Fragmenty książki: „O powołaniu zakonnym”

Św. Alfons Maria Liguori


Jak ważną rzeczą jest iść za powołaniem do życia zakonnego?

Nie potrzeba dowodzić, że nasze zbawienie wieczne zależy głównie od wyboru stanu (…). Jeżeli chcemy sobie zapewnić zbawienie wieczne, trzeba nam w wyborze stanu iść za wołaniem Bożym, bo jedynie na drodze, którą nam Bóg wytknął, znajdziemy przygotowane przez niego skuteczne do zbawienia łaski (…).

Godnym jest uwagi, że w świecie niektórzy lekceważą sobie sprawę powołania. Zdaje im się rzeczą obojętną żyć w stanie, który sobie obrali według własnego widzimisię. Dlatego też tylu potem źle żyje i potępia się. Bo wybór stanu według woli Bożej jest niewątpliwie do zdobycia zbawienia wiecznego warunkiem najgłówniejszym (…)

Powołanie Boże do życia doskonalszego, to zaiste łaska szczególna i nader wielka, której Bóg nie wszystkim udziela; stąd słusznie może się gniewać na tego, który nią gardzi. O, jak bardzo będzie się czuł dotkniętym książę, gdy powoła którego ze swoich podwładnych do swego boku, na ulubionego sługę do swego pałacu, a ten nie posłucha? A Bóg nie miałby odczuć takiej zniewagi (…)? [Człowiek taki] już tutaj na ziemi odbierze karę za swe nieposłuszeństwo, bo zawsze będzie niespokojny (…). I dlatego też pozbawi się tej tak obfitej i skutecznej do życia dobrego pomocy. To też mówi teolog Habertus: „Tylko wśród wielkich trudności będzie mógł zbawienie swoje zapewnić. Będzie jak członek wywichnięty, i niełatwo się zbawi, bo niełatwo mu będzie żyć dobrze”(…).

Dlatego każdy, który nie chce sprawy zbawienia wystawić na losy bardzo niepewne, powinien posłuchać, i to natychmiast posłuchać głosu, który go woła do życia doskonalszego. Inaczej narazi się na tę samą naganę, którą P. Jezus dał owemu młodzieńcowi. Gdy go bowiem wezwał,  by szedł za nim, odrzekł: „Pójdę za Tobą, Panie, ale mi pierwej dopuść rozprawić te rzeczy, które są [w domu]”. A na to mu odpowiedział Pan Jezus: „Żaden, który rękę swą przyłożył do pługa a ogląda się wstecz, nie jest sposobny do Królestwa Bożego”.

Oświecenie Boże przemija, dlatego upomina św. Tomasz z Akwinu, że powołanie Boże do życia doskonalszego powinno się wypełnić czym prędzej. W Sumie swej (Suma teologiczna – przyp. red.) stawia sobie pytanie, czy byłoby chwalebnym wstąpić do zakonu bez radzenia się wielu i długiego namysłu. I odpowiada, że tak, ponieważ naradzanie się i namyślanie potrzebne są w sprawach wątpliwie dobrych, lecz sprawa, o którą chodzi, jest na pewno dobra (…).

Dziwna rzecz! Gdy chodzi o wstąpienie do klasztoru, o prowadzenie życia doskonalszego, zabezpieczonego od pokus świata, wtedy to mówią ludzie światowi, trzeba nad takim krokiem długo się zastanowić i dać sobie czas przed wykonaniem tego postanowienia, ażeby dojść do zupełnej pewności, że powołanie to rzeczywiście pochodzi od Boga a nie od szatana. Lecz zupełnie inaczej mówią, że trzeba wielu dowodów na upewnienie się, że to powołanie prawdziwie od Boga pochodzi. Nie tak mówić zwykli byli święci. Św. Tomasz jest tego zdania, że gdyby nawet powołanie zakonne pochodziło od złego ducha, należałoby pójść za nim, jako za radą dobrą choćby nawet od nieprzyjaciela pochodziło. A przytoczony przez świętego Tomasz święty Jan Chryzostom mówi, że gdy Pan Bóg zsyła natchnienia, żąda, byśmy nawet na chwilę nie zwlekali z ich spełnieniem. Dlaczego? Bo im więcej cieszy Boga taka gotowość w posłuszeństwie, tym hojniej roztwiera Swe ręce, by obsypać duszę łaskami. Przeciwnie zaś ociąganie się w wykonaniu Jego poleceń obraża Go tak, że zamyka Swe ręce i oddala się od duszy ze swoim światłem – a wtedy ona wśród coraz groźniej piętrzących się trudności łatwo swój zamiar porzuci. Dlatego mówi św. Jan Chryzostom, że gdy szatan nie może kogo odwieść od postanowienia poświęcenia się Bogu, stara się przynajmniej wykonanie tegoż opóźnić (…) O, ilu już powołanym udało mu się takim zwlekaniem wydrzeć tę łaskę! (…)

