie pomyślałem!... Ależ to naprawdę tak!... – wykrzyknął pewien człowiek, zdziwiony taką refleksją.
Tak, to właśnie tak. Bóg dał nam najlepszy, nieskończenie wartościowy i nieskończenie piękny przykład. Jeśli się zastanowimy i zdamy sobie sprawę, że nic ze stworzeń nie może być bardziej bliskiego, jak własne dziecko, zrozumiemy, jakie było oddanie Jezusa względem Maryi – a więc i jakie powinno być nasze.
Św. Paweł mówi nam, że mamy być „naśladowcami Boga” (Ef 5,1) i stać się „na wzór obrazu Jego Syna” (Rz 8,29). W bliższych nam czasach, św. Maksymilian M. Kolbe, ów szaleniec zakochany w Niepokalanej, głosił: „całą naszą świętością jest naśladowanie Jezusa”.
Jeżeli więc Bóg uczynił z Siebie dar dla Maryi do tego stopnia, że stał się Jej Synem, to również my musimy w tym samym stopniu ofiarować się Najświętszej Pannie, stając się Jej dziećmi. Dziećmi Maryi, jak Jezus, nasz Boski wzór. My – dziećmi przez łaskę. Jezus – dzieckiem przez naturę.
W jednym z wierszy św. Tereska opisuje uczucie szczęścia, jakiego zaznała myśląc o słodkiej rzeczywistości, że: „Jezus i Teresa są dziećmi tej samej Matki...” Oto nasze szczęśliwe położenie, nasz radosny obowiązek – naśladowanie Pana Jezusa w byciu dzieckiem Maryi.
Takie naśladowanie jest koniecznością, ponieważ bez niego nasze podobieństwo do Jezusa byłoby pozbawione „podstawowego elementu” (Pius XII). Nie można być podobnym do Jezusa, jeżeli nie kocha się Jego Matki albo okazuje się chłód i obojętność względem Niej.
Chociażby ta refleksja pozwala zrozumieć, że nabożeństwo do Maryi jest z całą pewnością potrzebne do naszego uświęcenia, czyli do pełnego upodobnienia się do Jezusa.
Maryja jest dla nas drogą Zbawiciela („Jezus Chrystus przyszedł na świat przez Najświętszą Maryję Pannę i także przez Nią ma panować na świecie.” -św. Ludwik Maria Grignion de Montfort), a więc drogą zbawienia i musimy być przekonani, że jest Ona konieczna także dla naszego zbawienia wiecznego. Tak nauczali wielcy święci i doktorzy Kościoła, od św. Efrema i św. Cyryla Aleksandryjskiego, przez św. Jana Damasceńskiego, św. Bernarda i wielu innych, aż do św. Alfonsa Liguori i św. Maksymiliana M. Kolbe. Powszechna nauka Kościoła katolickiego uważa kult maryjny za moralnie potrzebny chrześcijaninowi. Jak matka dla dzieci jest źródłem życia, tak upodobnienie do Jezusa, Syna Bożego i Syna Maryi nie może się dokonać bez naszego czułego i oddanego dziecięctwa względem Matki całego Ciała Mistycznego. Im bardziej jesteśmy dziećmi Maryi, tym bardziej stajemy się braćmi i siostrami Jezusa.
Miłość synowska
Być dziećmi Maryi. Zachowywać się jak dzieci Maryi. Żyć jak Jej dzieci i kochać Ją jak dzieci. Nie sposób uczynić piękniejszy, głębszy i bardziej przepojony miłością dar z siebie dla Maryi. Prawdziwe nabożeństwo do Maryi, w odróżnieniu od nabożeństwa do jakiegokolwiek świętego, to wyraz szacunku prawdziwych dzieci wobec swojej Mamy Niebieskiej – to miłość synowska. Można powiedzieć, że cała pobożność maryjna świętych najbardziej wyraża się w niezwykle intensywnej miłości synowskiej do „drogiej Mamusi” (św. Maksymilian M. Kolbe), „dobrej Mamy” (św. Małgorzata M. Alacoque), „Mamy drogiej” (św. Weronika Giuliani), „pięknej Mamy” (św. Maria Bertilla Boscardin), „drogiej Matki” (św. Alfons Liguori), „mojej Mamy” (św. Paweł od Krzyża, św. Gemma Galgani i wielu innych).
