Kochać Najświętszą Maryję Pannę

Niniejsze rozważania o nabożeństwie do Matki Bożej stanowią żarliwą odpowiedź na poważny kryzys mariologiczny naszych czasów, nazwany przez któregoś z autorów „mariologiczną epoką lodowcową”. 

Wielu z Czytelników, być może, zostało wychowanych w oziębłości tej „epoki lodowcowej”. Toteż żarliwe słowa i sformułowania tutaj użyte mogą niekiedy wydawać się zaskakujące, może wręcz rażące. Warto w takim wypadku pamiętać, że te sformułowania odzwierciedlają nauczanie świętych, ale także nauczanie papieży – także w tych naszych czasach. 

Obawa przed „przesadą” w nabożeństwie maryjnym jest zastrzeżeniem podejmowanym przez sceptyków od wielu stuleci. Już bł. Jan Duns ze Szkocji, na początku XIV wieku, odpowiadał na nią: z dwojga złego, wolę ryzykować przesadne nabożeństwo do Matki Boga aniżeli jego niedostatek. Święty Ludwik Maria Grignon de Montfort zwracał uwagę, że zastrzeżenie iż Maryja może przesłonić Jezusa jest fałszywe: tak jak fałszywe jest zastrzeżenie, że okulary przesłaniają to, co dzięki nim lepiej widać. Święty Maksymilian dodawał, że obawa, iż „przesadzi się” w miłości do Maryi jest zupełnie bezzasadna: i tak nie uda nam się nigdy kochać Jej tak bardzo jak Pan Jezus. A przecież na naśladowaniu Pana Jezusa polega doskonałość chrześcijańska.

Miłość i poświęcenie 

Nie istnieje dowód miłości pewniejszy niż ofiara z samego siebie. Nie ma większej ani czystszej miłości od tej, która skłania do ofiarowania się za kogoś, kogo się kocha. Pan Jezus powiedział : „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” (J 15,13). 

Żeby więc być pewnym miłości, trzeba poddać się próbie poświęcenia. W przeciwnym razie można ulec złudzeniu. 

Jest jednak jeszcze coś. Prawdziwa miłość posuwa się do tego, że wręcz nie może obejść się bez poświęcenia. Potrzebuje go, pragnie i szuka. „Cierpieć albo umrzeć”, wołała do Jezusa św. Teresa z Avili. 

Także miłość do Matki Bożej mierzy się ofiarnością. Nie można wątpić o szczerości miłości tego, kto umie poświęcić się dla Niej. 

Istotnie, w życiu świętych poświęcenie zawsze odgrywało wielką rolę. Odczuwali oni potrzebę karmienia nim swej miłości do Najświętszej Panny. O każdym z nich można powtórzyć to, co zostało powiedziane o św. Katarzynie Labouré: „żyła ciągłym pragnieniem cierpienia dla swej miłości”. 

Święty Józef Cafasso skomponował sobie na przykład osobliwy różaniec (zwykł nazywać go „brzemieniem”), złożony z pięćdziesięciu drobnych umartwień, które ofiarowywał Matce Bożej. Przy jego pomocy lubił przygotowywać się do świąt maryjnych, a w maju przyozdabiać swoją miłość codziennymi „kwiatkami” dobrowolnych ofiar. 

Błogosławiona Fortunata Viti szykowała się do świąt i uroczystości Maryi, nosząc przez godzinę dziennie włosiennicę albo biczując się przez kilka minut. Umartwiała też zmysł smaku, dodając do zupy popiół. 

Post Wniebowziętej” ustanowił dla siebie św. Paweł od Krzyża, poszcząc surowo, nie jedząc owoców i odmawiając codziennie cały Różaniec. Raz zdarzyło się, że zachorował właśnie w tym czasie i zupełnie stracił apetyt. Zatroskany brat pielęgniarz zdobył dla niego piękne jabłko i spodziewał się zachęcić świętego do jedzenia. Ten, chociaż chętnie skosztowałby, ze względu na „post Wniebowziętej” nie zrobił tego, i pomimo usilnego namawiania żeby zjadł chociaż kawałek, święty przeprosił mówiąc: „To czas postu Maryi, zróbmy dla Niej ofiarę”. 

Szczególną cechą wspólną świętych jest gorliwe przygotowywanie się do świąt Najświętszej Panny i poświęcanie Jej soboty przez post ścisły albo powstrzymywanie się od pokarmów mięsnych, owoców czy słodyczy… Można tu wspomnieć św. Karola Boromeusza, św. Franciszka Salezego, św. Katarzynę Sieneńską, bł. Annę Marię Taigi… Nie sposób jednak wymienić wszystkich. Miłość bez wytchnienia 

Niemniej heroiczne od tych nadzwyczajnych aktów są nieustannie podsycające miłość małe i ukryte ofiary. Jak zaświadcza św. Jan Bosko, św. Dominik Savio codziennie ofiarował jakieś umartwienie Błogosławionej Dziewicy. Św. Gabriel od Matki Bożej Bolesnej wyznał: „Żaden mój dzień nie upłynie bez kwiatka cnoty, którym uwieńczyłbym przeczystą skroń mojej Matki”. 

Służebnica Boża Felicyta Rossi często niepostrzeżenie całowała ziemię. Kiedy któregoś razu ktoś zauważył to i zapytał o powód takiego postępowania, odrzekła: „Co powiedziała Matka Boża do Bernadetty? – Całuj ziemię za grzeszników”. I ona z hojnością czyniła to. 

Chora święta Bernadetta, wstrząsana kaszlem jęczała: „Otwórzcie mi pierś!” – kiedy jednak ktoś chciał dać jej do picia cudowną wodę z Lourdes, mówiła: „To źródło nie jest dla mnie. Matka Boża chce, żebym cierpiała”. 

Nie można zapominać również urzekającego przykładu poświęcenia trojga pastuszków z Fatimy. Ochoczo znosili pragnienie, głód i upał; szukali cierpienia, bijąc się po nogach pokrzywami i ściskając sobie talię sznurem… – wszystko dla pocieszenia Niepokalanego Serca Maryi i nawrócenia grzeszników! 

Ostatni, najznakomitszy przykład, to życie św. Maksymiliana M. Kolbe. Dzień po dniu składane Matce Bożej w ofierze miłości, bez zważania na to, że z Jej powodu będzie się nazwanym głupcem lub szaleńcem. Życie pełne ryzykownych przedsięwzięć podjętych z miłości do Niepokalanej – choćby za cenę krwi, choćby z przymusowymi pobytami w sanatorium. Życie będące ofiarą i hostią na ołtarzu poświęcenia. Kiedy św. Maksymilianowi zdarzyło się w Rzymie być na jakiejś wystawie, zapytano go, co szczególnie zwróciło jego uwagę. Święty odparł: „Nic. Nic nie mogło mnie zainteresować, niczego nie oglądałem. Ja żyję dla Niepokalanej”. Jego miłość do Niepokalanej rzeczywiście nie znała wytchnienia; była nieustannym życiem tylko dla Niej. 

 

Copyright © 2026 Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Niepokalanej