Św. Franciszek Salezy [pisze] o powołaniu zakonnym: „By mieć pewność, że powołanie jest prawdziwe, nie potrzeba odczuwać namacalnie tej stałości, wystarczy, że ona trwa w wyższej części duszy. Dlatego nie wolno, jako fałszywego, odrzucać powołania, choćby jeszcze przed wstąpieniem do zakonu zniknęła owa uczuciowa radość, którą się miało na początku – ani nawet, choćby się odczuwało wprost wstręt i taką obojętność, że już dusza by się wahać poczęła, myśląc, że wszystko stracone. Wystarczy, że wola trwa stale w zamiarze pójścia za powołaniem, wystarczy, choćby nawet zostało tylko cokolwiek skłonności do tego. By się upewnić co do woli Bożej, czy kto ma być zakonnikiem czy nie, wcale nie potrzeba czekać, by Bóg sam do niego przemówił, ani by mu przysłał anioła z nieba i powiedział, jaką jest wola Jego. Ani też nie potrzeba badania dziesięciu uczonych doktorów, by się dowiedzieć czy się ma iść za powołaniem, czy nie. Ale potrzeba odpowiedzieć pierwszemu natchnieniu i pielęgnować je, a nie zniechęcać się, gdy później przyjdzie pewien wstręt i oziębienie pierwotnego zapału, a w ten sposób postępując, zyska się pomoc Boga do wykonania wszystkiego na chwałę Jego.”

Z jakim usposobieniem należy wstąpić do zakonu?

Kto więc usłyszał w sercu głos powołania do któregokolwiek zakonu obserwantnego (ściśle trzymającego się reguły, surowego, gorliwego – przyp. red.) – powtarzam o b s e r w a n t n e g o, bo inaczej lepiej by mu było może pozostać w świecie, aniżeli wstąpić do zakonu, w którym panuje rozluźnienie karności, - powinien wiedzieć, że zadaniem każdego zakonu, w którym panuje gorliwość, jest jak najdokładniej naśladować przykład i życie najświętsze Pana Jezusa, życie oderwane i umartwione, życie pełne cierpienia i pogardy. Dlatego każdy pragnący rozpocząć takie życie, musi być gotów na cierpienie i na wyrzeczenie się siebie we wszystkim, tak bowiem oświadczył sam P. Jezus tym, który by pragnęli doskonale go naśladować. „Jeśli kto chce za mną iść, niech się sam siebie zaprze i weźmie krzyż swój, a naśladuje mnie”(…). Pokoju zaś onego, którego Bóg kosztować daje wiernym swym sługom, nie rozumieją ludzie światowi, bo jest ukryty i tak, zamiast im zazdrościć, potrafią tylko się litować nad nimi, uważających ich za nieszczęśliwych na ziemi, bo patrząc na ich życie umartwione, krzyż wprawdzie widzą, ale nie znają pociech, które z innego płyną (…). Lecz kto potrafi zrozumieć pociechy, którymi Bóg napełnia wybrane Swe dusze podczas modlitwy, w Komunii św., w świętej samotności, kto zdoła pojąć one oświecenia Boże, one święte zapały, one słodkie w objęciach Bożych uściski, ów pokój Boży i błogą nadzieję żywota wiecznego? Chyba ten tylko, kto sam tego doświadczył. Więcej znaczy wg zdania św. Teresy jedna kropelka pociechy Bożej, aniżeli wszystkie radości i rozkosze świata. O, bo Bóg potrafi być wdzięcznym i da już tutaj, na tym padole płaczu, tym, którzy dla Jego miłości cierpią, zakosztować przedsmak radości niebieskich.

(…) W rzeczywistości życie wewnętrzne daje każdemu, co się całym sercem Bogu poświęca, oną pełność pokoju, o której mówi św. Paweł, „że przewyższa wszelkie rozkosze świata i ludzi w świecie żyjących. Dlatego też zakonny braciszek szczęśliwszy jest w swej ubogiej celi, aniżeli wszyscy królowie we wspaniałych pałacach. „Skosztujcie i zobaczcie, jak słodki jest Pan”. Kto tego sam nie doświadczył, ten tego nie rozumie.

Na koniec jeszcze jedna uwaga. Kto chce wstąpić do zakonu, powinien sobie postanowić, że zostanie świętym i raczej zniesie wszelkie zewnętrzne i wewnętrzne cierpienia, by tylko wytrwać wiernie przy Bogu i nie porzucić powołania (…).

Zaiste, piękny to widok dusz zakonnych, oddanych zupełnie Bogu, które żyją jeszcze na świecie ale jakoby już nie z tego świata, z tą jedną myślą tylko, by pragnienie Boskiego Serca zadowolić!

Zadaniem każdego zakonnika jest żyć tylko dla wieczności. O jak szczęśliwi będziemy, jeżeli ten krótki czas życia naszego zupełnie poświęcimy dla Boga! Niema co żałować! Tym mniej, jeśli się już więcej niż połowę życia spędziło wśród świata. Stawmy sobie przed oczy wieczność, a wtedy wszystko z radością i spokojem zniesiemy. Dziękujmy Bogu, że nam udziela tyle światła i sposobności miłowania Go doskonałą miłością, bo z tylu ludzi wybrał nas Sobie, byśmy mu służyli w zakonie i obdarzył nas łaską Swojej świętej miłości. Korzystajmy z tej miłości i jak najśpieszniej postępujmy w cnotach (…).

Jestem przekonany, że P. Jezus tym, którzy umierają w zakonie, przygotował w niebie zaszczytne miejsce. Tutaj na ziemi będziemy ubodzy, wzgardzeni, uważani za szaleńców, z rozumu obdartych, ale w przyszłym życiu role się zmienią.

Polecajmy się bezustannie Najdroższemu naszemu Zbawicielowi, utajonemu w Przen. Sakramencie i Matce Najśw., bo wszyscy zakonnicy powinni się szczególnie odznaczać wielką miłością do P. Jezusa i Niepokalanej Dziewicy.

Copyright © 2017 Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Niepokalanej