Któż mógłby wypowiedzieć wszystkie najczulsze przejawy miłości synowskiej świętych względem Matki Niebieskiej? Samo imię Maryja powodowało „drżenie serca” św. Tereski, unosiło w ekstazie św. Józefa z Kupertynu, wywoływało łzy czułości u św. Ojca Pio z Pietrelciny. Iloma serdecznymi pocałunkami obsypywali obrazki Maryi tacy święci, jak św. Wincenty Pallotti, św. Bernadetta, św. Gabriel od Matki Bożej Bolesnej? Bł. Stefan Bellesini dosłownie zniszczył wiele obrazków Najświętszej Panny swoimi gorącymi pocałunkami! Św. Ludwik Maria Grignion de Montfort oraz św. Józef Benedykt Cottolengo chcieli być pochowani pod ołtarzem Matki Bożej. Św. Proboszcz z Ars powiedział nawet: „Jeśli mógłbym się sprzedać, sprzedałbym się chętnie, żeby dać coś Maryi”. Św. Maksymilian M. Kolbe doświadczał w sobie tak gwałtownej miłości, że określał się „szaleńcem Niepokalanej”.
Chyba wszyscy święci zgodziliby się z wielkim okrzykiem św. Bonawentury: „Powiedzieć Ci, że jesteś mi Matką, to mało. O Maryjo – Ty jesteś całą mą miłością!”. Wspomnijmy także św. Alfonsa M. de Liguori z jego pełnymi czułości Nawiedzeniami Najświętszej Maryi Panny, które podsycały miłość pokoleń czcicieli tej najsłodszej Matki, zawierając najpiękniejszy kwiat nabożeństwa wielu świętych do Niej. Czytając owe Nawiedzenia powinniśmy ze wzruszeniem zadumać się nad twardością naszych serc.
To właśnie synowska miłość jest pierwszą rzeczą, o jaką powinniśmy prosić Maryję. Prosić natarczywie, z pokornym i serdecznym uporem. Powinniśmy naśladować w tym św. Feliksa z Cantalice, który tak niepokoił się o bycie dobrym synem Maryi, że przez czterdzieści lat, przechodząc obok Jej kapliczki, zawsze modlił się tymi słowami: „Czcigodna Matko Boża, pragnę Cię kochać jak dobre dziecko...”
Miłość przeciw grzechowi
Oczywistym jest, że nie można kochać jakiejś osoby, jednocześnie obrażając ją. Tym bardziej, jeśli tą osobą jest Matka Niebieska!
Maryja może zwracać się do swych dzieci słowami Jezusa: „Trwajcie w miłości mojej! (...) Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję” (J 15,9.14). Co nam przykazuje Maryja? Na weselu w Kanie powiedziała sługom: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie” (J 2,5). Być wiernym Panu Jezusowi, we wszystkim wypełniać Jego wolę – oto prosi nas Maryja. Grzech jest dokładnym tego przeciwieństwem, wyraża bunt podsycany egoizmem i pychą. Jezus powiedział zaś: „Kto nie jest ze Mną, jest przeciwko Mnie” (Mt 12,30). Gdy grzeszymy, stajemy się nieprzyjaciółmi Jezusa. Jak można kochać Maryję, jeśli jest się przeciwnikiem Jezusa? To absurdalne.
Św. Pius X ostrzega nas: „Każdy musi zdawać sobie sprawę, że jeśli cześć, jaką oddaje Błogosławionej Dziewicy, nie powstrzymuje go od grzeszenia lub nie skłania do postanowienia poprawy własnych obyczajów, jest to cześć sztuczna i fałszywa, gdyż pozbawiona swego naturalnego owocu”.
„Kto jest prawdziwym czcicielem Maryi?” – pytał św. Leonard z Porto Maurizio, po czym odpowiadał: „Ten, kto jest nieprzyjacielem grzechu”.
Oto jak św. Józef Cafasso, w pięknej nauce skierowanej do ludu, wyjaśniał tę kwestię: „Bardziej, niż cokolwiek innego, polecam wam, byście nie budzili wstrętu u Maryi. A tylko jedna jest rzecz, która budzi Jej wstręt: grzech. Dobry syn, dobra córka, jeżeli wie, że coś sprawia mamie przykrość, nie robi tego, a raczej mówi: „Wiem, że moja mama nie patrzy na to przychylnym okiem, że ją to obraża i sprawia jej przykrość; wiem, że napawa ją to obrzydzeniem – nie chcę więc tego robić, nie chcę usłyszeć, że zrobiłem jej przykrość...”. Tak też chciałbym, drodzy moi, abyśmy czynili i my, ilekroć znajdziemy się w niebezpieczeństwie popełnienia grzechu, zrobienia czegoś, co jest niedobre. Mówmy do siebie: „Przecież wiem, że to sprawia przykrość Maryi. Wiem, że Matka Najświętsza nie patrzy na to przychylnie. Wiem, że budzi to w Niej wstręt, że Ją to obraża. Nie chcę więc tego zrobić – i nie zrobię za żadne skarby świata. Nie, Maryjo. Nie chcę Cię w ten sposób skrzywdzić, nie chcę sprawiać Ci przykrości”.
