O. Stefan Maria Manelli, FI

Błogosławieni, którzy w Panu umierają (Ap 14,13).

Dla mnie bowiem umrzeć - to zysk (Flp 1,21) - wołał św. Paweł.

Magisterium Świętego Kościoła w sposób ciągły nauczało bez wahania i bez niepewności niezmiennych prawd naszej wiary katolickiej - która nie może się zmienić nigdy, ponieważ jest zakorzeniona w Bogu niezmiennym i wiecznym. Kościół wypowiada się także poprzez narzędzia szczególnie przystosowane do formacji wszystkich wiernych, jak katechizmy.

Tajemnica śmierci dotyczy każdego z wierzących i tajemnicę tę Kościół przedstawia z perspektywy wiary, według Bożych zamysłów dotyczących stworzenia. Katechizm św. Piusa X, w swoich krótkich lecz esencjalnych pytaniach i odpowiedziach, wyjaśnia całą prawdę o śmierci chrześcijańskiej. Nadchodzi ona u kresu życia doczesnego poprzez oddzielenie duszy i ciała; stawia duszę przed sądem szczegółowym, na którym wieczną nagrodą jest niebo, a wieczną karą - piekło. Dusza i ciało zjednoczą się ponownie wraz ze zmartwychwstaniem ciał i Sądem Ostatecznym.

W krótkich i wyważonych słowach, Katechizm św. Piusa X wyjaśnia także, iż po śmierci i jeszcze przed Sądem ostatecznym, dla duszy oddzielonej od ciała „wizja Boga będzie prawdziwym życiem i szczęśliwością duszy [w niebie], podczas gdy pozbawienie Boga będzie najwyższym nieszczęściem i jak gdyby śmiercią wieczną [dla potępionych]“.

W nowszym Katechizmie Kościoła Katolickiego wspomina się słusznie, że śmierć jest „zapłatą za grzech“, jednak „dla tych, którzy umierają w łasce Chrystusa, jest ona uczestniczeniem w Śmierci Pana, by móc także uczestniczyć w Jego Zmartwychwstaniu“ (KKK 1006), toteż „chrześcijanin, który umiera w Chrystusie Jezusie, opuszcza to ciało i staje w obliczu Pana“ (KKK 1681).

Tak więc na naszą śmierć składają się: kres życia ziemskiego, oddzielenie duszy od ciała, sąd szczegółowy, wejście duszy w życie wieczne: błogosławione życie niebieskie w uszczęśliwiającej wizji Boga lub w wiecznej śmierci piekła z szatanem i jego upadłymi aniołami.

Wiele pytań jawi się natychmiast duszy w obliczu powagi tych spraw! Jak przygotować się, by być w stanie pogodnie stawić czoła tajemnicy śmierci, z myślą o wiecznym zbawieniu i o boskim niebie, unikając wiecznego potępienia i szatańskiego piekła? Kwestia, rzecz jasna, śmiertelnie poważna.

Święty Ojciec Pio

Jedna z córek duchowych najbliższych świętemu Ojcu Pio z Pietrelciny powiedziała do niego pewnego dnia:

- „Ojcze, bardzo boję się śmierci“.

Święty spowiednik i stygmatyk odpowiedział jej:

- „Prośmy Pana, aby zesłał nam śmierć, kiedy znajdujemy się w łasce uświęcającej; byśmy umierali w obecności Boga, Jego Matki i św. Józefa - oraz po przejściu naszego czyśćca tu na ziemi“.

Celna i ojcowska odpowiedź, zawierająca w sobie kilka ważnych pouczeń!

Po pierwsze, Ojciec Pio mówi swojej córce duchowej, by prosiła Pana, „aby zesłał jej śmierć w łasce“. To jest rzecz absolutnie najważniejsza: umrzeć w łasce uświęcającej - ponieważ umrzeć bez niej, to jest w grzechu śmiertelnym, oznacza runąć natychmiast w otchłań piekła.

Po drugie, Ojciec Pio pragnie, by modlić się o łaskę konania „w obecności Boga, Jego Matki i św. Józefa“. Rozumie się, że żadne inne towarzystwo nie mogłoby być równie cenne w chwili śmierci jak to Jezusa, Maryi i Józefa...

