WSKRZESZENIE MŁODZIEŃCA Z NAIN

Dlaczego Nain? Co kieruje kroki Mistrza do tego wymarłego krańca Jego ojczyzny? Zdaje się, że nikt Go tam nie zna, ani nie otrzymał stamtąd żadnego zaproszenia.  Wystarczyło jednak, że była tam matka, której nikt nie potrafił pocieszyć i dać nadziei, która wypłakała już wszystkie łzy, a wraz z nimi, można powiedzieć, utraciła swoje życiowe siły, a wszystko to z powodu śmierci jej jedynego syna. Lud izraelski nie zna większej tragedii, niż ta. 

 

Słowa Ewangelii według świętego Łukasza  Łk 7, 11-17 

Jezus udał się do pewnego miasta, zwanego Nain; a szli z Nim Jego uczniowie i tłum wielki. Gdy zbliżył się do bramy miejskiej, właśnie wynoszono umarłego, jedynego syna matki, a ta była wdową. Towarzyszył jej spory tłum z miasta. 

Na jej widok Pan użalił się nad nią i rzekł do niej: «Nie płacz». Potem przystąpił, dotknął się mar, a ci, którzy je nieśli, stanęli, i rzekł: «Młodzieńcze, tobie mówię, wstań». Zmarły usiadł i zaczął mówić; i oddał go jego matce. 

A wszystkich ogarnął strach; wielbili Boga i mówili: «Wielki prorok powstał wśród nas i Bóg łaskawie nawiedził lud swój». I rozeszła się ta wieść o Nim po całej Judei i po całej okolicznej krainie.

 Oto słowo Pańskie.

* * * * * * *

Komentarz

Po cudownym uzdrowieniu sługi setnika, Jezus nieco zbacza ze swoich zwykłych tras apostolstwa i przybywa do Nain, niewielkiego miasteczka, gdzie znajduje się nie więcej niż kilka domów ustawionych wzdłuż górskiego zbocza.

DLACZEGO NAIN?

Co kieruje kroki Mistrza do tego wymarłego krańca Jego ojczyzny? Zdaje się, że nikt Go tam nie zna, ani nie otrzymał stamtąd żadnego zaproszenia.  Wystarczyło jednak, że była tam matka, której nikt nie potrafił pocieszyć i dać nadziei, która wypłakała już wszystkie łzy, a wraz z nimi, można powiedzieć, utraciła swoje życiowe siły, a wszystko to z powodu śmierci jej jedynego syna. Lud izraelski nie zna większej tragedii, niż ta. 

Miasteczko miało tylko jedną bramę. Jezus i jego uczniowie, usłyszawszy płacz zbliżającego się konduktu pogrzebowego, zatrzymali się u jego wejścia. Matka nie widziała, ani nie słyszała nikogo, nikt nie miał dla niej słów pocieszenia, bo nikt nie miał serca podobnego jej sercu. Być może nie spostrzegła nawet, że grupa obcych ludzi zbliżyła się do bramy. Kto na nią spojrzał, nie mógł ukryć wzruszenia: „Na jej widok Pan użalił się nad nią.” (Łk 7,13)

WSPÓŁCZUĆ Z CIERPIĄCYMI

Ból matki został dostrzeżony przez Serce Syna Bożego. Nadejdzie dzień, kiedy sama Matka Jezusa będzie ubolewać nad swoim Jedynym Synem umierającym na krzyżu na Jej oczach, po tym jak wezbrała przeciw Niemu fala bezpodstawnej i bezlitosnej nienawiści. Nikt nie powie Jej, by nie płakała. Żaden z obecnych na Kalwarii, za wyjątkiem kilku Jej bliskich, nie będzie miał dla Matki Jezusa dobrego słowa. Ta myśl o ogromnym cierpieniu, które Jego Matka miała wkrótce przeżywać, musiał spowodować niewypowiedziany ból rozdzierający delikatne Serce Zbawiciela.

Jezus przybliżył się do zwłok i zawołał: „Młodzieńcze, tobie mówię, wstań!” (Łk 7,14). I chłopiec usłuchał. Bo trudniej jest dla nas obudzić kogoś, kto śpi, aniżeli dla Syna Bożego zbudzić stworzenie ze snu wiecznego.

Młodzieniec podniósł się, odzyskał oddech i życie. Jego spojrzenie spotkało się ze spojrzeniem Jezusa. Następnie rozejrzał się i zaczął mówić. Z pewnością zawołał matkę i to Jezus „oddał go”, jak mówi Ewangelia, jego matce. Ten martwy człowiek należał do Niego w podwójny sposób, ponieważ dwa razy dał mu życie. W tej chwili jednak oddaje go matce.

Wszystkich świadków cudu ogarnął lęk, ponieważ kontakt z czymś nadprzyrodzonym uwydatnia naszą małość i nieskończoną wielkość Boga. Pierwsze odczucie strachu zostało jednak szybko zastąpione radością, która ogarnęła wszystkich: „wielbili Boga i mówili: „wielki prorok powstał wśród nas” (Łk 7,16).

CODZIENNE CUDA ZMARTWYCHWSTANIA

Powroty ze śmierci do życia zdarzają się codziennie, za każdym razem, gdy łaska powraca do serca skruszonego grzesznika. Na ten aspekt kładą nacisk ci, którzy komentują cud opisany w Ewangelii. Trudno powstrzymać się od wzruszenia, czytając tę piękną opowieść ewangeliczną, ale przerażająca jest myśl, że wielką część ludzkości tworzą ludzie umarli, tacy, którzy  co prawda chodzą po ziemi, ale są martwi dla Bożej łaski- myślą, że żyją, tylko dlatego, że poruszają się, mówią czy działają. Niestety istnieje wielu chrześcijan, niekiedy znaczna większość, którzy żyją w grzechu śmiertelnym, opuszczając niedzielną Mszę Świętą, nie przestrzegając przykazań Bożych, nie uczęszczając do spowiedzi!

W nich wszystkich Jezus pragnie uczynić cud duchowego zmartwychwstania. By był on jednak możliwy, potrzebne jest ich nawrócenie i opamiętanie. Jezus jest nieskończonym Miłosierdziem, ale szanuje naszą dobrowolną decyzję: jeśli będziemy żałować za nasze grzechy, On da nam życie łaski, prawdziwe życie, życie wieczne!

Skruszonemu grzesznikowi Jezus nieustannie powtarza: „Młodzieńcze, tobie mówię, wstań!” (Łk 7,14).

 

o. Stefan Miotto, FI

 

 

 

Copyright © 2019 Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Niepokalanej