Bronić Matki
Wyjątkowy rozdział w księdze miłości synowskiej do Maryi stanowią walki dzieci w obronie Matki przed atakami heretyków, ludzi nieczułych, albo tych, którzy chcą ograniczać oddawanie miłości i chwały Najświętszej Pannie.
Św. Cyryl zwycięsko bronił Boskiego Macierzyństwa Maryi. Św. Hieronim mężnie atakował błędne opinie o wieczystym dziewictwie Maryi.
Św. Jan Damasceński stanowczo bronił kultu obrazów Matki Najświętszej, co przypłacił utratą ręki. Św. Bernard sprawił, że słabnący prawie wszędzie kult maryjny rozkwitł na nowo. Św. Antoni bronił i wyjaśniał prawdę o Wniebowzięciu Najświętszej Maryi Panny. Bł. Jan Duns Szkot wytłumaczył w jasny sposób przywilej Niepokalanego Poczęcia. Św. Ludwik Maria Grignion de Montfort żarliwie głosił doskonałość pobożności maryjnej swym Traktatem o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny. Św. Alfons Liguori bił się na wszystkich frontach swym Wysławianiem Maryi, domagając się dla Bożej Matki diademów należnych Niepokalanie Poczętej, powszechnej Pośredniczce, Wniebowziętej i Królowej. Wzruszenie ogarnia, kiedy dowiadujemy się, że św. Alfons, pisząc przeciwko nieprzyjaciołom Maryi, płakał rzewnymi łzami. Bronił Mamy!
W bliższych nam czasach, wobec coraz wścieklejszych niszczycielskich ataków na nabożeństwo do Maryi, św. Maksymilian M. Kolbe nieugięcie przedstawiał wartość poświęcenia się Jej, w sposób jeszcze bardziej radykalny i całkowity. Bronił ponadto sprawy powszechnego Pośrednictwa Maryi, pragnąc gorąco uroczystego potwierdzenia jej dogmatem.
Św. Ojciec Pio z Pietrelciny, na przekór atakom na Różaniec, bronił nieprzemijającej wartości tej modlitwy, dając wspaniały przykład nieustannym jej odmawianiem.
W szkole świętych
My również, jak wszyscy święci, musimy starać się zachowywać w sercu dwie maksymy św. Bonawentury: „Trzeba pilnie strzec się przed najdrobniejszym umniejszeniem czci należnej Maryi... Trzeba być gotowym bronić przywilejów Najświętszej Maryi, nawet z narażeniem życia”. Wielu było świętych, którzy złożyli „przysięgę krwi”, broniąc Niepokalanego Poczęcia Maryi. Miłość prawdziwych dzieci, widoczna w zaangażowaniu w obronę Matki Niebieskiej, przekracza śmierć, ponieważ „miłość nigdy nie ustaje” (1Kor 13,8).
Jeśli to prawda, że „Maryja jest warta więcej niż cała teologia i filozofia”, jak mówił św. O. Pio z Pietrelciny, chciejmy żywić miłość do Maryi, chciejmy strzec nabożeństwa do Niej, tak jak ewangelicznej „drogocennej perły” (Mt 13,46). Nabożeństwo to upodabnia nas do Jezusa w oddawaniu chwały Niebieskiej Mamie tak, w czasie obecnym, jak i w wieczności Raju.
Być Jezusem dla Maryi
Być Jezusem dla Maryi
Jeśli mamy kochać Matkę Bożą jak dzieci, najświętszy wzór znajdziemy w Jezusie: Synu Maryi, a naszym Boskim Bracie. Najwięksi czciciele Najświętszej Panny to ci, którzy najbardziej przypominają Pana Jezusa, należąc do Maryi tak jak On i kochając Ją, za Jego przykładem, jak dzieci. Stają się Jezusem dla Maryi. W tym sensie największy stopień nabożeństwa do Maryi osiąga ten tylko, kto doświadczył przemienienia i utożsamienia się z Jezusem, kto naprawdę może powtórzyć za św. Pawłem: „Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus” (Ga 2,20).
Nie może być inaczej. Rosnąć w życiu duchowym – znaczy sprawiać, by umarł w nas dawny człowiek (nasze „ja”), aby żył w nas Jezus (nowy człowiek), przyswajając sobie Jego własne odczucia i Jego własne sposoby miłowania w myślach, słowach, uczuciach, pragnieniach i czynach (por. Ef 4,22 i Kol 3,9).