Po trzecie, Ojciec Pio wskazuje jako intencję modlitwy odbycie naszego czyśćca tu, na ziemi, przed śmiercią. To szczególnie ważna wskazówka dla nas, tak bardzo lękających się cierpienia, tak bardzo unikających wszelkich wyrzeczeń... Nie zdajemy sobie przy tym sprawy, że cierpienia i wyrzeczenia doczesne są pieszczotami w porównaniu z cierpieniami czyśćca i że jeżeli umiemy dobrze znosić i ofiarowywać cierpienia doczesne, będą nam one policzone w miejsce tych czyśćcowych (które z pewnością nie są pieszczotami!). Lepiej więc cierpieć na ziemi i ofiarowywać te cierpienia jako wynagrodzenie za grzechy - aniżeli pójść, choćby na jedną tylko godzinę, do czyśćca.

Oto trzy rzeczy, które Ojciec Pio mówi nam wszystkim.

Przygotowanie do śmierci św. Bernadetty Soubirous...

W swojej ostatniej chorobie, św. Bernadetta Soubirous, wyniszczona przez astmę, reumatyzm, nowotwór kolana i poszarpana otwartymi ranami w wielu częściach jej delikatnego ciała (które nie ulegnie rozkładowi!), wydawała niekiedy krótki okrzyk bólu, który natychmiast zmieniała w akt ofiarowania i modlitwy: „Boże mój... Tobie to oddaję!... Boże mój, kocham Cię... Pragnę, pragnę Twojego krzyża!...“

Jej życie wypełniło się całe modlitwą i cierpieniem - i wydawało się całe skoncentrowane w jej wielkich, coraz bardziej jaśniejących oczach, ożywiających się, kiedy święta uśmiechała się lub podnosiła wzrok w stronę nieba, krzyża, Maryi... Pewnego razu kapelan spytał ją:

- „O co prosiła siostra świętego Józefa?“ 

- „O łaskę dobrej śmierci!“ - odpowiedziała natychmiast.

Jej święta śmierć wypadła istotnie w środę - dzień szczególnie poświęcony nabożeństwu do św. Józefa. Był 16 kwietnia 1879. Zanim skonała, św. Bernadetta zdołała jeszcze przeżegnać się w ten swój sposób, który robił tak wielkie wrażenie na wszystkich... Bernadetta żegnała się tak, od kiedy ona sama zobaczyła znak krzyża uczyniony przez Najświętszą Panienkę w czasie objawień w Lourdes. Wyzionęła ducha zwracając do Matki Bożej taką prośbę: „Święta Maryjo... módl się za mnie... biedną grzesznicę“. Oto pokora świętej!

...i św. Proboszcza z Ars

Święty Jan Maria Vianney myślał o śmierci, kontemplował ją i mówił o niej z nadzieją, że nie będzie musiał czekać na nią zbyt długo. Mawiał bowiem, iż „śmierć jest zjednoczeniem duszy z najwyższym Dobrem“. Często mówił o śmierci ze słodyczą i radością. Posługiwał się przy tym pięknymi obrazami, zwłaszcza w swoich naukach katechizmowych dla ludu, bogatych w nader skuteczne wskazówki do prowadzenia świętego życia.

Mówił na przykład: „Spójrzcie na jaskółkę: leci tuż nad ziemią, prawie jej dotyka, a jednak nigdy na niej nie spoczywa... Płomień dąży zawsze w górę... Przetnijcie liny balonu - a natychmiast wzbije się wzwyż“.

Często, kontemplując niebo, powtarzał ze łzami w oczach: „Wraz ze śmiercią, nareszcie zobaczymy tam w górze Pana Boga. Powiemy Mu wtedy: Boże mój, teraz Cię widzę, teraz Cię posiadam; teraz nie utracę Cię już nigdy, nigdy!“

To żarliwe pragnienie nieba podtrzymywało świętego Proboszcza z Ars go w ciągu kilkudziesięciu lat niezmordowanej posługi w konfesjonale, dniami i nocami. To dzięki temu żarliwemu pragnieniu nieba św. Jan Maria Vianney rzeczywiście umarł święcie; a jego długie i owocne życie kapłańskie stanowiło ogromne błogosławieństwo Boże i prawdziwy deszcz łask powodujący nawrócenie i zbudowanie niezliczonych dusz, które święty proboszcz bez chwili spoczynku ratował przed potępieniem. 

 

Copyright © 2018 Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Niepokalanej