Cudowny medalik 

Św. Paweł napisał, że Bóg wybiera to co pokorne i słabe, żeby poniżyć wielkich i silnych (por. 1 Kor 1,27). 

Najświętsza Maryja Panna podarowała medalik św. Katarzynie Labouré i od tego momentu łaska popłynęła tak obficie, że medalik słusznie zyskał miano cudownego. Wielką miłość żywili do niego święci. Nosili go na szyi, obsypywali pocałunkami, polecali go innym i stawali się jego apostołami – takie postępowanie było wspólne świętym bardziej i mniej znanym. Wspomnijmy kilka przykładów. 

Święta Katarzyna Labouré gorliwie szerzyła cudowny medalik. Także pośród zniszczeń i rzezi targającej Francją rewolucji, opiekując się rannymi, podchodząc do żołnierzy, rozmawiając z najrozmaitszymi ludźmi – wszystkim zawsze dawała medalik jako gwarancję łaski. 

Już od dziecka pomysłową apostołką cudownego medalika była św. Tereska. W jej rodzinnym domu pracowała pewna służąca, która jako niewierząca nie chciała słuchać o religii. Otóż mała Teresa zdołała w końcu nakłonić ją do wzięcia cudownego medalika i obietnicy, że będzie nosić go na szyi aż do śmierci. Innym razem, kiedy robotnicy wykonywali jakąś naprawę w domu, Tereska powkładała im medaliki do kieszeni kurtek. 

Być może najbardziej spośród świętych docenił cudowny medalik św. Maksymilian Maria Kolbe. W powołanym przez niego ruchu maryjnym – Rycerstwie Niepokalanej – szczególnym zadaniem stało się rozpowszechnianie cudownego medalika. Każdy członek Rycerstwa miał obowiązek noszenia go na szyi. Dla św. Maksymiliana medaliki to niebieska amunicja, kulki, trafiające w serca potęgą łaski. W biografii świętego znajdujemy znaczące wydarzenie z czasu jego pobytu na kuracji w Zakopanem. Ojciec Kolbe poznał tam pewnego intelektualistę i przy każdym spotkaniu prosił go: „Niech się pan wyspowiada”. Tamten jednak odpowiadał: „Nic z tego, wielebny ojcze, z całym szacunkiem – do spowiedzi nie pójdę. Może innym razem…”. Po paru tygodniach pan ten, mając już wyjeżdżać, przyszedł do ojca Maksymiliana pożegnać się. Na koniec franciszkanin powiedział: „proszę pójść do spowiedzi” – „Wielebny ojcze, błagam… nie mam czasu, spieszę się na pociąg” – „W takim razie proszę wziąć ten cudowny medalik”. Przez grzeczność mężczyzna przyjął medalik, po czym bezzwłocznie udał się na stację. Ojciec Kolbe tymczasem upadł na kolana i błagał Niepokalaną o nawrócenie uparciucha. I oto stał się cud: Po chwili rozległo się pukanie do drzwi i wszedł ten sam mężczyzna, który niedawno tak spieszył się na pociąg. Od progu zawołał: „Ojcze, proszę mnie wyspowiadać!” 

Któż nie pamięta historii nawrócenia w Rzymie niewierzącego Żyda, Alfonsa Ratisbonne? Nie sposób zresztą wymienić łask, jakie przyniósł cudowny medalik. 

Pożyteczne będzie naśladować świętych, a zwłaszcza św. Maksymiliana M. Kolbego, w upowszechnieniu cudownego medalika, osobiście rozdając go albo zostawiając w widocznym miejscu w sklepach, biurach, pociągach. Zawsze uzbrojony w „kulki Niepokalanej”, św. Maksymilian, gdy już nic nie mógł zrobić dla Maryi, medalikom powierzał dzieło dokonywania wyłomu w sercach tak, żeby Ona miała do nich dostęp. 

Nas także nic nie powinno kosztować kochanie cudownego medalika, stałe noszenie go i używanie jako środka maryjnego apostolatu. 

Nieraz martwimy się, co możemy zrobić dla Matki Bożej. Dlaczego więc nie prowadzić apostolstwa przy użyciu środka tak prostego, jak cudowny medalik, który można rozdawać i rozpowszechniać wszędzie? Naśladujmy budujące przykłady św. Katarzyny Labouré, Małej Tereski, Maksymiliana i wielu innych. Także święty Ojciec Pio z Pietrelciny zawsze miał kieszenie pełne medalików. Odwiedzając jego celę, można zobaczyć stolik, na którym leży garść cudownych medalików znalezionych w kieszeni Ojca Pio po jego śmierci. Postępujmy tak, jak święci! 

Copyright © 2026 Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Niepokalanej