Taką samą miłość, jak miłość Jezusa względem Matki Bożej, ma więc ten, kto utożsamia się z Jezusem. Kiedy wewnętrznie stanowi się jedno z Jezusem, osiąga się tę jedność z Nim także w miłości do Maryi – jakkolwiek nikt, nawet całe stworzenie razem wzięte, nigdy nie będzie w stanie doścignąć nieskończonego ogromu miłości Jezusa do Jego Rodzicielki. Będziemy się nim cieszyć na wieki w Raju.
Nigdy dość
Skoro wzorem miłości względem Najświętszej Panny jest dla nas Pan Jezus, bardzo niestosowny bywa niepokój pewnych ludzi, obawiających się ryzyka pokochania Jej... za mocno. Takie ryzyko po prostu nie istnieje. Choćbyśmy pragnęli dać się ponieść aż do szaleństwa miłości do Maryi, to cała nasza przesada i całe nasze miłosne szaleństwo byłyby czymś naprawdę mizernym w obliczu Boskiej miłości Jezusa do Swojej Matki. Należałoby raczej żałować niemożności osiągnięcia Jezusowej miary miłości do Najświętszej Mamy.
Miał rację św. Maksymilian, pisząc: „Nie bójcie się, że będziecie kochać Maryję za bardzo, bo i tak nigdy nie dojdziecie do takiej miłości, jaką ukochał Ją Jezus”. Dużo wcześniej już św. Bernard mawiał, że nigdy nie zdołamy „dostatecznie” wychwalać i miłować Matki Bożej. Również św. Bonawentura twierdził, że „nikt nigdy nie może czcić Błogosławionej Dziewicy nadmiernie”.
Posłuchajmy na koniec św. Alfonsa, przekonującego z charakterystycznym dla siebie wdziękiem: „Kiedy jakaś opinia jest takiej natury, że na swój sposób wnosi wkład w oddawanie chwały Najświętszej Pannie, a zawiera ona poglądy dopuszczalne; niesprzeciwiające się wierze, dekretom Kościoła Świętego ani prawdzie, to odrzucanie jej z pewnością świadczy o bardzo małej czci wobec Matki Bożej. Gorzej jeszcze byłoby natomiast zwalczać taką opinię pod pozorem, że być może prawdziwe jest stanowisko przeciwne jej. Co do mnie, nie chciałbym być podobnie skąpy jak również nie chciałbym, żeby tacy byli moi czytelnicy. Bądźmy raczej wśród tych, którzy wierzą w pełni i mocno we wszystko, co można – nie popadając w błąd – uznać ku większej chwale Maryi. Ta pełna i prosta wiara we wszystkie wspaniałości Matki Bożej jest jednym z najpiękniejszych hołdów, jakie możemy Jej złożyć”.
Przyjmijmy jako własną, gorliwość świętych, ich wysiłek maksymalnego kochania, ich starania przekraczające wszelką miarę, zgodnie z zawołaniem sługi Bożego Ojca Anzelma Trèvesa: „Chciałbym mieć miliardy żyć, by spędzić je u stóp Maryi; miliardy serc, by kochać Ją potężnie”.
Kochać bez miary
Nie chciejmy należeć do tych, którym się wydaje, że kochają Maryję, zapominając, że jest Ona Matką Jezusa, że jest Królową Aniołów i Nieba, jak głosi Liturgia Kościoła. Nie chciejmy być tymi fałszywymi chrześcijanami, którzy myśląc, że czczą Maryję, sprowadzają Ją do roli ubogiej kobieciny z wadami, słabej i wątpiącej, jak my. Czy może to być piękny sposób uczczenia własnej Matki, kiedy odziera się Ją z korony wzniosłych przywilejów, danej Jej przez Boga?! Tylko fałszywe dzieci i fałszywi czciciele mogą z upodobaniem patrzeć na traktowanie ich Matki Niebieskiej jak zwyczajnej, prostej kobiety. Jakże zasmuca taka postawa!
Chciejmy być jak św. Maksymilian Maria Kolbe, któremu pewnego razu grupa braci złożyła życzenia, by kochał i wychwalał Niepokalaną coraz mocniej i który zrewanżował się braciom życząc im, by mogli oni tysiąckrotnie pokonać go w miłości do Maryi, a potem, aby on pokonał ich milion razy, a potem znowu – by oni pokonali jego miliard razy, i tak dalej, nigdy nie zatrzymując się w szlachetnym współzawodnictwie, aż do osiągnięcia, na ile to możliwe, miary miłości Jezusa!
Któż jednak uczyni nas „Jezusem dla Maryi”? Tylko Ona sama – ponieważ tylko Ona jest „formą” Jezusa i jedynie ten, kto pozwoli się Jej uformować, stanie się „na wzór obrazu” Jezusa (Rz 8,29). Tylko w Maryi zatem staniemy się Jej dziećmi – tak, jak Jezus.
W małych rzeczach
Jeżeli jesteśmy duchowymi biedakami o małej pobożności, starajmy się być Jezusem dla Maryi przynajmniej w drobnych rzeczach, przy wielu skromnych i prostych okazjach. Uczyńmy wysiłek, by być Jezusem dla Maryi, na przykład, odmawiając ranną i wieczorną modlitwę, pozdrawiając zawsze Matkę Bożą na początku i na końcu każdego dnia. Starajmy się być Jezusem dla Maryi, unikając jakiegokolwiek braku szacunku dla Najświętszej Panny w słowach czy uczynkach, dbając raczej o jakieś gesty czci i serdecznego uczucia przez akty strzeliste do Niej kierowane.
Św. Stanisław Kostka tak intensywnie żył miłością do Maryi, że zawsze przywoływał Ją przed jakąkolwiek czynnością. Kiedy zaś mógł, obracał się, żeby spojrzeć w stronę kościoła albo innego miejsca, gdzie czczono obraz Maryi. Wszystko po to, żeby czuć Ją bliżej siebie.
Św. Maksymilian poleca nam: „Pośród małych cierpień módlcie się, aktami strzelistymi przywołując Maryję ... i ofiarowujcie wszystko w najmilszych Niepokalanej intencjach, jako narzędzia w rękach artysty...”.
Pewnego razu dwaj współbracia zapytali św. O. Pio z Pietrelciny, czy Maryja była obecna w jego celi podczas biczowań, których często doznawał, na co wskazywała przemoczona krwią koszula. – „Spytajcie mnie raczej – odpowiedział Ojciec Pio – czy Maryja kiedykolwiek opuściła tę celę!”. Św. Pio był naprawdę drugim Jezusem dla Maryi, a stawał się Nim jeszcze bardziej przy każdym biczowaniu, które czyniło go tak bardzo podobnym do biczowanego Jezusa.
O bł. Edwardzie Poppe wiemy, że szukał najmniejszych nawet okazji, by zachować się jak Jezus wobec Swej Matki. Każdego ranka, na przykład, tuż po przebudzeniu klękał u stóp Maryi, aby otrzymać błogosławieństwo. Przepuszczał Maryję w drzwiach, wchodząc i wychodząc z pomieszczenia. Podsuwał Jej wodę święconą. Zostawiał Jej miejsce, żeby przy nim usiadła. Doszedł nawet do tego, że będąc w podróży kupował dla Matki Bożej dodatkowy bilet! Małe rzeczy, mogące wydawać się dziecinadą – ale jakąż głębię miłości ukazują!
Ach, gdybyśmy mogli przynajmniej wyobrazić sobie, jak bardzo Jezus był zjednoczony z Maryją, jak wielką miłością Ją otaczał, z jaką czułością pozostawał blisko Niej, z jaką uwagą Jej słuchał, z jaką starannością był Jej posłuszny, jak serdecznie oddawał Jej cześć!
O św. Maksymilianie można było powiedzieć, że „oddychał Maryją – zawsze miał Jej imię na ustach: podczas pracy, na spacerze, w rozmowach. Kiedy wymawiał imię Maryja, wydawało się, jakby brał głębszy oddech”. Jeśli taki był św. Maksymilian to, jaki musiał być Jezus!?...
Do Jezusa i my mamy się upodabniać. Nie potrzeba wielkich rzeczy, by wyrazić naszą pobożność maryjną, ponieważ największą i najgłębszą rzeczą jest właśnie sprawianie radości słodkiej Mamie we wszystkich codziennych drobiazgach. Musi to być wytrwałe tkanie przeżywanej pobożności: nitka za nitką, to znaczy uczynek za uczynkiem – spełniany z miłością i z miłości do Maryi. Prośmy Jezusa o Jego synowską miłość, bo kiedy ją pozyskamy, dzień po dniu będziemy się stawać podobni do Niego, stając się naprawdę coraz bardziej Jezusem dla Maryi – aż do spełnienia słów, jakie Jezus skierował do Matki: „Oto syn Twój” (J 19,27).
W Jezusie Eucharystycznym
Przepięknym aktem, który pozwala nam być Jezusem dla Maryi w zupełnie wyjątkowy sposób, jest Komunia Święta. W tych chwilach Jezus jest fizycznie obecny i zjednoczony z tym, kto Go przyjął. Jeśli człowiek odda się całkowicie Jezusowi, tak jak On oddaje się bez reszty człowiekowi, wówczas Jezus i ta osoba nie są już dwoje, lecz stanowią jedno. My zaś – mówił św. Hilary – nie możemy uradować Maryi bardziej, jak pokazując, że Jezus Eucharystyczny jest w nas obecny. Zastanówmy się. Każdego dnia moglibyśmy sprawić Maryi tę niewypowiedzianą radość. Każdego dnia moglibyśmy być Jezusem dla Maryi w najbardziej wzniosłej formie na ziemi przez tych dziesięć, piętnaście minut zaraz po Komunii Świętej, czyli przez czas obecności Hostii Świętej w naszym ciele.
Byłoby pięknie, właśnie w tych momentach, odnawiać swoje poświęcenie się Maryi, aby wraz z Nią i z Aniołami śpiewać hymn Magnificat, jak czynił to bł. Guntard Ferrini.
Co natomiast można powiedzieć o Komuniach duchowych? Mogłyby one zachowywać nas w zjednoczeniu z Jezusem Eucharystycznym, dając nam nieustannie Jego drżące z miłości Serce, abyśmy ukochali Nim Najświętszą Pannę. Dlatego św. Maksymilian Maria Kolbe wśród swoich postanowień miał również Komunię duchową co piętnaście minut. Oto postawa wielkich zakochanych w Maryi!
Także podczas nawiedzeń Najświętszego Sakramentu pamiętajmy, że na ziemi nie ma miejsca, gdzie Maryja byłaby bardziej obecna, niż przy Tabernakulum. Św. Maria Wiktoria Teresa Couderc pozostawiła swoim zakonnicom, jako wyjątkowy środek na drodze do doskonałości, kontemplację Maryi w Wieczerniku. Św. Piotr Julian Eymard, niezrównany apostoł Eucharystii, mawiał, że „aby stać się dobrym sługą Eucharystii, trzeba być posłusznym i oddanym dzieckiem Maryi”. On też nazwał Najświętszą Pannę „Naszą Panią od Najświętszego Sakramentu”. Św. Pio z Pietrelciny mówił do wiernych: „Czyż i wy nie widzicie Matki Bożej tuż przy ołtarzu”? Innym zaś razem jedna z jego córek duchowych zapytała, czy Maryja była obecna na jego Mszy świętej, Ojciec Pio odpowiedział zdecydowanie: „A co, myślisz, że Mama nie interesuje się Synem”? Dlatego też św. Alfons zawsze łączył „Nawiedzenia Najświętszego Sakramentu” z „Nawiedzeniami Maryi”. Natomiast św. Maksymilian chciał, ażeby każdy ołtarz Najświętszego Sakramentu wieńczyła figura Niepokalanej, ponieważ Jezus i Maryja stanowią naprawdę owo jedno, o jakim marzymy, by stanowić je wraz z Nimi. Gdzie jest Syn, tam jest i Matka. Gdzie jest Matka, tam jest i Syn.
Święty Jan Bosko pod koniec życia, tuż przed Bożym Narodzeniem, znajdując się pośród swej młodzieży, usłyszał pytanie: „Jakie noworoczne podarunki zostawiasz dla młodych, Ojcze?”. Święty odpowiedział: „Nabożeństwo do Maryi i częstą Komunię Świętą”.
Niech to będą najcenniejsze dary, których nigdy nie zechcemy stracić lub zmarnować.
Boże Miłosierdzie a Fatima
Ave Maria!
W perspektywie Niedzieli Miłosierdzia Bożego chcemy wsłuchać się w głos Boga, który przemawia do świata przez Maryję. W Fatimie Matka Najświętsza objawiła się, aby przypomnieć nam prawdę, której człowiek współczesny tak bardzo nie chce słyszeć: że odejście od Boga (grzech!) prowadzi do kryzysu, wojen, cierpienia, ogólnoświatowej i duchowej katastrofy.
Wiemy, że ratunek dla świata i ratunek dla dusz znajdziemy w Nabożeństwie do Niepokalanego Serca Maryi, a nabożeństwo to coś więcej niż odmawianie modlitw do Matki Bożej – to STYL życia maryjnego, z codzienną modlitwą różańcową i regularnym życiem sakramentalnym. Taki sposób życia prowadzi do nawrócenia, owocuje w ducha wynagradzania i zadośćuczynienia za grzechy swoje i innych; ratuje dusze przed potępieniem a świat od katastrofy.
Oto istota orędzia Fatimy: A to przecież nic innego jak samo serce Bożego Miłosierdzia. Dlatego spokojnie możemy mówić, że Fatima i Boże Miłosierdzie – to dwa objawienia ale jedno przesłanie.
W Fatimie Bóg przemówił do świata przez Maryję, – w Polsce przez św. Faustynę. Fatima wzywa do pokuty. Boże Miłosierdzie wzywa do ufności. A oba orędzia wołają: Bóg chce ratować człowieka.
Maryja od wieków nazywana jest Matką Miłosierdzia. Św. Maksymilian Kolbe pisał, że Bóg dał nam Maryję, „by nas nie karać”. To Ona powstrzymuje sprawiedliwość, aby grzesznik miał czas na nawrócenie.
W trzeciej tajemnicy fatimskiej Anioł z ognistym mieczem, który zdaje się podpalać świat, ale płomienie gasną, w zetknięciu z blaskiem, jaki promieniował z prawej ręki Naszej Pani, (w którym trzymała swe Niepokalane Serce). To obraz duchowej rzeczywistości: gdyby nie Maryja, świat już dawno zostałby pochłonięty przez zło.
Św. Faustyna miała podobną wizję. W „Dzienniczku” zapisała: „Ujrzałam Matkę Bożą, z obnażoną piersią i zatkniętym mieczem, rzewnymi łzami płaczącą, i zasłaniała nas przed straszną karą Bożą. Bóg chce nas dotknąć karą, ale nie może, bo nas zasłania Matka Boża.”
To niezwykle mocne słowa. Widzimy w nich Maryję, która stoi między grzesznym światem a sprawiedliwością Boga. Ona płacze, bo widzi, jak bardzo człowiek rani Boga i siebie samego. A jednocześnie nie przestaje nas bronić, bo jest Matką Miłosierdzia: ucieczką grzeszników, pocieszycielką strapionych, wspomożeniem wiernych, uzdrowieniem chorych.
W objawieniach św. Faustyny pojawia się także wątek Polski. Jezus mówi: „Polskę szczególnie umiłowałem… z niej wyjdzie iskra, która przygotuje świat na ostateczne przyjście Moje.”
To zdanie jest jednym z najbardziej znanych fragmentów „Dzienniczka”. Wskazuje, że nasz naród ma szczególną misję — misję duchową, misję obrony wiary, misję niesienia światu światła. Ona przecież jest Królową Polski!
Największym zagrożeniem dziś jest „ukryty i pełzający ateizm” czyli mentalność życia jakby Boga nie było. Sukcesywnie chce się wyrzucić Boga ze wszystkich przestrzeni: społecznych, rodzinnych, narodowych.. a nawet… tych kościelnych. Koncentrujemy się na ekologii, ubogich, problemach klimatycznych … zapominając o Bogu i Jego dziełach.
Kard. Ratzinger, komentując trzecią tajemnicę fatimską, mówił, że niszczącej sile zła może się przeciwstawić tylko Matka Boża z ludźmi, którzy przyjmują jej wezwanie do pokuty i nawrócenia. Podkreślał, że przyszłość nie jest przesądzona. Wolność człowieka, modlitwa i pokuta mogą zmienić bieg historii….
Maryja wzywa nas do modlitwy różańcowej, pokuty i walki z grzechem. To nie są pobożne dodatki — to duchowa broń, która powstrzymuje zło. Różaniec jest modlitwą, która zmienia historię. Jest modlitwą, która ratuje dusze. Jest modlitwą, która powstrzymuje wojny. To wezwanie jest dziś bardziej aktualne niż kiedykolwiek.
Dzieci z Fatimy to zrozumiały,…. To samo przesłanie odnajdujemy u św. Faustyny — w koronce do Bożego Miłosierdzia, w jej modlitwach za grzeszników, w jej wizji piekła. Aby wyprosić Miłosierdzie dla świata…
Zarówno Św. Faustyna jak i dzieci fatimskie widziały piekło. Opisy są wstrząsające. Faustyna pisała: „Utrata Boga, ustawiczny wyrzut sumienia, ogień przenikający duszę… straszna rozpacz, nienawiść Boga, bluźnierstwa…”
Maryja pokazała piekło nie po to, by straszyć, ale by ratować. Powiedziała: „Widzieliście piekło, dokąd idą dusze biednych grzeszników… aby je ocalić, Bóg chce ustanowić nabożeństwo do mego Niepokalanego Serca.” To jest klucz: Bóg nie chce potępienia grzesznika — Bóg chce jego zbawienia.
Oto Miłosierdzie. Na Krzyżu Chrystus wziął na siebie wszystkie nasze grzechy. Pozwolił abyśmy uderzyli w Niego naszym grzechem, naszą złością, złością całego świata i podłością. I kiedy Chrystus został zabity wypłynęła z Niego Krew i Woda = Miłosierdzie!, tak obfite, cudowne, że jest w stanie zaspokoić największe pragnienia twoje i moje, ale jest także w stanie sprawić, że będziemy mogli kochać, kochając wyjść poza samych siebie, zareagować szlachetnością,.. tak jak ON. Bóg bowiem kocha miłością jedyną i niepowtarzalną każde swoje stworzenie, także biednych grzeszników.
Maryja przypomina nam, że Bóg często daje nam swoje miłosierdzie w większej mierze niż potrzebujemy. Bóg gdy zsyła na nas różnego rodzaju próby tego życia, to okazuje nam jednocześnie i miłosierdzie i sprawiedliwość. Bo PRÓBY są lekarstwem które nas uzdrawia, prowadzi do dobra i uzdalnia do bycia jak Bóg – Miłosiernymi!
Maryja uczy nas, że miłosierdzie nie jest tożsame ze sprawiedliwością, ale też nie jest z nią sprzeczne – wręcz przeciwnie – miłosierdzie jednoczy się ze sprawiedliwością i ją przekracza przede wszystkim w przebaczaniu, ponieważ przebaczyć znaczy wyjść ponad to, czego w wybaczaniu zniewag domaga się sprawiedliwość.
My modląc się za grzeszników czy za tych którzy nas krzywdzą nie walczymy z ludźmi, ale walczymy o ludzi. Człowiek, który zadaje nam ból – jest niekiedy marionetką złego ducha. Tylko przebaczenie, tylko miłosierdzie może go przemienić. Może dla takiego człowieka, który cię krzywdzi, jedyną Ewangelią, którą przeczyta w życiu, będziesz ty i Twoje świadectwo chrześcijańskiej miłości i życia!
Przebaczenie jest o tyle rzeczą wielką i ważną, że przebaczając doznane krzywdy naśladujemy w tym samego Boga. Nigdy nie jesteśmy tak podobni do Boga jak wtedy kiedy przebaczamy!
Maryja jest Matką Miłosierdzia. Jest blisko. Towarzyszy. Chroni. Prowadzi. Dlatego - naszym zadaniem jest dobrze pokazać światu Maryję by ten zapragnął Jej Syna, który JEST Światłością tego Świata!. Takiej pomocy i współpracy od nas oczekuje nasza Matka Miłosierdzia i Królowa Polski, Ta która przez samego Boga jest dana naszemu Narodowi jako pomoc i ratunek.
Szkoła Maryi Młodych
Szkoła Maryi Młodych
Zapraszamy dziewczęta na wyjątkową drogę wzrastania w obecności Maryi — Szkołę Maryi Młodych.
To przestrzeń, w której młode serca mogą formować się duchowo, moralnie i w człowieczeństwie, patrząc na Niepokalaną jako na wzór pięknego, dojrzałego życia. Spotkania pomagają odkrywać, jak żyć w bliskości Boga i jak pozwolić, by Jego łaska naprawdę przemieniała codzienność.
Dobrze ukształtowana natura ludzka jest jak żyzna gleba, która potrafi przyjąć obfite dary Bożej łaski — tej łaski, którą Pan Bóg nieustannie wylewa na każdego z nas. Razem chcemy uczyć się, jak — na wzór Maryi — współpracować z łaską, przynosić dobre owoce i budować wokół siebie cywilizację miłości.
Dołącz do nas, jeśli pragniesz wzrastać, dojrzewać i odkrywać piękno kobiecego serca prowadzonego przez Maryję.
Najbliższe spotkanie:
18.04 (sobota) – godzina 15.00.
Siostry Franciszkanki Niepokalanej, ul. Sowińskiego 19; Otwock-Świder.
Podkategorie
Apoftegmaty ks. Bartosza
Czy możemy pomóc duszom czyśćcowym dostać się do nieba?
Oto nauczanie Kościoła w tej kwestii: Możemy pomagać, a także uwalniać zmarłych od cierpień czyśćcowych, „ofiarując za nich modlitwy za zmarłych, w szczególności Ofiarę Eucharystyczną, lecz także jałmużnę, odpusty i dzieła pokutne” [Kompendium KKK 211].
Dzięki obcowaniu świętych, członkowie Kościoła triumfującego w niebie, Kościoła cierpiącego w czyśćcu oraz Kościoła walczącego na ziemi mogą pomagać sobie wzajemnie w miłości Chrystusa, Głowy Ciała Mistycznego.
Jakkolwiek znajdują się oni w różnych warunkach i stanach życia, członkowie potrójnego Kościoła stanowią istotnie jedno Ciało Mistyczne, którego Głową jest Pan Jezus, obecny i działający zawsze w miłości tych, którzy pomagają innym. Oto zachwycająca solidarność łaski łącząca trzy części Kościoła, poprzez wzajemną pomoc, w jedności miłości z Głową Kościoła, Jezusem Chrystusem.

